Spokojna bajka dla dzieci o kurze Klarze, która chce bezpiecznie donieść kubek kakao swojej przyjaciółce. Po drodze pojawia się mały praktyczny problem, odrobina domowego humoru i ciepła pomoc od jeżyka Frania. To cicha historia o uważności, współpracy i życzliwości, dobra jako bajka na dobranoc.
Na podwórku za zielonym płotem mieszkała kura Klara. Miała piórka w kolorze kremu, czerwony grzebyk i bardzo ważną minę, kiedy czegoś pilnowała. Najbardziej lubiła porządek w kurniku, ale jeszcze bardziej lubiła, gdy wszyscy mieli obok coś ciepłego do picia.
Tego dnia Klara niosła do stołu mały kubek z kakao dla swojej przyjaciółki, kotki Rózi. Kubek był porcelanowy, z niebieskimi gwiazdkami, i miał uchwyt tak mały, że Klara musiała trzymać go ostrożnie dziobem i skrzydłem naraz.
— Tylko spokojnie — powiedziała do siebie. — Bez pośpiechu. Kakao nie lubi rozchlapywania.
Na ławce przy płocie siedział jeżyk Franek i obracał w łapkach drewnianą łyżeczkę.
— Dokąd tak niesiesz ten skarb? — spytał.
— Do Rózi. Obiecałam, że dostanie kakao z cynamonem. Ale patrz, ten kubek jest taki śliski, jakby miał własne pomysły.
Franek zaśmiał się cicho.
— To może trzeba mu dać lepszy spokój niż nam obu.
Klara przystanęła. Spojrzała na kubek, potem na ławkę, a potem na stary, miękki ręcznik wiszący przy oknie kurnika.
— O! — zawołała. — Już wiem.
Pobiegła po ręcznik i po chwili wróciła z nim tak ostrożnie, jakby niosła małą chmurkę. Owinęła kubek dookoła, zostawiając tylko górę z pachnącym kakao.
— Teraz lepiej trzyma się w skrzydłach — powiedziała.
— Mądre piórko — mruknął Franek.
Ruszyli razem przez podwórko. Minęli grządkę z pietruszką, kosz z jabłkami i konewkę, która zawsze stała trochę krzywo, jakby też chciała słuchać rozmów. Przy studni spotkali Rózię. Kotka przeciągnęła się leniwie i spojrzała na kubek.
— Ojej, to dla mnie? — zamruczała.
— Dla ciebie. Z cynamonem — odpowiedziała Klara. — I z odrobiną spokoju.
Rózia przyjęła kubek obiema łapkami.
— Pachnie jak miękki koc — powiedziała z zadowoleniem.
Usiedli razem na ławce. Franek położył obok łyżeczkę, Klara poprawiła ręcznik, a Rózia zrobiła pierwszy mały łyk.
— Idealne — szepnęła. — Ani za gorące, ani za szybkie.
Klara spojrzała na nią z dumą.
— Bo wszystko lepiej smakuje, kiedy robi się to uważnie.
— I kiedy ktoś pomoże z ręcznikiem — dodał Franek.
Wszyscy się uśmiechnęli. Nawet konewka, choć stała daleko, wyglądała na zadowoloną.
Potem Klara zauważyła, że na brzegu stołu leży mała serwetka w kratkę, a na niej trzy okruszki bułki.
— Skąd one się tu wzięły? — spytała.
— To chyba mój śniadaniowy ślad — przyznał Franek z lekkim zakłopotaniem.
— Ślad bardzo uprzejmy — powiedziała Rózia. — Bo prowadzi prosto do wspólnego podwieczorku.
I rzeczywiście, zaraz obok znalazł się jeszcze plasterek ciasta z jabłkiem, kawałek gruszki i miseczka malin. Nic wielkiego. A jednak wystarczyło, by podwórko zrobiło się jeszcze przytulniejsze.
Klara usiadła wygodnie.
— Wiecie co? — powiedziała. — Czasem najważniejsze nie jest to, żeby wszystko zrobić szybko. Tylko żeby każdy dostał to, czego potrzebuje. Trochę ciepła. Trochę pomocy. I miejsce, gdzie można spokojnie odetchnąć.
Franek skinął głową.
— A czasem także ręcznik do kubka.
Rózia parsknęła śmiechem, tak cicho, jak mruczy zadowolony kot.
Na podwórku zrobiło się miękko i zwyczajnie. Pachniało kakao, jabłkami i świeżo skoszoną trawą. A kiedy wiatr poruszył liśćmi gruszy, brzmiało to jak łagodne „dobrze, dobrze”.
Morał
Nawet mała pomoc może zrobić coś bardzo dobrego. A gdy działamy spokojnie i razem, zwykłe rzeczy stają się przyjemniejsze.
