Ilustracja przedstawia uroczą scenę, idealną na bajki do snu dla dzieci w wieku 3-10 lat. W centrum znajduje się wesoła wydra w kapeluszu, przewożąca kwiaty w doniczkach na wodzie, a obok niej na molo znajdują się pelikan, mewa i krab. Ten malowniczy widok portowy z żaglówkami i kolorowymi domkami w tle jest doskonały dla rodziców szukających bajek na dobranoc, które pobudzą dziecięcą wyobraźnię.

Wydra Pola i łódka z siedmioma sadzonkami

Kolejny odcinek spokojnej serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola przewozi łódką siedem sadzonek mięty wodnej, lecz niespodziewana fala przesuwa jedną doniczkę. Ta ciepła bajka dla dzieci pokazuje, że uważność i poproszenie o pomoc są częścią odpowiedzialnego działania.


W małym porcie Nad Srebrną Falą wydra Pola miała tego dnia zadanie inne niż zwykle. Nie roznosiła listów. Pomagała panu Pelikanowi przewieźć na drugi brzeg zatoczki siedem małych sadzonek mięty wodnej.

Roślinki stały w glinianych doniczkach na płaskiej, niebieskiej łódce. Każda miała dwa listki, cienką łodyżkę i karteczkę z imieniem.

— Ta będzie rosła przy pomoście — wyjaśnił pan Pelikan. — A tamte przy kamiennej ścieżce. Kiedy się rozrosną, port będzie pachniał świeżo i zielono.

Pola aż klasnęła łapkami.

— Dopilnuję wszystkiego!

Pan Pelikan podał jej sznurek.

— Łódka jest lekka. Prowadź ją powoli, a gdy zobaczysz falę od promu, zatrzymaj się przy boi.

Pola powtórzyła sobie w myślach: „Powoli. Przy boi. Siedem sadzonek”. Lubiła takie małe rytuały odwagi. Porządkowały jej myśli, tak jak równe kamyki układają się na brzegu.

Ruszyła.

Woda była gładka, tylko przy drewnianych palach pluskały srebrne rybki. Pola płynęła ostrożnie, a niebieska łódka sunęła za nią cichutko.

Przy pierwszym zakręcie spotkała kraba Leona.

— Dokąd tak ważnie? — zapytał, unosząc szczypce.

— Wiozę siedem sadzonek mięty wodnej.

— To ja policzę! — ucieszył się Leon. — Jedna, dwie, trzy, cztery, pięć, sześć… siedem. Wszystkie są.

Pola poczuła miłe ciepło pod futerkiem. Była odpowiedzialna, a odpowiedzialność czasem przypominała trochę ciężką muszelkę w kieszeni. Dobrze wiedzieć, że ktoś może ją na chwilę potrzymać razem z tobą.

Nagle zza magazynu wypłynął mały prom. Nie płynął szybko, ale jego szeroka fala zaczęła marszczyć wodę.

— Boja! — przypomniała sobie Pola.

Popłynęła ku czerwonej boi i przytrzymała sznurek. Łódka zakołysała się raz, drugi, trzeci.

Jedna doniczka przesunęła się do brzegu łódki.

— Ojej — szepnęła Pola.

Chciała natychmiast chwycić ją łapką, lecz wtedy pozostałe sadzonki też by się poruszyły. Serce Poli zrobiło małe: puk-puk-puk.

— Powoli — powiedziała do siebie. — Przy boi. Siedem sadzonek.

Ale teraz nie była już pewna, czy umie sama zdecydować, co zrobić.

Na pomoście siedziała mewa Minka i czyściła piórka.

— Minko! Czy mogłabyś zawołać pana Pelikana? — poprosiła Pola trochę drżącym głosem. — Jedna doniczka się przesunęła, a ja nie chcę popchnąć pozostałych.

Mewa nawet nie zapytała dlaczego.

— Już lecę!

Po chwili pan Pelikan przysiadł przy boi. Spojrzał na łódkę, potem na Polę.

— Bardzo dobrze, że się zatrzymałaś — powiedział spokojnie.

Długim dziobem delikatnie przesunął doniczkę na środek. Potem ułożył obok niej zwiniętą lnianą ściereczkę.

— Teraz ma miękkie oparcie.

Pola spojrzała na siedem roślinek. Stały równo, choć dwie z nich przekrzywiły listki, jakby ciekawiło je całe zamieszanie.

— Myślałam, że jeśli poproszę o pomoc, to zadanie przestanie być moje — przyznała cicho.

Pan Pelikan uśmiechnął się oczami.

— Zadanie nadal było twoje. To ty zauważyłaś, że potrzebujesz drugiej pary skrzydeł.

Na drugim brzegu czekali już Leon i Minka. Wspólnie posadzili miętę wodną w siedmiu miejscach: przy pomoście, przy kamieniach i obok ławki dla portowych gości.

Pola nalała roślinkom po odrobince wody. Potem stanęła obok nich i policzyła:

— Jedna, dwie, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem.

— Wszystkie są — potwierdził Leon.

Wiatr poruszył drobnymi listkami, a nad zatoczką popłynął świeży, zielony zapach. Pola poczuła, że muszelka odpowiedzialności w jej kieszeni wcale nie jest już ciężka. Była po prostu ważna. I można ją nosić razem z przyjaciółmi.


Morał

Odwaga nie zawsze polega na tym, by wszystko zrobić samemu. Czasem najważniejsze jest zauważyć trudność i spokojnie poprosić kogoś o wsparcie.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *