Na obrazku widać uroczą scenę, idealną do bajek na dobranoc, z dziewczynką, która rysuje kredkami w towarzystwie dwóch kotów i psa pod żółtym parasolem. Radosna atmosfera i kolorowe elementy przyciągają uwagę dzieci w wieku 3-10 lat, idealnie pasując do opowieści do snu. To bajkowe tło z kwiatami i przyjaznymi zwierzętami inspiruje do tworzenia pełnych ciepła historii na dobranoc.

Kot Felek i parasolka, która nie chciała się zamknąć

Ciepła bajka dla dzieci o kocie Felku, który chce samodzielnie dostarczyć sąsiadowi parasolkę, lecz nie potrafi jej zamknąć. Dzięki Mai, psu Pikusiowi i kociemu koledze odkrywa, że proszenie o pomoc nie odbiera dumy, tylko pomaga spokojnie ruszyć dalej. To pogodna bajka dla dzieci o współpracy, odwadze i codziennych małych kłopotach.


Na trzecim piętrze kamienicy przy ulicy Morelowej mieszkał kot Felek. Był pręgowany, okrągły w środku i bardzo dumny z tego, że umiał sam przynieść zakupy z warzywniaka. Nosił wtedy przez ramię płócienną torbę, a pod pachą trzymał listę. Lista była ważna, bo Felek potrafił zapamiętać trzy rzeczy naraz, lecz czwarta zawsze zamieniała mu się w coś chrupiącego.

Tego dnia pani Ada, sąsiadka z parteru, poprosiła go o drobną przysługę.

– Felku, czy mógłbyś zanieść tę parasolkę do pana Feliksa, zegarmistrza? Zostawił ją u mnie wczoraj, a teraz jest bardzo zajęty naprawianiem budzika, który co godzinę mówi: „Ogórek!”.

– Oczywiście – odparł Felek i wyprostował wąsy. – Parasolki to moja specjalność.

Nie była to prawda. Felek nigdy wcześniej nie miał własnej parasolki. Ale wydawało mu się, że zamykanie parasolki jest mniej więcej tak proste jak zamykanie łapy. Pstryk i już.

Parasolka była żółta, w białe groszki, z rączką wygiętą jak ogonek prosiaczka. Felek ruszył schodami w dół, ostrożnie, żeby nie potrącić doniczki z pelargonią pani Ireny.

Na podwórku spotkał kota Leonarda, który siedział na skrzynce po jabłkach i przyglądał się kałuży.

– Dokąd z takim słoneczkiem? – zapytał Leonard, wskazując parasolkę.

– Do zegarmistrza – odpowiedział Felek. – A potem wracam, bo mam jeszcze kupić marchewki. Albo ser. Lista została na stole, więc sprawdzę nosem.

– Nosem można sprawdzić ser – zauważył Leonard. – Marchewkę raczej wzrokiem.

Felek chciał odpowiedzieć coś bardzo mądrego, lecz wtedy uchwyt parasolki zahaczył o furtkę. Pstryk!

Żółta czasza rozłożyła się nad nim z takim rozmachem, że Felek zniknął pod nią prawie cały. Wystawały tylko cztery łapy i końcówka zdziwionego ogona.

– Oho – powiedział Leonard.

– To część mojej specjalności – mruknął Felek spod parasolki.

Próbował ją zamknąć. Nacisnął guziczek. Pociągnął za pasek. Poprosił grzecznie:

– Parasolko, proszę się złożyć.

Nic.

Parasolki zwykle nie słuchają próśb, zwłaszcza gdy są stare, eleganckie i mają białe groszki.

Felek poczuł, że robi mu się gorąco pod futrem. Przecież powiedział pani Adzie, że to jego specjalność. A teraz stał na podwórku jak wielki żółty grzyb, który nie zna się na grzybowych sprawach.

– Może trzeba mocniej? – podsunął Leonard.

– Może nie – odpowiedział cicho Felek. – Mocniej czasem tylko bardziej się psuje.

To było rozsądne, choć Felek powiedział to trochę smutniej, niż planował.

Wtedy z bramy wyszła dziewczynka Maja z psem Pikuśkiem. Maja niosła pudełko kredek, a Pikuś niósł jedną kredkę w pysku, bardzo dumny, mimo że była zielona i zostawiała ślad na jego języku.

– O, parasolka! – ucieszyła się Maja. – Mogę spojrzeć? Mój dziadek mówi, że przy takich rączkach często blokuje się mały srebrny języczek.

Felek zawahał się. Mógł udawać, że sam zaraz wszystko naprawi. Mógł też pobiec z parasolką do domu i przykryć ją obrusem. Ale przypomniał sobie słowa Leonarda: marchewkę sprawdza się wzrokiem. Nie wszystko trzeba robić samemu.

– Proszę – powiedział. – Tylko ja… nie umiem jej zamknąć.

– To nic – odparła Maja tak zwyczajnie, jakby mówiła, że nie umie gwizdać. – Ja nie umiem mruczeć, a ty pewnie umiesz świetnie.

– Świetnie – przyznał Felek.

Maja obejrzała rączkę. Leonard przytrzymał materiał, żeby nie trzepotał. Pikuś usiadł obok, choć najwyraźniej uważał, że najważniejszą czynnością jest nadal noszenie zielonej kredki.

– Jest! – zawołała Maja. – Ten mały haczyk wszedł pod sprężynkę.

Delikatnie przesunęła paznokciem srebrny języczek. Felek nacisnął guzik.

Pstryk.

Parasolka złożyła się równo i cicho, jakby nigdy nie zamierzała sprawiać kłopotu.

Felek aż usiadł z ulgi.

– Dziękuję – powiedział. – Naprawdę.

– Proszę bardzo – odparła Maja. – A teraz możesz ją zanieść jak prawdziwy specjalista.

– Właśnie tak zrobię – powiedział Felek. Po chwili dodał: – Specjalista od… pytania, kiedy czegoś nie wie.

Leonard pokiwał głową.

– To bardzo dobra specjalność. Rzadko spotykana.

U zegarmistrza pan Feliks przyjął parasolkę z wielkim zadowoleniem. Budzik na jego stole właśnie oznajmił:

– Ogórek!

– Doskonale – westchnął zegarmistrz. – Czyli naprawa idzie w dobrym kierunku.

Felek wrócił na ulicę Morelową z torbą pełną marchewek. I z kawałkiem sera, bo jednak nos miał także coś do powiedzenia. Przy furtce spotkał Maję, Leonarda i Pikusia.

– Chcecie po plasterku? – zapytał.

– Marchewkę czy ser? – dopytał Leonard.

– Jedno i drugie – odparł Felek. – Dziś ćwiczymy różne specjalności.

I wszyscy zgodzili się, że to był bardzo dobry plan.


Morał

Nie trzeba umieć wszystkiego od razu. Czasem najodważniej jest powiedzieć: „Nie wiem, pomożesz mi?”

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *