Na obrazku znajduje się miła scena z bajki na dobranoc, gdzie sympatyczna wydra w niebieskiej czapce otrzymuje list od uśmiechniętego starszego mężczyzny w kapeluszu, stojącego pod drzewem jabłoni. Tło zawiera malowniczy widok na jezioro z zacumowaną łodzią, co dodaje otoczeniu magicznego klimatu, idealnego do bajek dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. To urocze spotkanie w otoczeniu natury jest doskonałą inspiracją do opowieści na noc, które pobudzą wyobraźnię każdego malucha przed snem.

Wydra Pola i list bez znaczka

Kolejny ciepły odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola dostaje do doręczenia zagadkowy list bez znaczka i dzięki uważności oraz rozmowom z mieszkańcami odnajduje pana Leona, który nie wierzy już, że jego opowieści mogą kogoś zainteresować. To spokojna bajka dla dzieci o życzliwości, słuchaniu innych i odwadze, by podzielić się czymś ważnym.


W porcie Nad Srebrną Falą wydra Pola miała tego dnia do załatwienia sprawę nader osobliwą. Pani Basia z herbaciarni podała jej kremową kopertę, na której widniało tylko jedno zdanie:

„Dla pana Leona, który mieszka tam, gdzie pachnie liną i jabłkami”.

– A znaczka nie ma? – zapytała Pola, obracając kopertę w łapkach.

– Nie ma – odparła pani Basia. – Bo to list, który trzeba dostarczyć osobiście. I koniecznie uprzejmie.

Pola poprawiła granatową czapkę z pomponem.

– Z uprzejmością poradzę sobie doskonale.

Ruszyła nabrzeżem. Wiedziała, gdzie pachniało liną: przy starym magazynie rybackim. Wiedziała też, gdzie pachniało jabłkami: przy skrzynkach pana Staszka, który sprzedawał owoce z małego wózka. Ale nigdzie nie zobaczyła pana Leona.

Przy magazynie siedział krab Kazio i bardzo powoli rozplątywał sznurek.

– Dzień dobry, Kazio. Czy znasz pana Leona? – spytała Pola.

– Znam trzech Leonów – odparł krab. – Jeden naprawia parasole, drugi śpiewa w chórze, a trzeci mówi tak cicho, że trzeba się do niego przybliżyć jak do muszli.

– A który mieszka tam, gdzie pachnie liną i jabłkami?

Kazio poruszył szczypcami.

– Tego nie wiem. Lecz pan Leon od parasoli zawsze nosi przy sobie miarkę. Możesz go zapytać.

Pola podziękowała i pobiegła dalej. Pan Leon od parasoli stał pod pasiastym daszkiem i przyszywał guzik do zielonej parasolki.

– To nie ja – powiedział po chwili. – Mieszkam nad piekarnią, gdzie pachnie bułkami. Ale może chodzi o pana Leona, który prowadzi mały sad za portem. Czasem przychodzi tu po mocne liny.

Za portem droga robiła się węższa. Po jednej stronie rosły trawy, po drugiej stał sad, pełen jabłoni o gałęziach pochylonych jak w uprzejmym ukłonie. Pola dostrzegła niewielką szopę, kilka zwojów liny i starszego pana w płóciennym kapeluszu.

Pan Leon przywiązywał do gałęzi drewniane podpórki.

– Dzień dobry! – zawołała Pola. – Czy mieszka pan tam, gdzie pachnie liną i jabłkami?

Pan Leon uśmiechnął się, lecz zaraz spoważniał.

– Owszem. Choć dziś jabłka pachną trochę mniej radośnie.

Pola podała mu kopertę. Pan Leon otworzył ją ostrożnie. W środku był mały rysunek herbaciarni oraz napis:

„Drogi Panie Leonie, zapraszamy jutro na herbatę jabłkowo-cynamonową. Proszę przynieść swoją opowieść o pierwszej jabłoni w porcie. Dzieci bardzo chcą jej posłuchać. Pani Basia.”

Pan Leon długo patrzył na list.

– Dawno nikt mnie nie prosił o opowieść – powiedział cicho. – Myślałem, że wszystkie moje historie już się zestarzały.

Pola usiadła obok niego na miękkiej trawie.

– Historie nie starzeją się tak prędko jak jabłka – rzekła. – A nawet jabłka bywają najlepsze właśnie wtedy, gdy dojrzeją.

Pan Leon roześmiał się tak serdecznie, że dwa wróble przysiadły bliżej, ciekawie przekrzywiając główki.

Następnego dnia herbaciarnia pani Basi była pełna dzieci, marynarzy, pani od kwiatów i kraba Kazia, który przyniósł własne krzesełko, bo, jak wyjaśnił, „na wielkich krzesłach nogi człowiekowi znikają”.

Pan Leon opowiedział o malutkiej jabłonce, którą wiele lat temu przywiózł do portu w drewnianej skrzynce. Rosła krzywo, bo wiatr od morza stale ją zaczepiał. A jednak z czasem wydała pierwsze trzy jabłka.

– I co pan z nimi zrobił? – spytała dziewczynka w żółtym swetrze.

– Jedno zjadłem, jedno oddałem sąsiadce, a z trzeciego zebrałem pestki – odparł pan Leon. – Bo dobrze jest zostawić coś także na później.

Pola siedziała przy drzwiach i czuła przyjemne łaskotanie w sercu. Dostarczyła tylko list bez znaczka. A jednak dotarł on dokładnie tam, gdzie powinien: nie tylko do rąk pana Leona, lecz także do jego odwagi.


Morał

Czasem jedno uprzejme zaproszenie przypomina komuś, że to, co ma do opowiedzenia, jest naprawdę cenne.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *