Ciepła bajka dla dzieci o kozie Klarze, która boi się pilnować koszyka z kruchymi jajkami. Dzięki królikowi Leonowi i kurze Matyldzie odkrywa, że w trudnym zadaniu można poprosić o pomoc i znaleźć dobre rozwiązanie. To domowa opowieść o współpracy, zaufaniu i uważności.
Na gospodarstwie pod Wierzbowym Wzgórzem mieszkała koza Klara. Miała kremową sierść, brązową łatkę na uchu i zwyczaj wąchania wszystkiego, co pojawiało się na podwórku. Wąchała wiadra, kalosze, świeże siano, a raz nawet listonosza.
– Ten pan pachnie papierem i mokrym płaszczem – oznajmiła wtedy.
– Klara, nie komentuje się listonoszy – mruknęła kura Matylda, poprawiając piórka.
Klara lubiła być pomocna, ale najchętniej pomagała w takich sprawach, które można było wykonać rogatą głową: przesunąć lekką furtkę, zdjąć czapkę z niskiego płotu albo odnaleźć marchewkę, która wypadła z koszyka.
Pewnego dnia pani Zosia, gospodyni, postawiła na stole wiklinowy koszyk wyłożony miękką ściereczką. W środku leżało sześć jajek od kury Matyldy.
– Muszę zanieść je do sąsiadki, pani Ireny – powiedziała pani Zosia. – Upiecze z nich placek na wspólny podwieczorek. Klara, czy popilnujesz koszyka przez chwilkę? Tylko go nie przewracaj.
Klara spojrzała na jajka. Były gładkie, jasne i tak delikatne, że aż zrobiło jej się nieswojo w kopytkach.
– Ja? Pilnować? – zapytała cicho.
– To bardzo ważne jajka – dodała Matylda. – I bardzo kruche.
To ostatnie słowo zakłuło Klarę w brzuchu jak oset. Klara nie lubiła rzeczy kruchych. Była kozą energiczną. Kiedy się cieszyła, podskakiwała. Kiedy myślała, dreptała w kółko. A kiedy się martwiła, jej rogi wydawały się nagle ogromne.
Pani Zosia poszła po płócienną torbę. W tej samej chwili od strony sadu powiał wiatr. Róg ściereczki uniósł się jak mała chorągiewka, a koszyk przesunął się o włos po gładkim stole.
Klara zastygła.
Mogła trącić koszyk nosem, lecz bała się, że zrobi to za mocno. Mogła zawołać Matyldę, ale kura właśnie uczyła pisklęta, jak nie wchodzić do miski z wodą.
– Nie umiem pilnować kruchych rzeczy – szepnęła Klara.
Wtedy spod stołu wychylił się królik Leon, który chrupał tam listek kapusty.
– Nie musisz umieć wszystkiego sama – powiedział. – Co dokładnie cię martwi?
– Że koszyk się przesunie. Albo że ja go przesunę. Albo że przesunie się i ja go przesunę jeszcze bardziej.
Leon pokiwał głową, jakby była to bardzo rozsądna lista zmartwień.
– To zróbmy mu bezpieczne miejsce.
Klara przyniosła dwa małe worki z sianem. Leon ułożył je po bokach koszyka. Matylda, gdy usłyszała o sprawie, przyniosła kilka miękkich piórek.
– Piórka nie są do wszystkiego – zaznaczyła. – Ale do jajek są w sam raz.
Klara ostrożnie, najostrożniej jak potrafiła, przytrzymała ściereczkę rogiem. Nie naciskała. Po prostu stała blisko, spokojna i nieruchoma. Wiatr dmuchnął jeszcze raz, lecz koszyk ani drgnął.
Gdy pani Zosia wróciła, zobaczyła wokół stołu małą budowlę z siana, piórek i jeden bardzo skupiony kozi nos.
– Ojej, Klara – uśmiechnęła się. – Ależ pięknie zadbałaś o jajka.
Klara odetchnęła tak głęboko, że poruszyła się jej brązowa łatka na uchu.
– Sama bym nie dała rady – przyznała. – Ale Leon pomyślał o workach, a Matylda o piórkach.
– A ty zauważyłaś, że potrzebna jest pomoc – powiedziała pani Zosia. – To też jest ważna umiejętność.
Na wspólnym podwieczorku placek pani Ireny pachniał jabłkami i cynamonem. Klara dostała swoją porcję na małym talerzyku.
– Czy to są te ważne jajka? – spytała.
– Te same – odparła Matylda z dumą.
Klara spróbowała kawałeczka i uśmiechnęła się.
– Kruche rzeczy są trochę straszne – powiedziała. – Ale chyba można się nimi zajmować. Zwłaszcza razem.
Morał
Nie trzeba radzić sobie ze wszystkim samemu. Gdy spokojnie powiemy, czego się obawiamy, wspólne rozwiązanie często znajduje się szybciej.
