Kolejny odcinek serii o kotce Pchełce z biblioteki przy placu Morelowym. Gdy Lena wstydzi się zadać szkolne pytanie o jaskółki, Pchełka pomaga jej odnaleźć zagubione karteczki z pytaniami i odkryć, że ciekawość nie musi być od razu pewna siebie. To spokojna bajka dla dzieci o odwadze do pytania, współpracy i radości z poznawania świata.
W bibliotece przy placu Morelowym kotka Pchełka miała zwyczaj obchodzić regały powoli, z ogonem uniesionym jak znak zapytania. Wiedziała, gdzie stoją książki o dalekich krajach, gdzie chowają się opowieści o smokach, a gdzie atlas, który był tak duży, że trzeba było go otwierać na niskim stoliku.
Pewnego dnia do biblioteki przyszła dziewczynka Lena. Miała zielony plecak, dwie piegi na nosie i minę, jakby niosła w głowie bardzo ciężką walizkę.
– Szukasz czegoś? – zapytała Pchełka, siadając obok jej buta.
Lena podrapała się po policzku.
– Pani w szkole powiedziała, że możemy przynieść jedno ciekawe pytanie o świecie. Ale ja nie wiem, czy moje pytanie jest dość mądre.
– A jakie jest? – mruknęła kotka.
– Dokąd odlatują jaskółki, kiedy robi się chłodniej? I skąd wiedzą, którą drogą lecieć?
Pchełka zamrugała złotymi oczami.
– To pytanie ma dwa skrzydła. Takie pytania zwykle lecą daleko.
Zaprowadziła Lenę do atlasu. Książka miała granatową okładkę i małą kieszonkę przy końcu, lecz kieszonka była pusta. Pchełka zajrzała do niej, potem jeszcze raz, dla pewności.
– Hm – powiedziała. – Dawniej mieszkały tu karteczki z pytaniami czytelników. Pan bibliotekarz wkładał je do tej kieszonki, żeby każdy mógł dopisać odpowiedź, kiedy ją znajdzie.
– A teraz ich nie ma? – spytała Lena.
– Najwidoczniej rozleciały się po świecie. Karteczki są do tego skłonne.
Zaczęły szukać. Jedna leżała między stronami książki o obłokach. Druga tkwiła pod fotelem pana Antoniego, który czytał gazetę i nawet nie zauważył, że siedzi na pytaniu: „Czy ryby czują łaskotanie?”. Trzecią znalazły w doniczce z paprocią. Była trochę pofalowana, ale wciąż bardzo ciekawa: „Dlaczego kasztany mają błyszczące czapeczki?”.
Lena śmiała się coraz śmielej. Na końcu Pchełka wspięła się na drabinkę przy najwyższym regale. Tam, za książką o ptakach, zobaczyła ostatnią karteczkę. Była przyciśnięta zakładką i ledwie wystawała różowym rożkiem.
Kotka wyciągnęła łapę.
– Troszeczkę bliżej, proszę – mruknęła do karteczki.
Lecz karteczka nie słuchała. Pchełka przesunęła się o pół kroku, a drabinka cicho skrzypnęła.
Lena przestała się uśmiechać.
– Może nie trzeba jej wyjmować – powiedziała cicho.
Pchełka też poczuła, że wąsy robią jej się niespokojne. Nie lubiła, gdy coś było wysoko, chwiejnie i niezupełnie po kociemu. Zeszła na dół, usiadła na stopniu drabinki i przez chwilę patrzyła na różowy rożek.
– Wiesz – odezwała się wreszcie – odwaga nie zawsze polega na tym, żeby od razu sięgać najwyżej. Czasem polega na znalezieniu porządnego stołeczka.
Pan Antoni odłożył gazetę.
– Mam stołeczek – powiedział. – Solidny. Niegdyś stał przy ladzie z lemoniadą, zanim zacząłem pracować w bibliotece.
Przyniósł go i sam stabilnie przytrzymał drabinkę. Lena stanęła obok, gotowa podać Pchełce karteczkę, gdy już ją wyjmie. Kotka, już bez pośpiechu, weszła na wygodny stołeczek i sięgnęła po różowy rożek. Widniało na nim zdanie napisane dużymi, okrągłymi literami:
„Czy wolno pytać, jeśli jeszcze nic się nie wie?”
Lena długo na nie patrzyła.
– To jest chyba najważniejsze pytanie ze wszystkich – szepnęła.
Pchełka skinęła głową, jakby właśnie tego się spodziewała.
Włożyły wszystkie karteczki do kieszonki atlasu. Potem Lena napisała własne pytanie o jaskółki. Pchełka dodała obok małą notatkę, bo pisała zgrabnie, choć tylko wtedy, gdy atrament nie pachniał zbyt ostro:
„Najlepsze pytania zaczynają drogę od zwykłej ciekawości.”
Gdy Lena wychodziła z biblioteki, jej zielony plecak nie wyglądał już na ciężki. A atlas na niskim stoliku miał pełną kieszonkę pytań i sprawiał wrażenie książki, która bardzo chętnie posłucha kolejnych.
Morał
Nie trzeba znać wszystkich odpowiedzi, żeby zadać dobre pytanie. Ciekawość rośnie najładniej tam, gdzie ktoś słucha jej życzliwie.
