Ciepła bajka dla dzieci o kotce Pestce, która chce pomóc przygotować tabliczkę dla szkolnego ogrodu. Gdy wybiera zbyt długie wstążki, w pracowni robi się trochę zabawnego zamieszania. Dzięki Zosi i pani Lenie Pestka odkrywa, że pomysł można zmienić, zmierzyć potrzebną długość i nadal mieć ważny udział we wspólnym zadaniu.
Kotka Pestka mieszkała w małym mieszkaniu nad pracownią pani Leny, która szyła kolorowe torby, piórniki i pokrowce na książki. Pestka miała łapki białe jak dwie skarpetki i ogon tak puszysty, że pani Lena mówiła na niego „szczotka do chmur”.
Pewnego dnia do pracowni przyszła Zosia z sąsiedztwa. Miała zrobić dla szkolnego ogrodu tabliczkę z napisem: „Prosimy nie deptać grządek”. Tabliczka była gotowa, drewniana i gładka, ale trzeba było jeszcze przewiązać ją wstążką, żeby wygodnie ją przenieść.
– Mam trzy wstążki – powiedziała pani Lena. – Zieloną, żółtą i niebieską.
Pestka natychmiast wskoczyła na stół.
– Miau! – oznajmiła bardzo stanowczo.
Wszyscy w pracowni wiedzieli, co to znaczy. Pestka zgłaszała się do pomocy.
– Dobrze, tylko nie siadaj na wstążkach – poprosiła pani Lena.
Pestka kiwnęła głową z taką powagą, jakby właśnie dostała klucz do całego miasta.
Najpierw wybrała zieloną wstążkę. Była śliczna, ale tak długa, że kiedy Zosia podniosła tabliczkę, końcówka sunęła po podłodze i zebrała trzy guziki, kawałek nitki oraz jeden listek mięty z doniczki.
– Wygląda jak ogon bardzo eleganckiego smoka – zachichotała Zosia.
Pestka trochę się naburmuszyła. Zielona przecież pasowała do ogrodu idealnie.
Potem kotka przyniosła żółtą wstążkę. Ta była jeszcze dłuższa. Pestka cofnęła się o krok, zaplątała w miękką pętelkę i usiadła dokładnie na środku. Wstążka owinęła się wokół jej łapek jak naleśnik wokół nadzienia.
– Pestko, jesteś teraz prezentem? – spytała Zosia.
Kotka spojrzała na nią spod żółtej kokardy. Wcale nie wyglądała na rozbawioną.
Pani Lena ostrożnie uwolniła jej łapki.
– Chyba nie umiem pomagać – mruknęła Pestka, chowając się pod krzesłem.
Zosia przykucnęła obok.
– Umiesz. Po prostu jeszcze nie wiemy, jakiej długości potrzebujemy.
– Wszystkie są za długie – burknęła Pestka.
– To może nie trzeba wybierać jednej? – zaproponowała Zosia.
Pani Lena przyniosła nożyczki, a Pestka wychyliła nos spod krzesła. Zosia zmierzyła, ile wstążki potrzeba na uchwyt do niesienia tabliczki. Pani Lena odcięła dwa krótkie kawałki: zielony i żółty. Niebieski został na małą kokardę.
– A ty, Pestko, możesz sprawdzić, czy uchwyt nie jest za luźny – powiedziała pani Lena.
To było ważne zadanie.
Kotka wyszła spod krzesła, dotknęła wstążek jedną łapką, potem drugą i ostrożnie pociągnęła. Uchwyt trzymał się świetnie.
– Miau – powiedziała.
– To znaczy: „zatwierdzone” – przetłumaczyła Zosia.
Gdy tabliczka była gotowa, wyglądała bardzo ładnie: zielony uchwyt miał kolor listków, żółty pasek przypominał płatki nagietków, a niebieska kokarda była jak mały kawałek nieba.
Zosia uniosła tabliczkę i ruszyła do szkolnego ogrodu. Pestka odprowadziła ją aż do drzwi pracowni. Nie próbowała już ciągnąć żadnej wstążki. Tylko usiadła prosto i patrzyła, jak kokarda lekko podskakuje przy każdym kroku.
– Dziękuję, inspektorko od wstążek – zawołała Zosia.
Pestka zamruczała cicho.
A potem, kiedy nikt nie patrzył, usiadła na krótkim skrawku zielonej wstążki. Tym razem dokładnie takim, jaki trzeba.
Morał
Gdy pierwszy pomysł nie działa, warto spróbować inaczej. Wspólne mierzenie, pytanie i poprawianie mogą doprowadzić do pięknego rozwiązania.
