Kolejny odcinek serii o kotce Pchełce z biblioteki przy placu Morelowym. Gdy czerwona zakładka nie potrafi wybrać dla siebie odpowiedniej książki, Pchełka pomaga jej spokojnie szukać, a przy okazji odkrywa, że czasem swoje miejsce znajdujemy wtedy, gdy jesteśmy komuś potrzebni. To ciepła bajka dla dzieci o niepewności, życzliwości i małej odwadze w rozmowie.
W bibliotece przy placu Morelowym kotka Pchełka miała ważne zajęcie: sprawdzała, czy na parapetach stoją równo doniczki z miętą, a na półkach nie leżą okruszki po bułeczkach pana introligatora.
Pchełka była drobna, szarobura i miała białą plamkę na nosie, przez którą wyglądała, jakby właśnie zanurzyła pyszczek w mleku. Tego dnia zauważyła coś niezwykłego.
Z książki o ptakach wystawała zakładka w czerwone kropki.
— Dzień dobry — powiedziała grzecznie Pchełka.
Zakładka ani drgnęła.
Pchełka usiadła obok.
— Czy zgubiłaś swoje miejsce?
— Nie — szepnęła zakładka. — Tylko nie wiem, w której książce powinnam mieszkać.
— W tej o ptakach jest całkiem miło — zauważyła kotka. — Są skrzydła, gniazda i jeden bardzo poważny bocian.
— Właśnie dlatego nie jestem pewna — westchnęła zakładka. — W książce o podróżach są mapy. W bajkach są smoki. W tomiku wierszy są krótkie zdania, które dobrze się tuli do środka. A ja chciałabym pasować idealnie.
Pchełka znała to uczucie. Czasem, gdy pani bibliotekarka prosiła ją, by przywitała nowe dzieci, kotka najchętniej schowała się za atlasem świata. Atlas był duży, nie zadawał pytań i pachniał papierem.
— Możemy poszukać — zaproponowała. — Tylko bez pośpiechu.
Najpierw poszły do książek podróżniczych. Zakładka wsunęła się między strony o górach, ale zaraz wysunęła różowy rożek.
— Tu jest za dużo zakrętów — powiedziała.
Potem spróbowały w książce o smokach.
— Tu jest za dużo ogonów — uznała zakładka.
W tomiku wierszy było spokojniej. Pchełka ułożyła łapkę na otwartej stronie, a zakładka wsunęła się ostrożnie między dwa krótkie utwory.
— Może tu? — spytała kotka.
Zakładka milczała tak długo, że Pchełka zaczęła już myśleć, iż zasnęła. Lecz po chwili czerwone kropki lekko zadrżały.
— Ładnie — przyznała. — Ale chyba… chyba jeszcze nie wiem.
Wtedy do biblioteki weszła Hania. Trzymała w rękach książkę o rysowaniu i rozglądała się po sali.
— Czy mogę pożyczyć też coś o robieniu latawców? — zapytała cicho panią bibliotekarkę.
Pani bibliotekarka właśnie pomagała starszemu panu znaleźć wielki album o pociągach. Pchełka zobaczyła, że Hania przestępuje z nogi na nogę.
Kotka podeszła bliżej, choć w brzuchu poczuła malutkie łaskotanie nieśmiałości.
— Wiem, gdzie stoją książki o latawcach — powiedziała. — Chodź ze mną.
Przy półce Hania wyjęła cienką książkę z żółtym latawcem na okładce. Otworzyła ją, lecz zaraz zmarszczyła brwi.
— Chciałam jeszcze wrócić do strony z ogonem z wstążek — mruknęła. — A nie mam czym zaznaczyć.
Czerwona zakładka wychyliła się z tomiku wierszy.
— Może… może mogłabym? — zapytała.
Hania uśmiechnęła się szeroko.
— Byłabyś najlepsza! Pasujesz do żółtej okładki jak biedronka do kwiatka.
Zakładka wsunęła się między strony z rysunkiem latawca. Tym razem nie wysunęła nawet rożka.
Pchełka patrzyła na nią przez chwilę, a potem mruknęła z zadowoleniem.
— Czyli nie musiałaś znaleźć książki najidealniejszej na świecie.
— Nie — odparła zakładka. — Wystarczyło znaleźć kogoś, komu naprawdę mogłam się przydać.
Hania pogłaskała Pchełkę po grzbiecie.
— A ty jesteś najlepszą bibliotekarką-kotką.
Pchełka aż nastroszyła wąsy z radości.
— Proszę to wpisać do katalogu — powiedziała poważnie. — Pod literą „M” jak „miaucząco miło”.
Pani bibliotekarka roześmiała się cicho, a w bibliotece znów zrobiło się spokojnie. Na półce z książkami o latawcach czerwona zakładka pilnowała ważnej strony. I wyglądała, jakby właśnie tam mieszkała od zawsze.
Morał
Nie zawsze trzeba od razu wiedzieć, gdzie się pasuje. Czasem najlepsze miejsce odnajduje się dzięki komuś, komu możemy pomóc.
