Kolejny odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola ma dostarczyć ważny dzwoneczek zegarmistrzowi, lecz nie chce przeszkodzić mu w pracy nad kapryśnym zegarem. Ta spokojna bajka dla dzieci pokazuje, że cierpliwość i uważność pomagają znaleźć dobre rozwiązanie nawet w małej, codziennej trudności.
W porcie Nad Srebrną Falą wydra Pola miała granatową torbę, w której listy leżały równo jak kromki w pudełku na drugie śniadanie.
Tego dnia pani z poczty podała jej małą paczuszkę owiniętą w papier w niebieskie kotwice.
– To dla pana Rudolfa, zegarmistrza z ulicy Muszelkowej – powiedziała. – Podobno bardzo na nią czeka.
Pola potrząsnęła paczką delikatnie.
– Dzyń – odezwało się w środku.
– Dzwoneczek! – ucieszyła się.
Pan Rudolf był starym żółwiem, który naprawiał zegary, budziki i pozytywki. W jego warsztacie zawsze coś cichutko tykało, pstrykało albo brzęczało. Pola lubiła tam zaglądać, bo pan Rudolf częstował gości herbatnikami w kształcie cyfr.
Kiedy dotarła na ulicę Muszelkową, zobaczyła jednak, że na drzwiach warsztatu wisi kartka:
„Proszę nie pukać. Pracuję nad bardzo ważnym zegarem.”
Pola stanęła przed drzwiami z paczuszką pod pachą.
– Dzwoneczek jest chyba właśnie po to, żeby pan Rudolf nie musiał ciągle słuchać pukania – szepnęła.
Ale jak dostarczyć przesyłkę, skoro nie wolno pukać?
Wtedy spod schodów wysunął się rudy kot z białą plamką na nosie. Nazywał się Piegus i pilnował warsztatu, choć sam twierdził, że „nadzoruje sprawy miękką łapą”.
– Masz coś dla Rudolfa? – zapytał, przeciągając się tak długo, że aż ogon mu zadrżał.
– Dzwoneczek. Ale nie chcę przeszkodzić.
– Słusznie – mruknął Piegus. – Zegar pana Rudolfa jest kapryśny. Wczoraj spóźnił się o trzy minuty, a potem obraził się i stanął.
– Zegar się obraził?
– Tak powiedział pan Rudolf. Ja się nie kłócę z fachowcami ani z zegarami większymi od talerza.
Pola usiadła na stopniu. Przez chwilę słyszała zza drzwi ciche: tik, tik, tik… a potem westchnienie pana Rudolfa.
– Może zostawię paczkę pod drzwiami? – zaproponowała.
Piegus pokręcił głową.
– A jeśli wiatr porwie papier? W tym porcie wiatr czasem zabiera nawet czapki. Raz zabrał mi kokardkę.
– Nie nosisz kokardki.
– Właśnie dlatego jej teraz nie noszę – odparł kot poważnie.
Pola rozejrzała się uważnie. Obok drzwi stała skrzynka na drobne naprawy: do niej mieszkańcy wkładali zepsute budziki i urwane wskazówki. Skrzynka miała metalową klapkę, która zamykała się z głośnym klap.
– To też mogłoby przeszkodzić – powiedziała Pola.
Wtedy przypomniała sobie, jak kapitan portu oznaczał ciche miejsca na mapie małymi falami. Pola wyjęła z torby ołówek i kawałek kartonu. Napisała:
„Panie Rudolfie, przyniosłam paczuszkę. Jestem obok i czekam spokojnie. Pola.”
Zawinęła kartonik wokół paczki i położyła ją na miękkiej poduszce z mchu, która rosła w donicy przy schodach. Potem usiadła razem z Piegusem trochę dalej, pod parasolem z szerokich liści łopianu.
Czekali cicho.
Tik, tik, tik.
Piegus zaczął myć łapę.
Tik, tik, tik.
Pola obserwowała dwie mewy, które kłóciły się o okruszek, ale tak grzecznie, że po chwili podzieliły go na pół.
Nagle drzwi warsztatu uchyliły się.
Pan Rudolf wyjrzał w okrągłych okularach.
– Polu? Czy to ty zostawiłaś tak miłą wiadomość?
– Tak. Nie chciałam pukać, bo pracował pan nad ważnym zegarem.
Żółw uniósł paczuszkę. Gdy ją otworzył, w środku błysnął maleńki srebrny dzwoneczek z niebieską wstążką.
– Ach! – powiedział tak cicho, jakby dzwoneczek już wisiał w jego głosie. – To brakująca część do Zegara Przystankowego.
W warsztacie stał wysoki zegar z namalowanym portem. Pod jego tarczą znajdowała się mała łódeczka. Pan Rudolf zawiesił dzwoneczek przy jej maszcie, ostrożnie nakręcił mechanizm i wszyscy zamilkli.
Tik, tik, tik.
A potem:
– Dzyń!
Dźwięk był malutki, jasny i spokojny. Nie przestraszył nawet Piegusa, który zwykle podskakiwał na widok własnego odbicia w kałuży.
– Ten dzwoneczek będzie przypominał gościom, że mogą wejść, kiedy zegar skończy wybijać godzinę – wyjaśnił pan Rudolf. – Dzięki tobie nie musiałem przerywać pracy, a jednak dostałem to, na co czekałem.
Pola poczuła przyjemne ciepło pod futerkiem.
– Czasem warto chwilę poczekać i poszukać cichego rozwiązania – powiedziała.
– Doskonale powiedziane – mruknął Piegus. – Zwłaszcza jeśli ciche rozwiązanie nie wymaga noszenia kokardki.
Pan Rudolf poczęstował ich herbatnikami. Pola wybrała cyfrę osiem, a Piegus dwa razy wybrał cyfrę trzy, bo, jak wyjaśnił, „trójka ma bardzo wygodne zakręty”.
A na ulicy Muszelkowej jeszcze długo można było usłyszeć delikatne:
– Dzyń!
Jak uprzejme: „Dzień dobry, możesz już wejść.”
Morał
Nie każdą sprawę trzeba załatwiać szybko i głośno. Cierpliwe, uważne rozwiązania też potrafią być bardzo pomocne.
