To spokojna bajka dla dzieci o myszce Zuzi, jej bracie i starszej Basi, którzy wspólnie porządkują małą spiżarnię i uczą się działać bez pośpiechu. W historii pojawia się ciepły domowy klimat, zapach lawendy i herbaty oraz dużo uważności, współpracy i delikatnego humoru. To dobra bajka na dobranoc, bo wycisza prostą, bezpieczną codziennością.
W małej spiżarni za kuchnią, tam gdzie stały słoiki z konfiturą, fasolą i dżemem śliwkowym, mieszkała myszka Zuzia. Była drobna, szara i miała wąsy tak czułe, że wyczuwały nawet okruszek na drugim końcu półki.
Pewnego dnia pani domu postawiła na dolnej półce nowy słoik. W środku leżał woreczek z suszoną lawendą, a wokół unosił się delikatny, miły zapach. Zuzia przystanęła i wciągnęła powietrze.
— Och — szepnęła. — To pachnie jak czysta łąka po deszczu.
Obok przebiegł jej brat, mały myszek Olek.
— A mnie pachnie jak… coś ważnego — powiedział, marszcząc nos. — Tylko jeszcze nie wiem, co.
Zuzia roześmiała się cichutko.
— Ważne rzeczy czasem nie mają jednego słowa.
Tego samego popołudnia wydarzyło się coś niepokojąco zwyczajnego. Słoik z lawendą przesunął się na skutek lekkiego stuknięcia drzwi i stanął bardzo blisko brzegu półki. Nie spadł, ale wyglądał, jakby miał ochotę się przechylić. Zuzia od razu to zauważyła. Olek też.
— Trzeba go przestawić — powiedział Olek.
— Tak, tylko ostrożnie — odparła Zuzia. — Niech będzie spokojnie, bez pośpiechu.
Myszy spojrzały na siebie i pobiegły po pomoc. Na szczęście w spiżarni mieszkała także starsza myszka Basia, która znała się na porządkach lepiej niż ktokolwiek.
— Słoik trzeba trzymać oburącz i stawiać powoli — powiedziała Basia, poprawiając swój maleńki szalik. — A zanim go ruszymy, dobrze jest sprawdzić, czy półka jest sucha.
Zuzia przyniosła kawałek papieru, Olek zeskrobał okruszki, a Basia podsunęła małą deseczkę, żeby słoik miał bezpieczniejsze miejsce. Pracowali razem tak cicho, że słychać było tylko szelest papieru i miękkie tupanie łapek.
— Jedna myszka trzyma, druga patrzy, trzecia poprawia — mruknął Olek. — To działa lepiej niż samo „szybko, szybko”.
— O właśnie — odpowiedziała Basia. — W spiżarni pośpiech robi zamieszanie, a spokój robi porządek.
Kiedy słoik stanął już prosto, Zuzia pochyliła się nad nim z ciekawością. W środku, oprócz woreczka z lawendą, leżała mała karteczka. Pani domu napisała na niej równo i ładnie: „Na drobny spokój, gdy dzień bywa głośny”.
Zuzia przeczytała napis dwa razy.
— To chyba dlatego ten zapach od razu zrobił mi cieplej w środku — powiedziała.
— Mnie też — przyznał Olek. — Jakby ktoś przykrył myśli miękkim kocem.
Basia uśmiechnęła się pod wąsami.
— Niektóre rzeczy są właśnie takie. Małe, a bardzo dobre.
Od tamtej chwili słoik z lawendą stał już na środku półki, tam gdzie każdy mógł go widzieć i czuć jego delikatny zapach. Zuzia czasem przystawała przy nim tylko na chwilę. Olek mówił, że pachnie „jak porządnie poukładany dom”. A Basia twierdziła, że to najlepszy zapach dla tych, którzy lubią, gdy wszystko ma swoje miejsce.
Kilka dni później w spiżarni znów zrobiło się trochę zamieszania, bo ktoś przestawił woreczek z ryżem, a ktoś inny schował łyżeczkę do cukru w zupełnie nie tym koszyku, co trzeba. Ale nikt się nie denerwował. Zuzia tylko klasnęła cichutko łapkami.
— Najpierw patrzymy, potem układamy.
I wszyscy zaczęli od początku, już bez nerwów, bez biegania, za to z rozmową i śmiechem tak cichym, że brzmiał jak szeleszczenie papierowej torebki.
Wieczorem, gdy w kuchni pachniało herbatą z lipą, a na parapecie stał kubek do mycia, pani domu powiedziała do siebie:
— Jak tu przyjemnie i spokojnie.
A w spiżarni Zuzia, Olek i Basia spojrzeli na siebie z zadowoleniem. Wiedzieli, że czasem największą pomocą nie jest wielkie działanie, tylko uważne łapki, dobre słowo i wspólne uporządkowanie małej sprawy.
I właśnie dlatego w małej spiżarni było teraz tak miło, że nawet słoik z lawendą zdawał się oddychać spokojniej.
Morał
Małe rzeczy robią się łatwiejsze, gdy patrzy się na nie spokojnie i razem.
