Kolejny odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola przez przypadek zapisuje ważne ogłoszenie odwrotnie i obawia się, że wszystkich zawiodła. Dzięki życzliwym przyjaciołom odkrywa, że pomyłkę można spokojnie naprawić, zwłaszcza gdy ma się odwagę poprosić o wsparcie.
W porcie Nad Srebrną Falą, tuż obok kawiarni „Pod Muszlą”, wydra Pola miała małe stanowisko z przesyłkami. Były tam koperty, paczuszki, ruloniki planów i jedna drewniana tabliczka, na której Pola zapisywała, co dzieje się w porcie.
Tego dnia miała na niej napisać: „Próba chóru przy starej latarni”.
Chór był ważną sprawą. Mewy ćwiczyły wysokie „piii”, foki niskie „bum-bum”, a krab Felek stukał szczypcami o mały bębenek. Wszyscy mieli spotkać się po południu przy starej latarni i przygotować piosenkę na otwarcie nowej budki z lemoniadą.
Pola starannie maczała pędzelek w granatowej farbie.
– P… r… ó… – mruczała pod nosem.
Właśnie wtedy obok przejechał wózek pana Homara, pełen dzwoniących słoików. Pola odskoczyła, żeby go przepuścić, i na chwilę zgubiła miejsce, w którym skończyła pisać.
Chcąc szybko zmieścić całe ogłoszenie na tabliczce, zaczęła dopisywać litery od prawego brzegu. Z roztargnienia stawiała je w lustrzanym odbiciu, przesuwając pędzelek w lewo zamiast w prawo.
Pola nie zauważyła tego ani trochę.
Dopisała resztę ogłoszenia, otrzepała łapki i z dumą postawiła tabliczkę przy ścieżce.
Pierwszy przeczytał ją krab Felek. Zmrużył oczy.
– „Iruhc… abórp…?” – przeczytał powoli. – Czy to jakaś nowa morska potrawa?
– Może nazwa tańca? – zastanowiła się mewa Klara.
Za chwilę przy tabliczce zebrał się mały tłumek. Każdy patrzył, przekrzywiał głowę i próbował odczytać litery.
Pola poczuła, jak jej uszy robią się ciepłe.
– Och – szepnęła. – Napisałam wszystko na opak.
Chciała od razu zdjąć tabliczkę i schować ją za paczkami. Wyobraziła sobie, że wszyscy pomyślą, iż jest najgorszą portową zapisowaczką ogłoszeń na całym wybrzeżu.
Wtedy mała foka Mela podpłynęła bliżej.
– Ja też czasem zakładam płetwy nie na tę stronę – powiedziała spokojnie. – Najpierw się dziwię, a potem poprawiam.
Pola spojrzała na Melę.
– Ale tutaj jest tyle liter.
– To dobrze – odparł Felek. – Będziemy mieli dużo do poprawiania. Lubię zadania, które można dzielić na kawałki.
– Ja przytrzymam tabliczkę – zaproponowała Klara.
– A ja przyniosę wodę do umycia pędzelka – dodała Mela.
Pola jeszcze przez chwilę stała bez ruchu. Potem nabrała powietrza i uśmiechnęła się odrobinę.
– Dobrze. Tylko… czy ktoś może przeczytać mi pierwsze słowo, kiedy je napiszę?
– Oczywiście! – zawołali wszyscy.
Klara trzymała tabliczkę prosto. Felek, który świetnie liczył, pilnował, ile słów już gotowych. Mela podawała Poli czysty pędzelek. A Pola pisała powoli, wyraźnie i co kilka liter odsuwała się o krok.
– „Próba” – przeczytała Klara.
– Zgadza się! – powiedziała Pola.
– „Chóru” – dodał Felek.
– Też się zgadza!
Kiedy ogłoszenie było gotowe, wyglądało tak ładnie, że nawet pan Homar zatrzymał swój wózek.
– Bardzo porządne litery – pochwalił. – Stoją prosto jak butelki na mojej półce.
Na samym dole Pola domalowała malutką muszelkę. Obok Felek postawił drobną kropkę.
– Co to? – zapytała Pola.
– Znak, że to ogłoszenie sprawdzone przez portową drużynę – oznajmił z powagą.
Po południu przy starej latarni zebrał się cały chór. Mewy śpiewały wysoko, foki nisko, a Felek wybijał rytm tak starannie, że nawet fale chlupały w odpowiednich miejscach.
Pola słuchała ich z brzegu i czuła przyjemne ciepło w środku.
Jej tabliczka nie była już powodem do chowania się za paczkami. Była dowodem na to, że czasem wystarczy powiedzieć: „Nie jestem pewna”, żeby obok pojawiły się pomocne łapki, płetwy i szczypce.
Morał
Pomyłka nie musi kończyć zadania. Wspólna pomoc i spokojne poprawianie potrafią zmienić kłopot w coś dobrego.
