Na kolorowym obrazku widzimy uroczy portowy krajobraz, gdzie młody chłopiec siedzi na nabrzeżu, trzymając szkicownik z rysunkami łódek, idealny do opowieści o przygodach dla dzieci przed snem. Obok chłopca stoi sympatyczna wydra z parasolką ozdobioną motywem kaczek, gotowa, by obudzić dziecięcą wyobraźnię. To wspaniała scena pełna ciepła, idealna na dobranoc dla dzieci w wieku od 3 do 10 lat.

Wydra Pola i parasol dla jednej osoby

Kolejny ciepły odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola odnajduje parasol należący do nieśmiałego Franka i pomaga mu zrobić mały, odważny krok: pokazać innym swój rysunek. To spokojna bajka dla dzieci o wrażliwości, własnym tempie i odkrywaniu, że nie trzeba być idealnym, by podzielić się swoim talentem.


W porcie Nad Srebrną Falą, między sklepikiem z linami a kawiarnią „Pod Muszlą”, wydra Pola prowadziła małe biuro spraw ważnych i całkiem nieważnych. Ważne były listy, paczki i wiadomości. Nieważne były na przykład zgubione guziki, które Pola i tak wkładała do pudełka z napisem: „Może komuś się przypomni”.

Tego dnia na klamce biura wisiał parasol. Był ogromny, granatowy i miał na brzegu żółte kaczki w kaloszach.

– To chyba parasol dla bardzo ważnej kaczki – mruknęła Pola.

Pod rączką tkwiła karteczka:

„Proszę oddać właścicielowi. Lubi patrzeć na statki, ale nie lubi, kiedy wszyscy na niego patrzą”.

– To dopiero wskazówka – powiedziała Pola.

W porcie mieszkało kilka osób, które lubiły patrzeć na statki. Pan Leon od naprawiania sieci. Dwie mewy bliźniaczki, choć one patrzyły głównie, czy ktoś nie niesie bułki. I chłopiec o imieniu Franek, który często siadał na końcu mola z notesem na kolanach.

Pola ruszyła w drogę, niosąc parasol nad głową. Był tak szeroki, że co chwilę zahaczała nim o skrzynki, beczki i raz o kapelusz pana Leona.

– Pani Polu! – zawołał pan Leon, łapiąc kapelusz. – Czy pani płynie, czy odlatuje?

– Poszukuję właściciela parasola dla jednej osoby – wyjaśniła Pola.

Pan Leon obejrzał żółte kaczki.

– Nie mój. Ja mam płaszcz przeciwdeszczowy. W kolorze sieci, żeby nie było wiadomo, gdzie kończę się ja, a zaczyna praca.

Przy kiosku Pola spotkała mewy bliźniaczki.

– Czy to wasz parasol? – zapytała.

– Za mało okruszków – odparła pierwsza.

– I za dużo kaczek – dodała druga.

– Kaczki niczego nie upuściły – stwierdziły zgodnie i odleciały.

Na końcu mola siedział Franek. Miał zieloną kurtkę, czerwone trampki i notes pełen rysunków. Rysował mały holownik, który wyglądał trochę jak czajnik z kominem.

Kiedy Pola zbliżyła się z parasolem, chłopiec szybko zamknął notes.

– Dzień dobry – powiedziała łagodnie. – Czy lubisz patrzeć na statki?

– Lubię – odpowiedział Franek.

– A nie lubisz, kiedy wszyscy patrzą na ciebie?

Franek zaczerwienił się aż po uszy.

– Trochę nie lubię.

Pola postawiła parasol obok niego.

– Znalazłam go przy swoim biurze. Jest chyba dla kogoś, kto chciałby mieć kawałek własnego miejsca.

Franek dotknął rączki parasola.

– To mój. Zostawiłem go wczoraj, kiedy pokazywałem pani z kawiarni rysunek latarni. Ona powiedziała, że powinnam… znaczy powinienem… pokazać go na portowej wystawie.

– To miły pomysł – powiedziała Pola.

– Ale mój holownik jest krzywy.

– W porcie nic nie jest całkiem proste – zauważyła Pola. – Fale są krzywe. Liny są krzywe. A pan Leon ma jedną brew wyżej od drugiej i wszyscy go bardzo szanują.

Franek parsknął śmiechem.

– Tylko że na wystawie będą ludzie.

– To prawda – przyznała Pola. – Mogą patrzeć. Ale mogą też powiedzieć coś dobrego. A jeśli nie masz ochoty stać obok rysunku, możesz stanąć trochę dalej. Nawet pod parasolem dla jednej osoby.

Chłopiec długo patrzył na swój notes. Potem otworzył go na stronie z holownikiem.

– Może najpierw pokażę go tobie?

– To będzie dla mnie zaszczyt – odparła Pola i usiadła obok.

Holownik rzeczywiście był trochę krzywy. Miał okrągłe okna, komin przechylony na bok i maleńką flagę, która wyglądała, jakby właśnie kichnęła.

– Jest wspaniały – powiedziała Pola. – Wygląda, jakby znał wszystkie portowe tajemnice.

Następnego dnia na wystawie wisiał rysunek Franka. Obok niego stał granatowy parasol z żółtymi kaczkami. Pod parasolem zostawiono małą kartkę:

„Można oglądać powoli”.

Ludzie naprawdę oglądali powoli. Pan Leon powiedział, że taki holownik przydałby się do holowania jego kapelusza podczas wietrznej pogody. Mewy bliźniaczki uznały, że flaga powinna dostać własny okruszek. A Franek, choć najpierw stał kawałek dalej, w końcu sam opowiedział pani z kawiarni, dlaczego narysował komin przechylony na bok.

– Bo wtedy statek wygląda, jakby się uśmiechał – wyjaśnił.

Pola spojrzała na niego z ciepłem.

– I bardzo dobrze – powiedziała. – Port potrzebuje rzeczy, które umieją się uśmiechać.


Morał

Odwaga nie zawsze oznacza wystąpienie przed wszystkimi. Czasem zaczyna się od pokazania swojej pracy jednej życzliwej osobie.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *