Ciepła bajka dla dzieci o kotce Pchełce, która mieszka w bibliotece i chce pomóc nieśmiałej Hani wybrać książkę. Gdy jej pomysł kończy się małym bałaganem na regale, Pchełka odkrywa, że błąd można spokojnie naprawić razem z innymi. To opowieść o życzliwości, współpracy i odwadze, by przyznać się do drobnej pomyłki.
W bibliotece przy placu Morelowym mieszkała kotka Pchełka. Była drobna, szarobura i miała białą plamkę na nosie, jakby ktoś musnął ją pędzlem umoczonym w mleku.
Pchełka znała bibliotekę lepiej niż własne wąsy. Wiedziała, że atlas o ptakach stoi obok książek o podróżach, że w dziale z bajkami pachnie trochę jabłkami, a na najwyższej półce pani bibliotekarka chowa pudełko z gumkami recepturkami.
Najbardziej lubiła jednak regał numer siedem.
– Tu są książki, które człowiek bierze przypadkiem, a potem nosi w sercu – mawiała pani Marta, bibliotekarka.
Pchełka uważała, że to bardzo rozsądne zdanie, więc codziennie siadała pod regałem numer siedem i pilnowała, by nic mu się nie stało.
Pewnego dnia do biblioteki przyszła szkolna grupa. Dzieci miały znaleźć książkę o swoim ulubionym miejscu. Jedni szukali opowieści o górach, inni o morzu, a Hania, cicha dziewczynka w zielonym swetrze, stanęła przed regałem numer siedem.
– Chciałabym książkę o mieście – powiedziała tak cicho, że Pchełka ledwie usłyszała. – Ale nie wiem, którą wybrać.
Pani Marta akurat pomagała innym dzieciom. Pchełka postanowiła pomóc sama.
Wskoczyła na niski stołeczek i wyciągnęła łapkę ku książce z narysowanymi kamienicami. Regał lekko zadrżał.
– Mrr? – spytała Pchełka, ale było już za późno.
Z górnej półki zsunęły się trzy cienkie książeczki. Nie spadły daleko, tylko rozłożyły się na podłodze jak kolorowe naleśniki. Za nimi wysunęły się kolejne dwie.
Pchełka zamarła z łapką w górze.
– Ojej – szepnęła Hania.
Kotka poczuła, jak ogon robi jej się puszysty ze zmartwienia. Przecież miała pilnować regału, a nie urządzać mu książkową czkawkę.
Pani Marta podeszła spokojnie.
– Widzę, że regał numer siedem postanowił trochę pogadać – powiedziała.
Pchełka spuściła uszy.
– To ja – miauknęła cichutko.
Hania przyklękła obok niej.
– Chciałaś mi znaleźć książkę?
Pchełka kiwnęła głową, choć kotom bardzo trudno kiwać głową tak, żeby wyglądało to poważnie.
– To miło – powiedziała Hania. – Możemy je poukładać razem.
I wtedy stało się coś ciekawego. Dzieci, które już znalazły swoje książki, także podeszły do regału. Franek odczytywał tytuły, Basia oglądała numerki na grzbietach, a pani Marta podawała książki z wyższych półek. Pchełka siedziała na środku stolika i sprawdzała każdą książkę nosem.
– Ta pachnie przygodą – oznajmiła przy jednej.
– A ta? – zapytała Basia.
Pchełka powąchała okładkę.
– Ta pachnie deszczem i tramwajem.
Hania roześmiała się pierwszy raz tego dnia.
Wkrótce regał numer siedem znów stał równiutko. Nawet lepiej niż przedtem, bo pani Marta zauważyła, że książki o mieście ukryły się między albumami i przeniosła je niżej.
– Teraz łatwiej będzie je znaleźć – powiedziała.
Hania wybrała książkę o małym mieście pełnym mostów, piekarni i dachów dla gołębi. Usiadła przy oknie, a Pchełka ułożyła się obok niej w miękkim kółeczku.
– Wiesz – szepnęła Hania, głaszcząc kotkę po grzbiecie – czasem dobrze jest, kiedy coś się trochę rozsypie. Wtedy wszyscy widzą, co było schowane.
Pchełka zamruczała. Już nie martwiła się o książkową czkawkę regału.
Od tej pory, gdy ktoś nie wiedział, czego szuka, pani Marta mówiła:
– Zapytajcie Pchełkę. Ona zna książki, które pachną właściwą historią.
Morał
Małe pomyłki nie muszą psuć dobrego dnia. Gdy działamy razem, mogą nawet pomóc odkryć coś ważnego.
