Ciepła bajka dla dzieci o króliczce Meli, która ma rozwieźć nasiona na ogrodową wymianę, lecz wstydzi się skrzypiącej taczki. Dzięki spokojnej rozmowie i pomocy sąsiadów odkrywa, że warto nazwać swoje uczucie i zapytać, zanim uwierzy się w niepokojącą myśl. To wyciszająca opowieść o nieśmiałości, życzliwości i odwadze w małych sprawach.
Za ogrodami przy ulicy Nagietkowej znajdowały się małe działki. Rosły tam pomidory, fasola, mięta i słoneczniki tak wysokie, że zaglądały przez płot do sąsiadów.
Na jednej z działek mieszkała króliczka Mela. Miała miękkie, popielate futerko, jedno uszko lekko zagięte na końcu i bardzo lubiła porządkować nasiona. Dyniowe trzymała w lnianym woreczku, nagietkowe w pudełku po herbacie, a maleńkie nasiona maku w słoiczku z niebieską zakrętką.
Pewnego dnia pani Hania, która opiekowała się ogrodami, powiedziała:
– W sobotę urządzimy Sąsiedzką Wymianę Nasion. Czy zawieziesz do altanki paczuszki dla wszystkich?
Mela aż podskoczyła.
– Oczywiście!
Dostała małą zieloną taczkę. Była zgrabna, pojemna i miała czerwone kółko. Miała też jedną wadę.
Kiedy ruszała, mówiła:
– Skrzyp! Skrzyp! Skrzyp!
Mela spróbowała przejechać przez ścieżkę między grządkami.
– Skrzyp! Skrzyp!
Kaczki przy stawie podniosły głowy.
– O, słyszycie? – zachichotała jedna. – Ktoś wiezie skrzypiące skrzypce!
Mela poczuła, jak jej policzki robią się gorące pod futerkiem. Zatrzymała taczkę za krzakiem porzeczek.
„Może kaczki śmieją się ze mnie?” – pomyślała.
Nie chciała już iść do altanki. Paczuszki z nasionami leżały równo ułożone, a jednak Mela patrzyła na nie tak, jakby nagle zrobiły się bardzo ciężkie.
Wtedy obok przyszedł stary jeż Leon. Niósł trzy sznurki, dwa patyczki i kapelusz, który zawsze spadał mu na nos.
– Dzień dobry, Melo. Dlaczego twoja taczka odpoczywa za porzeczkami?
– Bo skrzypi – szepnęła króliczka. – A kiedy skrzypi, wszyscy patrzą.
Jeż Leon usiadł na płaskim kamieniu.
– To chyba jest uczucie, które nazywa się skrępowaniem – powiedział łagodnie. – Człowiek albo królik chciałby wtedy stać się malutki jak ziarenko koperku.
Mela kiwnęła głową.
– Co robić, kiedy ono przychodzi?
– Ja mam mały rytuał odwagi – odparł Leon. – Najpierw dotykam czegoś pewnego. Potem nazywam to, co czuję. A na końcu zadaję jedno proste pytanie.
Mela położyła łapkę na gładkiej rączce taczki.
– Czuję skrępowanie – powiedziała cicho.
Potem zebrała się na odwagę i wyszła zza porzeczek.
Kaczki nadal siedziały przy stawie. Mela przełknęła ślinę.
– Przepraszam – odezwała się. – Czy śmiałyście się ze mnie?
Kaczki aż przestały machać skrzydłami.
– Z ciebie? Skądże! – zawołała pierwsza. – Śmiałyśmy się z dźwięku. Jest taki zabawny, jak małe skrzypce na kółkach.
– Ale jeśli ci to przeszkadza, możemy pomóc – dodała druga.
Wkrótce przyszli też Leon, wiewiórka Ruda i pani Hania. Obejrzeli kółko taczki bardzo uważnie. Ruda przyniosła odrobinę miękkiego wosku z pracowni pszczół, a Leon przytrzymał oś.
– Gotowe – oznajmiła pani Hania.
Mela pchnęła taczkę.
– Skrzyp… – zaczęło kółko, ale zaraz umilkło.
– Teraz brzmi prawie jak myszka w kapciach! – zażartowała kaczka.
Tym razem Mela się uśmiechnęła.
Zawiozła paczuszki do altanki: fasolę dla pani Zosi, miętę dla piekarza, nagietki dla dzieci z sąsiedniego podwórka. Przy każdej paczuszce położyła małą karteczkę z rysunkiem rośliny.
Kiedy zaczęła się wymiana nasion, wszyscy podziwiali jej porządek.
– Jak wiedziałaś, gdzie co położyć? – zapytała mała dziewczynka w żółtej czapce.
Mela spojrzała na zieloną taczkę i odpowiedziała:
– Najpierw zrobiłam miejsce dla odrobiny odwagi. A potem już jakoś poszło.
Na działkach zaszeleściły liście. Nawet taczka stała spokojnie obok altanki, jakby była z siebie bardzo dumna.
Morał
Nie każda uwaga innych jest oceną nas samych. Gdy spokojnie nazwiemy swoje uczucie i zapytamy, łatwiej znaleźć pomoc oraz odzyskać pewność.
