Ciepła bajka dla dzieci o alpace Basi, która martwi się, gdy szalik do dostarczenia ma tylko trzy zamiast czterech frędzli. Wspólnie z Olą uczy się nie rezygnować z zadania zbyt szybko i szukać życzliwych rozwiązań. To pogodna opowieść o cierpliwości, współpracy i dostrzeganiu małych możliwości.
W małej górskiej wsi, tuż obok piekarni pana Rocha, mieszkała alpaka Basia. Miała kremowe futerko, długą szyję i grzywkę, która zawsze wpadała jej do jednego oka, choć Basia co rano poprawiała ją kopytkiem.
Basia pomagała w sklepie z włóczkami pani Zosi. Nie sprzedawała ich, oczywiście. Stała przy wejściu, wyglądała przez szybę i pozwalała dzieciom pogłaskać się po szyi, jeśli wcześniej zapytały:
– Czy można?
– Można – odpowiadała Basia, kiwając głową z wielką powagą.
Pewnego dnia pani Zosia położyła na ladzie miękki, niebieski szalik.
– To zamówienie dla pana Antoniego z domu pod jarzębiną – powiedziała. – Czy zaniosłabyś go razem z Olą?
Basia ucieszyła się, ale zaraz potem zobaczyła, że na końcu szalika są tylko trzy frędzle.
– Powinny być cztery – szepnęła Ola, która przyszła właśnie po włóczkę dla swojej babci.
Pani Zosia zajrzała pod ladę, do koszyka, nawet do kieszeni fartucha. Czwartego frędzla nigdzie nie było.
– Musiał odczepić się podczas robienia – westchnęła. – Bez niego szalik wygląda trochę… nierówno.
Basia spojrzała na trzy frędzle. Rzeczywiście, jeden koniec był jak krzesło z trzema nogami: niby stał, ale człowiek patrzył na niego z lekkim niepokojem.
– Może nie zanosimy go wcale? – zaproponowała cicho.
– Pan Antoni czeka na szalik na wycieczkę do schroniska – powiedziała Ola. – Możemy spróbować znaleźć frędzel albo zrobić nowy.
Basia nie lubiła, gdy coś było „prawie gotowe”. W takich chwilach jej uszy robiły się sztywne, a grzywka wpadała do oka jeszcze bardziej.
Wyszły więc przed sklep. Ola patrzyła przy ziemi, a Basia ostrożnie przesuwała kopytkami po kamiennych płytach. Zajrzały pod drewnianą ławkę, obok stojaka na rowery i do skrzynki z pelargoniami.
– Nic – powiedziała Ola.
Basia podniosła głowę. Z pobliskiej piekarni pachniało drożdżówkami, a na płocie siedział wróbel i ciągnął coś niebieskiego.
– Ćwir! – oznajmił wróbel.
To był frędzel.
Wróbelek próbował włożyć go do swojego gniazdka pod dachem piekarni. Najwyraźniej uznał, że będzie znakomitym dodatkiem do suchych traw i piórek.
– Przepraszam, mały – powiedziała Basia łagodnie. – Ten frędzel jest potrzebny do szalika.
Wróbel przekrzywił głowę.
– Ćwir?
Ola rozejrzała się i znalazła przy płocie kępkę suchych traw oraz kilka lekkich piórek, które wiatr nawiał pod krzak.
– Może wymienimy? – zaproponowała.
Wróbel zastanawiał się przez chwilę tak długo, jak potrafi zastanawiać się wróbel. Potem puścił frędzel, porwał suche trawy i odfrunął zadowolony.
W sklepie pani Zosia przyszyła brakujący frędzel. Basia patrzyła, jak niebieska włóczka przechodzi przez igłę i znów staje się częścią szalika.
– Widzisz? – powiedziała Ola. – Nie wszystko trzeba od razu skreślać.
Basia dotknęła nosa do jej rękawa.
– Nawet jeśli ma tylko trzy frędzle?
– Zwłaszcza wtedy. Bo może gdzieś czeka czwarty.
Pan Antoni bardzo ucieszył się z szalika. Obejrzał go ze wszystkich stron, policzył frędzle i uśmiechnął się.
– Cztery, jak cztery strony świata – powiedział. – Idealnie.
A Basia wracała do sklepu tak lekko, że jej grzywka przez chwilę nie wpadała jej do oka. Potem oczywiście wpadła z powrotem. Basia uznała jednak, że nie wszystko musi być idealne naraz.
Morał
Gdy coś nie wychodzi od razu, warto przyjrzeć się temu jeszcze raz i poprosić kogoś o pomoc. Czasem brakujący element jest bliżej, niż się wydaje.
