Ciepła bajka dla dzieci o pingwince Piku, która chce dołączyć do lodowej orkiestry, lecz martwi się, że jest w niej zbyt głośno. Dzięki przyjaciółce uczy się nazwać swoje uczucia i poprosić o takie zadanie, w którym jej wrażliwość staje się prawdziwą siłą. To spokojna bajka dla dzieci o odwadze, uważności i współpracy.
W Zatoce Błękitnych Kryształów mieszkała mała pingwinka Piku. Miała granatowy kubraczek, jasny brzuszek i zwyczaj wygładzania piórek na czubku głowy, kiedy o czymś intensywnie myślała.
Piku lubiła dźwięki ciche jak płatki śniegu: plusk wody pod lodem, szelest miękkich łap foczek na śniegu i delikatne stuk-stuk kamyków przesuwanych przez falę. Głośne dźwięki też były czasem ciekawe, ale gdy było ich za dużo naraz, w głowie Piku robiło się tak tłoczno, jak w skrzynce pełnej muszelek.
Pewnego dnia starszy pingwin Oskar przyniósł ważną wiadomość.
– W sobotę odbędzie się Święto Kryształowej Zatoki! – oznajmił. – Zagramy orkiestrę z lodowych dźwięków.
Wszyscy aż podskoczyli z radości. Mewy miały śpiewać wysokie „iii-i-i!”, foki uderzać płetwami o gładkie kry, a pingwiny stukać małymi kamyczkami o lodowe misy.
– Piku, dołączysz? – zapytała jej koleżanka, pingwinka Nori.
Piku spojrzała na błyszczące misy. Wyobraziła sobie mewy, foki, kamyczki i wszystkich naraz. Poczuła, że jej skrzydełka chcą schować się blisko boków.
– Nie wiem – odpowiedziała cichutko.
Nori nie namawiała jej. Usiadła obok na śnieżnym pagórku.
– Kiedy ja się denerwuję, robię swoje trzy kroki odwagi – powiedziała. – Najpierw zatrzymuję się. Potem wybieram jedną małą rzecz. A na końcu mówię, czego potrzebuję.
Piku zapamiętała te słowa.
Na próbie orkiestra zabrzmiała pięknie, ale bardzo głośno. Foki klaskały płetwami: plaś, plaś, plaś! Mewy śpiewały nad głowami. Kamyczki dzwoniły o lód jak maleńkie dzwonki. Piku próbowała wystukać swój rytm, lecz po chwili zgubiła go zupełnie.
Odłożyła kamyk i odeszła kilka kroków za lodową skałę. Patrzyła na wodę, która poruszała się spokojnie między krami.
„Zatrzymuję się” – pomyślała.
Dotknęła skrzydełkiem trzech niebieskich kryształków leżących obok siebie.
„Wybieram jedną małą rzecz”.
Po chwili wróciła do Nori i Oskara.
– Chcę być w orkiestrze – powiedziała. Głos miała mały, ale wyraźny. – Tylko kiedy wszystko gra naraz, trudno mi usłyszeć własny rytm. Czy mogłabym mieć zadanie z cichszymi dźwiękami?
Oskar poprawił wełniany szalik.
– To bardzo dobry pomysł, Piku. Każda orkiestra potrzebuje nie tylko głośnych dźwięków.
Nori klasnęła skrzydełkami, tym razem bardzo delikatnie.
Wspólnie znaleźli dla Piku płaską lodową płytkę i trzy małe muszle. Gdy przesuwało się muszlą po lodzie, powstawał miękki, srebrzysty szmer. Piku miała rozpocząć każdy utwór właśnie tym dźwiękiem. To miał być znak dla wszystkich: najpierw słuchamy.
W dniu święta przy zatoce zebrało się wiele zwierząt. Piku poczuła znajome łaskotanie w brzuchu. Zatrzymała się, spojrzała na trzy kryształki przy swojej lodowej płytce i wyszeptała:
– Jedna mała rzecz.
Przesunęła muszlą po lodzie.
Szszszsz…
Dźwięk był cichy, lecz tak czysty, że mewy umilkły, a foki pochyliły głowy. Dopiero potem dołączyły kamyczki, płetwy i ptasie głosy. Orkiestra nie zaczęła się od hałasu, tylko od miejsca dla jednego spokojnego dźwięku.
Po występie Oskar powiedział:
– Piku, nauczyłaś nas czegoś ważnego. Czasem najpiękniej słychać to, co nie próbuje być najgłośniejsze.
Piku wygładziła piórka na czubku głowy. Tym razem nie dlatego, że się martwiła. Po prostu były trochę rozczochrane od radości.
Morał
Odwaga nie zawsze oznacza robienie wszystkiego tak jak inni. Czasem jest nią spokojne powiedzenie, czego potrzebujemy.
