Na malowniczym nabrzeżu, chłopiec w granatowej kurtce z uśmiechem podziwia miniaturową latarnię morską, którą trzyma w rękach, obok starszego mężczyzny w kapitańskiej czapce. Obok nich widzimy przyjazną wydrę i mewę, co dodaje ilustracji urokliwego, morskiego klimatu idealnego do bajek na dobranoc. Obrazek emanuje ciepłem i przygodą, doskonały dla rodziców szukających bajek do snu dla dzieci w wieku 3-10 lat.

Wydra Pola i skrzynka na dobre wiadomości

Kolejny ciepły odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola odnajduje tajemniczy list dla kogoś, kto potrzebuje odwagi, i pomaga Olkowi uwierzyć, że jego niedoskonały model latarni zasługuje na pokazanie innym. To spokojna bajka dla dzieci o pewności siebie, życzliwym wsparciu i dostrzeganiu piękna w rzeczach nieidealnych.


W porcie Nad Srebrną Falą stała mała, granatowa skrzynka z mosiężną chorągiewką. Wisiała obok piekarni pani Rozalii, tuż nad ławką, na której rybacy lubili cerować sieci i opowiadać historie o chmurach.

Na skrzynce widniał napis:

„Dobre wiadomości. Proszę wkładać ostrożnie”.

Wydra Pola bardzo lubiła tę skrzynkę. Raz w tygodniu wyjmowała z niej karteczki i roznosiła je po porcie. Nie były to wielkie wiadomości. Czasem ktoś pisał: „Panu Feliksowi wyrosły trzy pomidory”, a czasem: „Dziękuję za pożyczoną konewkę”.

Tego dnia Pola zajrzała do skrzynki i znalazła tylko jedną kopertę. Była kremowa, pachniała odrobinę miętą, a na przodzie miała napisane:

„Dla kogoś, kto będzie potrzebował odwagi”.

Pola przechyliła głowę.

— To bardzo szeroki adres — mruknęła.

Przy piekarni siedział pan Leon, stary latarnik z czapką tak granatową jak skrzynka. Czytał gazetę, lecz co chwilę spoglądał na swoją małą łódkę, przywiązaną do pomostu.

— Dzień dobry, panie Leonie — powiedziała Pola. — Czy może pan potrzebuje odwagi?

Pan Leon aż odłożył gazetę.

— Hm. Każdemu czasem się przydaje. Ale dziś chyba najbardziej potrzebuje jej mój wnuk Olek.

— Co się stało?

— Ma przyjechać do portu z klasą i pokazać im swój model latarni. Zrobił go sam, z pudełka po herbacie, patyczków i czerwonego szkiełka. Tyle że teraz mówi, że model jest krzywy i lepiej go nikomu nie pokaże.

Pola ścisnęła kopertę w łapkach.

— To może właśnie do niego jest ten list.

Wraz z panem Leonem ruszyła w stronę małego domku przy końcu nabrzeża. Po drodze spotkali mewę Gienię, która niosła w dziobie kawałek niebieskiej wstążki.

— Dokąd tak pilnie? — zapytała.

— Do Olka, z wiadomością o odwadze — odparła Pola.

— Doskonale! — zawołała Gienia. — Odwaga najlepiej wygląda z wstążką.

Przyłączyła się do nich, choć nikt nie był pewien, czy wstążka rzeczywiście była potrzebna. W porcie jednak różne rzeczy bywały potrzebne dopiero po chwili.

Olek siedział na schodkach przed domkiem. Obok niego stał model latarni. Rzeczywiście był troszkę przechylony w lewo, a dach przypominał kapelusz, który zsunął się na jedno ucho.

— Dzień dobry — powiedziała Pola łagodnie. — Mam list dla kogoś, kto będzie potrzebował odwagi.

Chłopiec spojrzał na kopertę, lecz nie wyciągnął ręki.

— A jeśli w środku jest napisane, żebym się nie bał? — spytał cicho. — Wtedy wszyscy będą wiedzieli, że się boję.

Pan Leon usiadł obok niego.

— Wiesz, Olku, moja pierwsza latarnia morska też była krzywa. Światło świeciło trochę na wodę, trochę na dach sąsiada.

— Naprawdę?

— Naprawdę. A jednak dzięki niej ludzie zapamiętali, gdzie mieszkał pan Leon.

Olek uśmiechnął się malutko, jakby najpierw chciał sprawdzić, czy uśmiech dobrze się trzyma.

Otworzył kopertę. W środku była krótka kartka:

„Nie wszystko musi być równe, żeby komuś wskazać drogę. Pokaż to, co zrobiłeś z sercem.”

Przez chwilę było zupełnie cicho. Nawet Gienia nie poprawiała swojej wstążki.

— Kto to napisał? — zapytał Olek.

Pola odwróciła kartkę. Na odwrocie ktoś narysował maleńką falę i podpisał się: „Przyjaciel z portu”.

— Może dowiemy się kiedyś — powiedziała.

Właśnie wtedy od strony ulicy nadbiegły dzieci z klasy Olka. Zatrzymały się przy schodkach, ciekawe modelu.

Olek wstał. Kolana miał trochę miękkie, ale model trzymał pewnie.

— To jest moja latarnia — powiedział. — Jest trochę krzywa, bo taką chciałem zrobić. Żeby wyglądała, jakby znała wiatr.

Dzieci podeszły bliżej.

— A to czerwone okienko świeci? — zapytała jedna dziewczynka.

— Świeci! — odparł Olek, już głośniej. — Tylko trzeba nacisnąć tu.

Nacisnął. W środku zapaliło się małe, ciepłe światełko.

Pan Leon zdjął czapkę i położył ją na sercu. Pola zauważyła, że jego oczy zrobiły się błyszczące, jak portowa woda w pogodny dzień.

Potem wszyscy zawiesili przy granatowej skrzynce nową karteczkę. Napisał ją Olek:

„Dobra wiadomość: krzywe rzeczy też mogą pięknie świecić.”

A Gienia przywiązała do skrzynki niebieską wstążkę.

— Widzicie? — powiedziała z zadowoleniem. — Mówiłam, że się przyda.


Morał

To, co zrobione z sercem, nie musi być idealne, by dawać innym radość. Czasem odwaga zaczyna się od pokazania swojej małej, własnej iskierki.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *