Kolejny odcinek serii o rudym kocie Fikusiu z pracowni krawieckiej przy ulicy Słonecznikowej. Gdy Zosia traci ulubioną kieszeń od kamizelki, Fikuś i pani Irena pomagają jej stworzyć nową – taką, w której zmieszczą się drobne, ważne wspomnienia. To ciepła bajka dla dzieci o oswajaniu zmian, trosce i wartości małych skarbów.
W kamienicy przy ulicy Słonecznikowej kot Fikuś miał wiele ważnych zajęć. Oglądał nici, czy aby nie splątały się w kłębek podobny do mysiego ogonka, grzał rude łapki na parapecie i, co najistotniejsze, pilnował pracowni pani Ireny.
Pani Irena szyła i naprawiała rzeczy, które chciały jeszcze trochę posłużyć swoim właścicielom. Tego dnia przez uchylone drzwi weszła Zosia z tatą. Dziewczynka niosła granatową kamizelkę, a jej mina była tak zmartwiona, jakby w kieszeni kamizelki mieszkał mały deszcz.
– Zgubiła mi się kieszeń – powiedziała cicho.
Fikuś nastawił uszy.
Istotnie, po lewej stronie kamizelki została tylko nitkowa obwódka. Kieszeń odczepiła się gdzieś podczas spaceru po mieście.
– W tej kieszeni nosiłam skarby – wyjaśniła Zosia. – Gładki kamyk, listek podobny do łódki i karteczkę od babci.
– Skarby potrafią być niewielkie – odparła pani Irena, oglądając kamizelkę przez okulary. – Ale to nie znaczy, że są nieważne.
– Mam inną kieszeń – dodał tata. – Możemy ją przyszyć.
Zosia pokręciła głową.
– Nie taką samą.
Fikuś zeskoczył z parapetu i, bardzo delikatnie, położył łapę na skrawku materiału. W pracowni były kieszenie okrągłe, prostokątne, w kropki i w paseczki. Były nawet dwie kieszenie od starego płaszcza, tak obszerne, że mogłyby pomieścić śniadanie dla kota, a może i drugie śniadanie.
– Mrrau – powiedział Fikuś, co w jego języku znaczyło: „Poszukajmy spokojnie”.
Pani Irena wysunęła szufladę z resztkami materiałów. Zosia wybierała ostrożnie. Zielony aksamit był zbyt poważny. Żółta kratka nazbyt wesoła. Błękitny len przypominał jej trochę niebo, ale nie pasował do granatowej kamizelki.
Wreszcie dziewczynka znalazła kawałek materiału w drobne, srebrzyste listki.
– Ten jest ładny – szepnęła. – Tylko nie będzie taki jak moja dawna kieszeń.
– To prawda – zgodziła się pani Irena. – Będzie nowy. A nowe rzeczy czasem potrzebują chwili, żeby stać się bliskie.
Fikuś, który właśnie badał pudełko z guzikami, wyciągnął z niego łapką mały drewniany guziczek w kształcie żołędzia. Potoczył go prosto pod but Zosi.
– O! – dziewczynka podniosła guzik. – Pasowałby tutaj.
Pani Irena przyszyła kieszeń równymi ściegami. Fikuś siedział obok i pilnował końca nitki, choć nitka, trzeba przyznać, miała ochotę uciekać mu spod wąsów. Kiedy kieszeń była gotowa, Zosia wsunęła do niej kamyk, listek i karteczkę od babci, które na szczęście miała w małym woreczku.
Potem spojrzała na srebrne listki.
– Teraz moja kamizelka ma kieszeń na znalezione chwile – powiedziała.
– A jakie chwile się w niej mieszczą? – spytał tata.
Zosia uśmiechnęła się po raz pierwszy tego dnia.
– Takie, których nie chcę od razu zapomnieć. Na przykład to, że Fikuś znalazł żołędziowy guzik.
Kot usiadł prosto, jakby właśnie otrzymał odznakę najwyższego znawcy guzików. Pani Irena roześmiała się cichutko, a przez okno do pracowni wpadł promień słońca i zatrzymał się na nowej kieszeni.
Od tej pory Zosia nosiła w niej drobiazgi, które przypominały jej o dobrych rzeczach: piórko z parku, bilet z tramwaju, mały rysunek od koleżanki. A gdy czasem dotykała drewnianego żołędzia, przypominała sobie, że nie każdą zgubę da się odnaleźć dokładnie taką, jaka była. Lecz można zrobić dla niej miejsce na coś nowego i równie miłego.
Morał
Nie wszystko, co się zmienia, musi zostać zapomniane. Czasem nowe miejsce potrafi pięknie przechować to, co dla nas ważne.
