Ciepła bajka o alpace Lili, która pomaga uporządkować wysoko ustawione atlasy w bibliotece górskiej wioski. Gdy jedna książka zacina się między innymi tomami, Lila i mały kret Teodor odkrywają, że zamiast działać na siłę, warto uważnie obejrzeć problem i znaleźć jego właściwą stronę.
W górskiej wiosce Pod Trzema Kamieniami mieszkała alpaka Lila. Miała jasne, miękkie runo, długą szyję i zwyczaj stawania odrobinę z boku, kiedy w pobliżu zbierało się więcej zwierząt.
Nie dlatego, że ich nie lubiła. Przeciwnie. Lila bardzo lubiła słuchać opowieści owcy Basi, śmiać się z żartów kozy Hani i patrzeć, jak osiołek Franek nosi paczki do sklepiku. Tylko gdy ktoś pytał:
– Lilo, a co ty o tym sądzisz?
– Hm… – odpowiadała Lila i oglądała własne kopytka, jakby były niezwykle zajmującą lekturą.
Pewnego dnia pani Irena, która prowadziła małą wiejską bibliotekę, wywiesiła na drzwiach kartkę:
„Potrzebny pomocnik do uporządkowania półki z atlasami”.
Atlasy były wielkie, ciężkie i stały wysoko, niemal pod samym sufitem. Pani Irena próbowała sięgnąć po nie z taboretu, lecz taboret był chwiejnym jegomościem i wyraźnie nie miał ochoty pomagać.
– Przydałaby się ktoś wysoki i cierpliwy – powiedziała bibliotekarka.
Wszystkie spojrzenia powędrowały ku Lili.
Alpaka poczuła, że aż uszy robią jej się ciepłe.
– Ja? Do biblioteki? – szepnęła.
– Właśnie ty – odparła pani Irena łagodnie. – Masz szyję stworzoną do wysokich półek. A ja potrzebuję kogoś, kto będzie podawał atlasy do koszyka.
Lila chciała powiedzieć, że może innym razem. Miała już nawet gotowe „hm…”, lecz wtedy zauważyła małego kreta Teodora. Stał przy stoliku i bezradnie patrzył na atlas gór, którego nie mógł dosięgnąć.
– Szukam na mapie naszego potoku – wyjaśnił. – Chcę narysować jego bieg, ale atlas mieszka za wysoko.
To zdanie poruszyło Lilę bardziej, niż się spodziewała. Atlas nie mieszkał przecież za wysoko z własnej woli. Po prostu czekał na czyjąś pomoc.
– Mogę spróbować – powiedziała Lila tak cicho, że pani Irena pochyliła się, aby dobrze usłyszeć.
W bibliotece zapanowała przyjemna krzątanina. Osiołek Franek przyniósł wiklinowy koszyk. Owca Basia rozłożyła na stole miękką zieloną serwetę, żeby książkom było wygodnie. Koza Hania oznajmiła, że będzie liczyć atlasy, choć nikt jej o to nie prosił.
– Jeden, dwa, trzy… i półtora! – wołała z wielkim przejęciem.
– Haniu – zauważyła Basia – po trzech jest cztery.
– To właśnie miałam na myśli, tylko bardziej kozią metodą – odparła Hania.
Lila stanęła przy półce. Pierwszy atlas podała do koszyka bez trudu. Drugi także. Przy trzecim jednak książka wsunęła się głębiej między pozostałe tomy. Lila wyciągnęła szyję, ile mogła, lecz atlas ani drgnął.
Wszystko w niej chciało się wycofać. „No widzisz”, pomyślała, „nie umiem nawet wyjąć jednej książki”.
Wtedy Teodor podszedł bliżej.
– Mogę coś powiedzieć? – zapytał.
Lila skinęła głową.
– Kiedy kopię tunel i trafiam na kamień, nie kopię mocniej na chybił trafił. Najpierw oglądam, z której strony jest miejsce. Może atlas też ma swoją stronę?
Lila przyjrzała się półce spokojniej. Rzeczywiście: obok atlasu tkwiła cienka karta, która zahaczyła o jego róg. Alpaka delikatnie odsunęła ją końcem pyska, a potem ostrożnie wysunęła wielką książkę.
– Jest! – zawołał Teodor.
Lila aż się zdziwiła, że to ona trzyma atlas w koszyku.
Potem praca poszła już powoli i porządnie. Pani Irena mówiła tytuły, Lila podawała książki, Franek układał je według wielkości, a Teodor sprawdzał, czy atlas gór leży na miejscu, z którego łatwo go wziąć.
Na końcu biblioteczna półka wyglądała tak schludnie, jakby sama wyprostowała grzbiety.
– Dziękuję ci, Lilo – powiedziała pani Irena. – Nie tylko za wysoką szyję.
– A za co jeszcze? – zapytała alpaka.
– Za to, że spróbowałaś, choć nie byłaś pewna.
Lila spojrzała na kreta Teodora, który już z nosem przy mapie rysował niebieską wstążkę potoku.
– Następnym razem – powiedziała nieco wyraźniej niż zwykle – mogę też podać książkę o chmurach.
– Doskonały pomysł! – ucieszyła się pani Irena.
A Lila nie stanęła już całkiem z boku. Tylko odrobinkę. Tak, żeby było jej wygodnie, a przyjaciele wciąż byli blisko.
Morał
Każdy ma cechy, które mogą być potrzebne innym. Gdy coś nie wychodzi od razu, warto zatrzymać się, przyjrzeć problemowi i poszukać rozwiązania razem.
