Ilustracja przedstawia urokliwą scenę w nadmorskiej miejscowości, gdzie młody wydra i uroczy kotek odwiedzają sklep z zegarami prowadzony przez sympatycznego żółwia. W tle widać latarnię morską oraz cumujące statki, co nadaje obrazkowi przytulną, morską atmosferę idealną do bajek na dobranoc. Ten magiczny świat jest doskonały do wieczornego czytania dzieciom w wieku 3-10 lat, pomagając im zasnąć w otoczeniu fantastycznych opowieści.

Wydra Pola i dzwoneczek dla pana Rudolfa

Kolejny odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola ma dostarczyć ważny dzwoneczek zegarmistrzowi, lecz nie chce przeszkodzić mu w pracy nad kapryśnym zegarem. Ta spokojna bajka dla dzieci pokazuje, że cierpliwość i uważność pomagają znaleźć dobre rozwiązanie nawet w małej, codziennej trudności.


W porcie Nad Srebrną Falą wydra Pola miała granatową torbę, w której listy leżały równo jak kromki w pudełku na drugie śniadanie.

Tego dnia pani z poczty podała jej małą paczuszkę owiniętą w papier w niebieskie kotwice.

– To dla pana Rudolfa, zegarmistrza z ulicy Muszelkowej – powiedziała. – Podobno bardzo na nią czeka.

Pola potrząsnęła paczką delikatnie.

– Dzyń – odezwało się w środku.

– Dzwoneczek! – ucieszyła się.

Pan Rudolf był starym żółwiem, który naprawiał zegary, budziki i pozytywki. W jego warsztacie zawsze coś cichutko tykało, pstrykało albo brzęczało. Pola lubiła tam zaglądać, bo pan Rudolf częstował gości herbatnikami w kształcie cyfr.

Kiedy dotarła na ulicę Muszelkową, zobaczyła jednak, że na drzwiach warsztatu wisi kartka:

„Proszę nie pukać. Pracuję nad bardzo ważnym zegarem.”

Pola stanęła przed drzwiami z paczuszką pod pachą.

– Dzwoneczek jest chyba właśnie po to, żeby pan Rudolf nie musiał ciągle słuchać pukania – szepnęła.

Ale jak dostarczyć przesyłkę, skoro nie wolno pukać?

Wtedy spod schodów wysunął się rudy kot z białą plamką na nosie. Nazywał się Piegus i pilnował warsztatu, choć sam twierdził, że „nadzoruje sprawy miękką łapą”.

– Masz coś dla Rudolfa? – zapytał, przeciągając się tak długo, że aż ogon mu zadrżał.

– Dzwoneczek. Ale nie chcę przeszkodzić.

– Słusznie – mruknął Piegus. – Zegar pana Rudolfa jest kapryśny. Wczoraj spóźnił się o trzy minuty, a potem obraził się i stanął.

– Zegar się obraził?

– Tak powiedział pan Rudolf. Ja się nie kłócę z fachowcami ani z zegarami większymi od talerza.

Pola usiadła na stopniu. Przez chwilę słyszała zza drzwi ciche: tik, tik, tik… a potem westchnienie pana Rudolfa.

– Może zostawię paczkę pod drzwiami? – zaproponowała.

Piegus pokręcił głową.

– A jeśli wiatr porwie papier? W tym porcie wiatr czasem zabiera nawet czapki. Raz zabrał mi kokardkę.

– Nie nosisz kokardki.

– Właśnie dlatego jej teraz nie noszę – odparł kot poważnie.

Pola rozejrzała się uważnie. Obok drzwi stała skrzynka na drobne naprawy: do niej mieszkańcy wkładali zepsute budziki i urwane wskazówki. Skrzynka miała metalową klapkę, która zamykała się z głośnym klap.

– To też mogłoby przeszkodzić – powiedziała Pola.

Wtedy przypomniała sobie, jak kapitan portu oznaczał ciche miejsca na mapie małymi falami. Pola wyjęła z torby ołówek i kawałek kartonu. Napisała:

„Panie Rudolfie, przyniosłam paczuszkę. Jestem obok i czekam spokojnie. Pola.”

Zawinęła kartonik wokół paczki i położyła ją na miękkiej poduszce z mchu, która rosła w donicy przy schodach. Potem usiadła razem z Piegusem trochę dalej, pod parasolem z szerokich liści łopianu.

Czekali cicho.

Tik, tik, tik.

Piegus zaczął myć łapę.

Tik, tik, tik.

Pola obserwowała dwie mewy, które kłóciły się o okruszek, ale tak grzecznie, że po chwili podzieliły go na pół.

Nagle drzwi warsztatu uchyliły się.

Pan Rudolf wyjrzał w okrągłych okularach.

– Polu? Czy to ty zostawiłaś tak miłą wiadomość?

– Tak. Nie chciałam pukać, bo pracował pan nad ważnym zegarem.

Żółw uniósł paczuszkę. Gdy ją otworzył, w środku błysnął maleńki srebrny dzwoneczek z niebieską wstążką.

– Ach! – powiedział tak cicho, jakby dzwoneczek już wisiał w jego głosie. – To brakująca część do Zegara Przystankowego.

W warsztacie stał wysoki zegar z namalowanym portem. Pod jego tarczą znajdowała się mała łódeczka. Pan Rudolf zawiesił dzwoneczek przy jej maszcie, ostrożnie nakręcił mechanizm i wszyscy zamilkli.

Tik, tik, tik.

A potem:

– Dzyń!

Dźwięk był malutki, jasny i spokojny. Nie przestraszył nawet Piegusa, który zwykle podskakiwał na widok własnego odbicia w kałuży.

– Ten dzwoneczek będzie przypominał gościom, że mogą wejść, kiedy zegar skończy wybijać godzinę – wyjaśnił pan Rudolf. – Dzięki tobie nie musiałem przerywać pracy, a jednak dostałem to, na co czekałem.

Pola poczuła przyjemne ciepło pod futerkiem.

– Czasem warto chwilę poczekać i poszukać cichego rozwiązania – powiedziała.

– Doskonale powiedziane – mruknął Piegus. – Zwłaszcza jeśli ciche rozwiązanie nie wymaga noszenia kokardki.

Pan Rudolf poczęstował ich herbatnikami. Pola wybrała cyfrę osiem, a Piegus dwa razy wybrał cyfrę trzy, bo, jak wyjaśnił, „trójka ma bardzo wygodne zakręty”.

A na ulicy Muszelkowej jeszcze długo można było usłyszeć delikatne:

– Dzyń!

Jak uprzejme: „Dzień dobry, możesz już wejść.”


Morał

Nie każdą sprawę trzeba załatwiać szybko i głośno. Cierpliwe, uważne rozwiązania też potrafią być bardzo pomocne.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *