Ciepła bajka dla dzieci o alpace Fruzi, która chce pomóc stworzyć miękki kocyk do wiejskiej świetlicy, lecz martwi się, że po strzyżeniu nie będzie wyglądała idealnie. Dzięki życzliwości osiołka, pani Heleny i dzieci odkrywa, że odwaga nie polega na braku obaw, ale na zrobieniu dobrego kroku mimo nich.
W małej górskiej wiosce, gdzie płoty były zrobione z jasnego drewna, a na parapetach suszyła się mięta, mieszkała alpaka Fruzia. Miała miękką, kremową wełnę, czuprynkę opadającą na jedno oko i wielką słabość do porządkowania rzeczy.
Porządkowała marchewki od najkrótszej do najdłuższej, kamyki od najbardziej okrągłych do najbardziej błyszczących, a nawet siano układała w małe, schludne kopczyki.
– Fruziu, czy ty kiedyś odpoczywasz? – pytał osiołek Maks, który mieszkał za płotem.
– Odpoczywam, kiedy wszystko jest na swoim miejscu – odpowiadała Fruzia i poprawiała źdźbło siana, które odważyło się leżeć krzywo.
Pewnego dnia pani Helena, która prowadziła wiejską świetlicę, przyszła do zagrody z wiklinowym koszem.
– Fruziu, potrzebuję twojej pomocy – powiedziała. – W sobotę dzieci będą robiły w świetlicy kącik czytelniczy. Przy oknie stoi stary fotel, ale jest trochę chłodny. Czy mogłabyś oddać odrobinę swojej wełny na mały kocyk?
Fruzia bardzo chciała pomóc. Wyobraziła sobie dzieci siedzące w fotelu z książkami o smokach, rakietach i kotach, które umiały piec ciasto. Zaraz jednak spojrzała na swoją puszystą szyję i poczuła lekkie ukłucie niepokoju.
– A jeśli po strzyżeniu będę wyglądała… nierówno? – zapytała cicho.
Maks przeżuł listek babki i zamyślił się tak poważnie, że aż jedno ucho opadło mu na bok.
– Ja czasem wyglądam nierówno bez żadnego powodu – oznajmił. – I jakoś świat się od tego nie przewrócił.
Fruzia parsknęła śmiechem, ale obawa została z nią jak mały kamyczek w kopytku.
W sobotę przed świetlicą stanęło krzesełko, nożyce i kosz na jasną wełnę. Pani Helena głaskała Fruzię po szyi.
– Zrobimy tylko tyle, ile zechcesz – powiedziała łagodnie.
Fruzia kiwnęła głową, lecz gdy usłyszała pierwsze ciche: ciach, cofnęła się o krok.
– Nie umiem – szepnęła. – Chciałabym, ale nie umiem.
Wtedy od strony placu nadbiegły dzieci. Każde niosło coś do nowego kącika: poduszkę, książkę, papierową zakładkę, a nawet małą lampkę z zielonym abażurem.
– Fruziu! – zawołała dziewczynka w żółtym swetrze. – Czy to z twojej wełny będzie kocyk?
Alpaka spojrzała przez okno świetlicy. Stary fotel stał samotnie przy regale. Na jego poręczy leżała książka, otwarta dokładnie na stronie z obrazkiem górskiego szlaku.
Fruzia nabrała powietrza.
– Możemy spróbować jeszcze raz – powiedziała.
Tym razem Maks stanął obok niej. Nie mówił wiele, tylko dotykał jej boku swoim ciepłym nosem. Pani Helena strzygła powoli i uważnie, a dzieci wrzucały miękkie kłaczki do kosza.
– Ten jest jak chmurka! – zachwycił się chłopiec w czapce z pomponem.
– A ten jak waniliowe lody! – dodała dziewczynka.
Gdy skończyli, Fruzia była trochę mniej puszysta niż zwykle. Czuprynka sterczała jej zabawnie, a na jednym boku wełna układała się w małą falę.
Spojrzała na siebie w szybie świetlicy.
– Rzeczywiście jestem nierówna – powiedziała.
– Nie – odparł Maks. – Jesteś dokładnie taka jak alpaka, która zrobiła ważną rzecz, choć się bała.
Kilka dni później Fruzia przyszła do świetlicy. Na starym fotelu leżał gotowy kocyk: kremowy, miękki i ozdobiony trzema zielonymi guzikami. Dzieci wybrały je specjalnie, bo wiedziały, że Fruzia lubi zielone listki mięty.
Na kocyku była też mała metka. Napisano na niej: „Dla każdego, kto chce poczytać w cieple”.
Fruzia dotknęła jej nosem i poczuła, że kamyczek niepokoju zniknął. A potem usiadła obok Maksa przy oknie.
– Wiesz co? – powiedziała. – Nie wszystko musi być idealnie równe.
– To dobrze – odparł osiołek. – Bo moje uszy nigdy nie słuchają tej samej strony naraz.
I oboje śmiali się tak długo, aż pani Helena poprosiła ich, żeby śmiali się troszkę ciszej. W końcu w fotelu ktoś właśnie zaczynał bardzo ciekawą książkę.
Morał
Nie trzeba być idealnym, żeby podarować komuś coś ważnego. Odwaga często zaczyna się od małego „spróbuję”.
