To kolejny odcinek ciepłej serii o kocie Felku z kamienicy przy ulicy Morelowej. Gdy jego starannie narysowana mapa znika na podwórku, Felek uczy się, że plan można stworzyć na nowo, a proszenie bliskich o pomoc wcale nie odbiera samodzielności. Spokojna bajka dla dzieci o współpracy, porządkowaniu zadań i zaufaniu.
Na trzecim piętrze kamienicy przy ulicy Morelowej kot Felek miał nową, bardzo odpowiedzialną pracę.
Pani Zosia, dozorczyni z okrągłymi okularami, poprosiła go, by pomógł rozwiesić przy wejściu kartkę z planem zbiórki drobnych rzeczy dla sąsiadów. Ktoś miał przynieść guziki, ktoś kłębki włóczki, ktoś drewniane łyżki do mieszania farb. Z tych skarbów dzieci chciały zrobić ozdoby na balkonowy kiermasz.
– Potrzebujemy sześciu skrzynek – powiedziała pani Zosia. – A każda ma trafić w inne miejsce na podwórku.
Felek wyprostował wąsy.
– Sześć skrzynek to dużo, ale porządek jest od tego, żeby pomagał – oznajmił.
Wziął kawałek kredy, grubą kartkę i narysował mapę. Był na niej trzepak, ławka pod kasztanem, furtka, rowerowy stojak, schodki do piwnicy i mały ogródek pani Heleny. Przy każdym miejscu Felek postawił kółeczko.
– O, proszę – mruknął z zadowoleniem. – Teraz nic się nie pomyli.
Pierwszą skrzynkę postawił przy furtce. Drugą pod kasztanem. Trzecią obok stojaka na rowery. Potem jednak zerwał się łagodny wiatr, zakręcił kartką i porwał ją z kociego łapka.
Mapa przeleciała przez dwa stopnie, zatańczyła koło doniczki z pelargonią i wpadła pod ławkę.
Felek pobiegł za nią tak szybko, że ogon zrobił mu się podobny do wykrzyknika.
– Stój, mapo! – zawołał. – Jeszcze nie skończyliśmy!
Ale pod ławką mieszkał kurz, trzy stare liście i mały guzik, który wyglądał, jakby od dawna na coś czekał. Mapy nie było.
Kot usiadł na chodniku. Miał już trzy skrzynki, lecz nie pamiętał, gdzie powinny stanąć pozostałe. A najgorsze było to, że przez chwilę nie był pewien nawet tych trzech, które ustawił.
Wtedy z klatki wyszła Maja w żółtych kaloszach. Za nią pomaszerował pies Pikuś, niosąc w pysku miękką rękawiczkę.
– Czemu patrzysz na ławkę, jakby miała ci oddać należność? – zapytała Maja.
– Bo może odda mi mapę – odparł Felek cicho. – Zgubiłem ją. A chciałem wszystko zrobić sam i dokładnie.
Pikuś położył rękawiczkę przy ławce, powąchał ziemię i kichnął tak uprzejmie, że aż przeprosił własne uszy.
– A może nie musisz pamiętać wszystkiego naraz? – powiedziała Maja. – Pokaż nam, co już wiesz.
Felek spojrzał na trzy skrzynki.
– Ta przy furtce jest na guziki. Ta pod kasztanem na włóczkę. A ta przy rowerach na łyżki.
– Doskonale – rzekła Maja. – To już są trzy ważne rzeczy.
– Trzy z sześciu – dodał Felek. – Czyli… połowa.
Pani Zosia, która akurat zamiatała schodki, przyniosła trzy małe papierowe chorągiewki.
– W bibliotece widziałam podobny pomysł – powiedziała. – Zamiast mapy można zrobić znaki. Każdy znak podpowie, co jest w skrzynce.
Maja narysowała guzik z czterema dziurkami. Felek narysował kłębek włóczki, choć pierwszy wyglądał trochę jak ziemniak w czapce. Pikuś zaś, po długim namyśle, zostawił obok skrzynki z łyżkami ślad łapki. Wszyscy uznali, że to bardzo dobry znak, ponieważ Pikuś lubił mieszać farby ogonem, chociaż nikt go o to nie prosił.
Pozostałe trzy skrzynki ustawili razem. Jedną przy schodkach na kawałki wstążek, drugą przy ogródku na czyste słoiczki, a trzecią koło ławki na małe rysunki i karteczki z życzeniami.
– A skąd będziemy wiedzieć, co jest gdzie? – zapytał Felek, choć już trochę mniej się martwił.
– Przejdziemy drogę jeszcze raz – odpowiedziała Maja.
Ruszyli więc powoli: od furtki do kasztana, od kasztana do rowerów, potem do schodków, ogródka i ławki. Przy każdej skrzynce Felek mówił na głos, co się w niej znajdzie. Za drugim razem Pikuś kiwał głową. Za trzecim razem nawet pani Zosia się uśmiechnęła.
Wtedy spod ławki wysunęła się mapa. Była trochę pognieciona i miała na rogu ślad po mokrym liściu.
– O, wróciłaś – powiedział Felek.
Przyjrzał się swojej dawnej mapie, a potem chorągiewkom, znakowi łapki i skrzynkom stojącym równo na podwórku.
– Wiesz co? – zwrócił się do Mai. – Mapa była przydatna. Ale kiedy się zgubiła, nie zgubiło się wszystko.
Maja poprawiła żółty kalosz.
– Bo byliśmy obok.
Felek położył łapkę na pogniecionej kartce. Nie musiał już jej prostować na siłę. Przypiął ją do tablicy przy wejściu, a pod spodem dopisał wielkimi literami:
„SZEŚĆ SKRZYNEK. ZNAKI POMAGAJĄ. SĄSIEDZI TEŻ.”
I od tej pory każdy, kto przechodził przez podwórko, wiedział, dokąd zanieść swój mały skarb.
Morał
Gdy plan się nie udaje, można zacząć od tego, co już się wie. A wspólne rozwiązanie często okazuje się lepsze niż samotne martwienie się.
