Owca Basia i guzik od starego fartucha

Bajka o owcy Basi, która uważnie ogląda trzy zapasowe guziki i wie, który najlepiej naprawi fartuch pani Róży. Choć trudno jej odezwać się pierwszej, z pomocą kury Klary dzieli się swoim praktycznym spostrzeżeniem. Opowieść o dostrzeganiu szczegółów, naprawianiu codziennych rzeczy i wartości spokojnie wyrażonego zdania.


Na gospodarstwie pani Róży mieszkała owca Basia o miękkiej, kremowej wełnie i uszach, które poruszały się zawsze wtedy, gdy coś ją zaciekawiło. Basia lubiła spokojne sprawy: liczenie jabłek w skrzynce, oglądanie chmur odbitych w misce z wodą i podgryzanie koniczyny od skraju łąki.

Pewnego dnia pani Róża wyniosła na ganek stary fartuch w niebieskie paski. Fartuch miał wielką kieszeń, odrobinę mąki przy brzegu i jedno puste miejsce po guziku.

– Przydałoby się go naprawić – westchnęła pani Róża. – W tej kieszeni noszę nasiona dla kur.

Na stoliku stało małe pudełko po herbacie, a w nim trzy zapasowe guziki. Jeden był zielony jak groszek, drugi żółty jak masło, a trzeci czerwony jak truskawkowy dżem.

– Ja bym umiała wybrać guzik – powiedziała Basia cichutko.

Ale zaraz schowała pyszczek za wiaderkiem. Basia była dobra w zauważaniu szczegółów, lecz gdy miała powiedzieć coś głośno, słowa robiły się w niej malutkie jak okruszki.

Na podwórko przydreptała kura Klara.

– Czemu patrzysz na fartuch tak poważnie? – zapytała.

– Bo guzik jest ważny – odparła Basia. – Tylko nie wiem, czy moje zdanie też jest ważne.

Klara przekrzywiła głowę.

– Zdanie nie musi gdakać najgłośniej, żeby je usłyszano.

To brzmiało rozsądnie, choć trochę dziwnie. Basia postanowiła spróbować.

Najpierw przyjrzała się fartuchowi z bliska. Zielony guzik niemal zniknąłby wśród trawy, gdyby kiedyś upadł na podwórku. Żółty był trochę za duży i nie przeszedłby przez dziurkę w fartuchu. Czerwony zaś pasował wielkością, miał cztery dziurki jak pozostałe guziki i dobrze wyglądał z czerwoną nitką, która została w koszyku pani Róży.

Basia nabrała powietrza.

– Pani Różo? – zaczęła.

Pani Róża odwróciła się od skrzynki z fasolą.

– Słucham cię, Basiu.

– Myślę, że czerwony guzik będzie najlepszy. Pasuje do dziurki. I… będzie go łatwo znaleźć, gdyby spadł.

Pani Róża uśmiechnęła się tak szeroko, że jej okulary lekko zjechały na nos.

– To bardzo praktyczny pomysł. Właśnie takiego potrzebowałam.

Basia poczuła w brzuchu miłe łaskotanie. Nie takie, które przeszkadza, tylko takie jak piórko znalezione w kieszeni.

Pani Róża przyszyła czerwony guzik, a Basia i Klara podawały jej potrzebne rzeczy. Klara przyniosła nitkę, choć po drodze omal nie pomyliła jej z cienkim makaronem. Basia zaś ostrożnie przytrzymała pudełko z guzikami.

Kiedy fartuch był gotowy, pani Róża wsypała do jego kieszeni garść ziaren.

– Sprawdźmy, czy kieszeń działa – powiedziała.

Działała doskonale. Ani jedno ziarenko nie wypadło, nawet gdy pani Róża pochyliła się, by pogłaskać Basię między uszami.

– Widzisz? – szepnęła Klara. – Twój pomysł trzyma się mocniej niż najlepsza nitka.

Basia spojrzała na czerwony guzik. Nie był największy w pudełku ani najbardziej błyszczący. Po prostu pasował tam, gdzie był potrzebny.

Od tego dnia, kiedy Basia miała jakąś myśl, nie chowała jej od razu za wiaderkiem. Czasem mówiła ją cicho, czasem po chwili namysłu, ale mówiła. A na ganku wisiał niebieski fartuch z czerwonym guzikiem, który przypominał wszystkim, że spokojny głos też potrafi wiele naprawić.


Morał

Nie trzeba mówić najgłośniej, by przekazać coś ważnego. Uważna myśl, wypowiedziana z życzliwością, może komuś bardzo pomóc.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *