Na ilustracji przedstawiono uroczy las, gdzie bóbr i jeż wspólnie budują mostek nad strumieniem, a w tle wiewiórka niesie koszyk pełen orzechów. Ta bajeczna scena jest idealna jako opowieść na dobranoc, stworzona z myślą o dzieciach w wieku 3-10 lat. Doskonała do opowiadania przed snem, pobudza wyobraźnię dziecięcą i zachęca do snu w magiczny sposób.

Wiewiórka Mila i mostek z cienkich gałązek

To spokojna bajka dla dzieci o wiewiórce Mili, która chce zanieść orzechy babci, ale po drodze trafia na mały problem z mostkiem nad strumykiem. W lesie pojawiają się życzliwi pomocnicy, wspólne działanie i cicha satysfakcja z naprawienia czegoś razem. Historia wspiera współpracę, cierpliwość i poczucie bezpieczeństwa, dlatego dobrze sprawdzi się jako bajka na dobranoc.


W lesie, gdzie mech był miękki jak stary dywan, a paprocie kiwały się do siebie bez słów, mieszkała wiewiórka Mila. Miała rude uszka, szybkie łapki i zwyczaj zbierania rzeczy, które innym wydawały się niczym: sznureczków z kory, lekkich patyczków, dwóch gładkich kamyków i jednego liścia tak dużego, że mógł udawać parasol.

Pewnego ranka Mila niosła przez ścieżkę koszyczek z orzechami dla babci mieszkającej po drugiej stronie strumyka. Strumyk nie był groźny ani głośny. Płynął czysto i pogodnie, mrucząc pod kamieniami jak mały czajnik. Tylko że po nocnym deszczu woda podniosła się odrobinę i stary mostek z gałązek, po którym zwykle przechodziła, zsunął się na bok.

Mila zatrzymała się i położyła uszy po sobie.
— Och — szepnęła. — Teraz będę musiała obejść lasem.

Obejście nie było straszne, lecz długie. A koszyczek miał cienkie ucho i nie lubił kołysać się za bardzo. Mila usiadła więc na pniu i pomyślała, że nie zawsze trzeba biec od razu tam, gdzie się chce. Czasem warto rozejrzeć się spokojnie, jak robią to stare sroki i mądre jeże.

Wtedy spod krzaka wysunął się bóbr Teodor. Miał szeroki ogon, łagodne oczy i wąsy, które drżały, gdy się uśmiechał.
— Dzień dobry, Mili. Widzę, że patrzysz na mostek tak, jakby był zrobiony z kaprysu — powiedział uprzejmie.
— Bo się przekrzywił — odparła wiewiórka. — A ja niosę orzechy do babci.

Teodor obejrzał mostek, potem strumyk, potem koszyczek.
— Hm. To zadanie dla dwóch par łapek, a nie jednej. Znam miejsce, gdzie rosną cienkie, proste gałązki. Ty je przyniesiesz, a ja dopasuję je tak, żeby znów leżały równo.

Mila odetchnęła z ulgą. Lubiła, gdy ktoś mówił spokojnie i bez pośpiechu. Poszli razem ścieżką wzdłuż porośniętego mchem brzegu. Po drodze spotkali jeża Ignacego, który niósł na grzbiecie żołędzie w liściastej czapce.
— Dokąd tak razem? — spytał.
— Naprawiamy mostek — odpowiedziała Mila.
— To ja mogę przynieść sznurek z włókien lipy — rzekł Ignacy. — Mój wujek mówi, że dobry sznurek trzyma rzeczy, kiedy same jeszcze nie wiedzą, czy chcą stać prosto.

To zdanie bardzo rozbawiło Milię. Zaśmiała się cicho, aż koszyczek zagrzechotał.

Przez pół dnia zbierali potrzebne drobiazgi. Mila znalazła najprostsze gałązki pod leszczyną. Teodor oczyścił je z odstających listewek. Ignacy przyniósł miękki sznurek i pomógł związać wszystko tak, by mostek nie chwiał się na boki. Nie było w tym żadnego wielkiego zgiełku. Tylko uważne łapy, ciche rady i kilka przystanków na odpoczynek.

— Teraz trzeba sprawdzić, czy wytrzyma — powiedział Teodor.
Mila spojrzała na mostek, potem na strumyk, i na chwilę poczuła lekkie łaskotanie niepewności.
— A jeśli nie?
— Wtedy poprawimy — odparł Ignacy. — Las nie lubi pośpiechu, ale lubi poprawki.

Mila postawiła na mostku najpierw jedną łapkę, potem drugą. Deski z gałązek tylko cichutko zaszeleściły. Mostek wytrzymał. Potem przeszli przez niego wszyscy: najpierw Mila z koszyczkiem, potem Teodor, a na końcu Ignacy, który dla pewności szedł bardzo dostojnie, jakby niósł niewidzialny talerz z zupą.

Po drugiej stronie strumyka czekała babcia Mili. Miała miękki szal i oczy jak dwa ciepłe migdały.
— Wiedziałam, że przyjdziesz — powiedziała, kiedy wnuczka podała jej orzechy. — Ale nie wiedziałam, że przyprowadzisz ze sobą taki porządny mostek.

Mila wyprostowała uszy.
— Zrobiliśmy go razem.
— No właśnie — uśmiechnęła się babcia. — Samotna łapka wiele potrafi, lecz wspólna myśl często potrafi więcej.

Wieczorem las uspokoił się jeszcze bardziej. Strumyk płynął dalej swoją srebrną drogą, mostek stał równo, a wiewiórka Mila wracała z pustym już koszyczkiem i pełnym sercem. Szła wolno, słuchając szelestu liści. I myślała, że czasem najładniejsze rzeczy nie powstają nagle. Najładniejsze rosną po trochu, z życzliwości, cierpliwości i kilku prostych gałązek.

A kiedy wiatr przesunął się miękko między drzewami, las odpowiedział mu cichym, spokojnym szumem. I tak już zostało.


Morał

Kiedy coś się przestawia, nie zawsze trzeba robić to samemu. Z pomocą spokojnych łapek i cierpliwych serc nawet mała naprawa staje się łatwiejsza.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *