Na malowniczej ścieżce, w scenerii pełnej kwitnących drzew, mała koza z niebieską chustką niesie kosz pełen świeżych bułek, a obok niej kroczy uroczy jeżyk. W tle widoczny jest drewniany most nad strumykiem i przytulna chatka, co tworzy idealną atmosferę wiejskiej idylli. Ten obrazek jest doskonały na stronę z bajkami na dobranoc, wprowadzającą dzieci w wieku 3-10 lat w magiczny świat snów.

Koza Zuzia i koszyk z krzywymi bułkami

Ciepła bajka dla dzieci o kozie Zuzi, która dostaje ważne zadanie: ma zanieść koszyk bułek do wiejskiej świetlicy. Kiedy jedna z bułek potoczy się na ścieżkę, Zuzia martwi się, że zawiodła. Dzięki życzliwemu jeżykowi odkrywa jednak, że odpowiedzialność oznacza także powiedzenie o pomyłce i szukanie dobrego rozwiązania. Opowieść o odwadze, uważności, higienie oraz akceptowaniu niedoskonałości.


Na małym gospodarstwie pod wzgórzem mieszkała koza Zuzia. Miała miękką, kawową sierść, dwa króciutkie rożki i dzwoneczek przy obroży, który odzywał się tylko wtedy, gdy Zuzia naprawdę się czymś przejmowała.

Dzyń, dzyń, dzyń.

Tego dnia przejmowała się bardzo.

Pani Daria poprosiła ją, żeby zaniosła do wiejskiej świetlicy koszyk bułek z piekarni. Bułki były jeszcze ciepłe, pachniały masłem i sezamem, a każda miała inny kształt. Jedna przypominała chmurkę, druga małe ucho, a trzecia wyglądała zupełnie jak kapelusz pana Rocha, piekarza.

– To są bułki na wspólny podwieczorek – wyjaśniła pani Daria. – Dzieci będą robiły z nich zabawne kanapki.

Zuzia popatrzyła na koszyk i przełknęła ślinę.

– A jeśli je rozsypię? – spytała cicho.

– Wtedy je pozbierasz i powiesz mi, co się stało – odpowiedziała pani Daria, poprawiając jej niebieską chustkę. – Nie trzeba iść szybko. Trzeba iść uważnie.

Droga do świetlicy prowadziła przez sad, obok studni i małego mostku nad rowem. Zuzia ruszyła powolutku. Niosła koszyk w pysku, więc nie mogła podśpiewywać, choć zwykle bardzo lubiła to robić.

Przy studni spotkała kury Felę i Pelę.

– Dokąd tak dostojnie? – zagdakała Fela.

Zuzia chciała odpowiedzieć, ale koszyk zasłaniał jej pół pyszczka. Kiwnęła tylko głową.

– Wyglądasz, jakbyś niosła tort dla króla – stwierdziła Pela.

Dzwoneczek Zuzi zadzwonił nerwowo.

Dzyń, dzyń.

Za mostkiem zawiał lekki wiatr. Chustka zsunęła się jej na jedno oko, a koszyk przechylił się troszeczkę. Jedna bułka potoczyła się po ścieżce i zatrzymała przy kępie stokrotek.

Zuzia stanęła jak wryta.

– Ojej – szepnęła.

Z krzaka porzeczek wychylił się mały jeżyk Franek. Na grzbiecie niósł trzy suche listki, bo właśnie urządzał sobie pod drzewem kącik do czytania.

– Czy to bułka uciekła na spacer? – zapytał.

Zuzia spuściła uszy.

– Miałam donieść wszystkie. A teraz jedna jest na ziemi. Może nie umiem być pomocna.

Franek podszedł bliżej, lecz nie dotknął bułki.

– Wciąż jesteś pomocna – powiedział łagodnie. – Po prostu tej bułki nie zaniesiemy dzieciom, bo spadła na ziemię. Możesz powiedzieć o tym pani Darii. A Fela i Pela z pewnością ucieszą się z niej później, jeśli pani Daria pozwoli.

Zuzia spojrzała do koszyka. Jedna bułka była okrągła, jedna podłużna, a ta w kształcie kapelusza pana Rocha nawet lekko przekrzywiona.

– I tak wszystkie są trochę krzywe – zauważyła.

– To świetnie – powiedział Franek. – Kanapki z prostych bułek bywają bardzo porządne. Ale kanapki z krzywych bułek mają charakter.

Zuzia ostrożnie podniosła bułkę z ziemi i położyła ją na dużym liściu, z dala od koszyka. Potem zawiązała chustkę mocniej pod szyją. Franek szedł obok niej aż do świetlicy, pilnując, by żaden listek nie wpadł do środka.

Dzieci już czekały przy długim stole. Gdy zobaczyły bułki, klasnęły w dłonie.

– Ta jest jak księżyc! – zawołał Adaś.

– A ta jak śmieszny but! – dodała Maja.

Zuzia od razu opowiedziała pani Darii o bułce, która upadła na ścieżkę.

– Dobrze, że mi powiedziałaś i nie włożyłaś jej z powrotem do koszyka – pochwaliła ją pani Daria. – Właśnie tak zachowuje się ktoś odpowiedzialny.

Najbardziej spodobała dzieciom bułka w kształcie kapelusza pana Rocha. Zrobili z niej kanapkę-lwa: z plasterkami sera na grzywę, ogórkiem na nos i dwiema borówkami na oczy.

– To najzabawniejszy lew, jakiego widziałam – powiedziała Zuzia.

Jej dzwoneczek zabrzmiał już zupełnie inaczej.

Dzyń.

Jedno spokojne, zadowolone dzyń.

A gdy wracała na gospodarstwo, zaniosła bułkę z liścia do pani Darii. Pani Daria pokruszyła ją dla Feli i Peli, które zagdakały z taką radością, jakby dostały zaproszenie na królewski podwieczorek.

Zuzia zaśpiewała wtedy tak głośno, że nawet kury przestały na chwilę dziobać, żeby posłuchać.


Morał

Mała pomyłka nie przekreśla dobrego zadania. Odpowiedzialność to spokojnie powiedzieć, co się stało, i znaleźć właściwe rozwiązanie.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *