Ciepła bajka dla dzieci o rudym kocie Figusiu, który zauważa smutek dziewczynki czekającej na guziki do ulubionego płaszczyka. W pracowni krawieckiej bohater pomaga odnaleźć nie tylko potrzebne drobiazgi, lecz także odwagę, by polubić małą zmianę. To spokojna opowieść o uważności, trosce i odkrywaniu, że „inne” może stać się wyjątkowe.
W kamienicy przy ulicy Słonecznikowej mieszkał kot Fikuś. Był rudy, miał białą końcówkę ogona i bardzo poważne wąsy, które drżały mu zawsze, gdy coś go zaciekawiło.
Fikuś mieszkał z panią Ireną, krawcową. W jej pracowni stały dwa stoły, trzy krzesła i jeden mały wózek na kółkach. Wózek był pełen pudełek z guzikami: zielonymi jak groszek, niebieskimi jak kałuże po deszczu, czerwonymi jak wiśnie i żółtymi jak plasterki sera.
– Nie wskakuj na wózek, Figusiu – powtarzała pani Irena. – On jest dość chybotliwy.
– Miau – odpowiadał Fikuś, co w jego języku znaczyło: „Oczywiście, że nie”.
Tego dnia do pracowni przyszła dziewczynka Lena z tatą. Lena miała płaszczyk w kolorze śliwkowego dżemu, ale brakowało przy nim dwóch guzików.
– Zgubiły się gdzieś podczas spaceru – wyjaśnił tata.
Pani Irena otworzyła pudełka.
– Znajdziemy takie, które będą pasowały – powiedziała.
Lena jednak pokręciła głową.
– Nie chcę innych. Te były okrągłe i miały małe listki. Bez nich płaszczyk jest jakiś… nie mój.
Fikuś siedział pod stołem i obserwował jej buty. Jedno sznurowadło miała związane w równą kokardkę, a drugie w wielki supeł. Kot od razu poczuł, że Lena bardzo stara się nie rozpłakać.
Pani Irena szukała w pudełkach. Guziki stukały cichutko: tik, tik, tik.
– Mam podobne, ale nie takie same – westchnęła w końcu.
Wąsy Fikusia zadrżały. Właśnie zauważył na najwyższej półce płaskie pudełko z napisem: „Drobiazgi, których szkoda wyrzucić”. Pamiętał je doskonale. Pachniało lawendą, papierem i odrobinę kurzem. A w środku mogły być najdziwniejsze rzeczy: pojedyncza spinka, koralik, kawałek wstążki, guzik od dziecięcego płaszcza.
Tylko że pudełko stało wysoko.
Fikuś podszedł do wózka, ale zatrzymał się obok niego. Zamiast na niego wskoczyć, uniósł łapkę i spojrzał w górę, prosto na wysoką półkę.
– Miau? – zapytał ostrożnie.
– Fikuś chyba coś pokazuje – szepnęła Lena.
Pani Irena podążyła wzrokiem za jego łapką i aż klasnęła w dłonie.
– Ach, pudełko z drobiazgami! Jak mogłam o nim zapomnieć?
Przesunęła wózek bezpiecznie pod półkę, zdjęła pudełko i postawiła je na stole. Wszyscy zajrzeli do środka. Były tam guziki w paski, guziki w kropki, jeden guzik w kształcie truskawki, a nawet maleńki guzik wyglądający jak księżyc.
– Jest! – zawołała Lena.
Na samym dnie leżały dwa śliwkowe guziki z delikatnym listkiem pośrodku.
Nie były całkiem identyczne z tymi zgubionymi. Miały jaśniejszą obwódkę.
Lena wzięła je na dłoń i długo patrzyła.
– Są trochę inne – powiedziała cicho.
Fikuś usiadł obok niej. Dotknął łapką jednego guzika, bardzo delikatnie, jakby sprawdzał, czy nie jest zrobiony z lodów.
– Wiesz co? – Lena uśmiechnęła się. – Może to dobrze. Teraz mój płaszczyk będzie miał własne, nowe listki.
Pani Irena przyszyła guziki równymi ściegami. Fikuś pilnował nitki, choć nikt go o to nie prosił. Raz prawie ją złapał, ale przypomniał sobie, że jest już odpowiedzialnym kotem od ważnych spraw.
Gdy Lena założyła płaszczyk, dwa guziki błysnęły na nim jak małe śliwki pośród liści.
– Dziękuję, Figusiu – powiedziała i pogłaskała kota po grzbiecie.
Fikuś zamruczał tak głośno, że pudełko z guzikami zadrżało.
– Dobrze, że pamiętałeś o chybotliwym wózku – dodała pani Irena z uśmiechem.
– Miau – odparł Fikuś.
Co tym razem znaczyło: „Kot od ważnych spraw zawsze stara się pamiętać”.
Morał
Nie wszystko musi być dokładnie takie jak wcześniej, żeby nadal było nasze i piękne. Uważność na czyjś smutek potrafi być ważną pomocą.
