Kolejny ciepły odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola dostarcza pudełko z sześcioma łyżeczkami, lecz odkrywa, że przez lekko niedomknięte wieczko jedna mogła wypaść po drodze. Wspólne szukanie z panią Basią i małym krabem Kaziem pokazuje, że warto liczyć, sprawdzać szczegóły i przyjmować pomoc.
W porcie Nad Srebrną Falą wydra Pola miała małą drewnianą łódkę, granatową czapkę z pomponem i bardzo starannie ułożoną skrzynkę na przesyłki. W skrzynce były przegródki: na listy, na nasiona, na guziki, a nawet na rzeczy, które „trzeba odnieść, ale najpierw warto się zastanowić dokąd”.
Tego dnia pan Pelikan podał Poli płaskie pudełko przewiązane zielonym sznurkiem.
– To dla pani Basi z herbaciarni – powiedział. – Jest w nim sześć srebrnych łyżeczek. Prosiła o nie na spotkanie koła opowiadaczy.
Pola zajrzała na etykietkę.
– Sześć łyżeczek. Rozumiem. Będę ostrożna jak czapla na mokrym pomoście.
– Czaple nie noszą czapek – zauważył pan Pelikan.
– Właśnie dlatego muszą uważać podwójnie – odparła Pola i poprawiła swój pompon.
Łódka płynęła spokojnie między drewnianymi pomostami. Na wodzie kołysały się odbicia kolorowych domków: żółte, niebieskie i jedno różowe, które pani Basia nazywała malinowym, choć wszyscy inni mówili po prostu „bardzo różowe”.
Kiedy Pola dopłynęła do herbaciarni, zobaczyła, że na tarasie stoi już sześć kubków. Jeden był w kropki, jeden w paski, dwa miały namalowane liście, a dwa były całkiem białe.
– Przywiozłam łyżeczki! – zawołała.
Pani Basia klasnęła w dłonie.
– Och, cudownie. Bez nich trudno mieszać herbatę z miodem.
Pola położyła pudełko na stoliku. Dopiero wtedy zauważyła, że jeden róg wieczka lekko się uniósł spod zielonego sznurka. Ostrożnie rozwiązała kokardkę i zajrzała do środka. Leżało tam jednak tylko pięć łyżeczek.
Wydra znieruchomiała. Jej wąsy opadły odrobinkę niżej.
– Było ich sześć – powiedziała cicho. – Przynajmniej tak było napisane.
Pani Basia nie marszczyła czoła. Usiadła przy stoliku i powiedziała spokojnie:
– To sprawdźmy razem. Czasem jedna rzecz chowa się tak sprytnie, jak biszkopt w kieszeni fartucha.
Pola obejrzała pudełko z każdej strony. Potem zajrzała do skrzynki w łódce, pod granatową czapkę i do kieszonki, w której nosiła sznurek, kredkę oraz dwa gładkie kamyki na szczęście. Łyżeczki nigdzie nie było.
– Widocznie wysunęła się przez niedomknięty róg, kiedy wysiadałam z łódki – szepnęła.
Było jej przykro. Lubiła, kiedy przesyłki docierały dokładnie takie, jakie miały dotrzeć: suche, całe i policzone.
Wtedy z pomostu dobiegło delikatne: dzyń, dzyń.
Mały krab Kazio siedział przy wiadrze z muszelkami i próbował dotknąć czymś błyszczącym wielkiej różowej muszli.
– Kazio! – zawołała Pola. – Co tam masz?
Krab podniósł szczypce. Trzymał szóstą łyżeczkę.
– Znalazłem ją przy schodkach – wyjaśnił. – Myślałem, że to wiosło dla mrówki.
Pola aż usiadła z ulgi.
– To łyżeczka. Dziękuję, że jej nie schowałeś.
– Nie schowałem – powiedział Kazio. – Pomyślałem, że ktoś jej szuka. Ja też kiedyś szukałem swojej ulubionej muszelki. Była pod moją łapką.
Pani Basia włożyła łyżeczkę do pudełka, a potem podała Kaziowi mały kubeczek z wodą i plasterkiem jabłka.
– Za uważność należy się coś miłego – powiedziała.
Pola spojrzała na sześć łyżeczek, potem na sześć kubków i odetchnęła głęboko.
– Następnym razem najpierw dokładnie obejrzę pudełko, zanim ruszę łódką – powiedziała.
– A jeśli czegoś nie znajdziesz? – spytała pani Basia.
Pola uśmiechnęła się.
– To poproszę o pomoc. W porcie zawsze ktoś zauważy coś, czego ja jeszcze nie widzę.
Na tarasie rozległo się sześć cichych stuknięć. To łyżeczki mieszały herbatę z miodem, każda w swoim kubku. A Pola pomyślała, że nawet małe zguby czasem prowadzą do spotkania z kimś nowym.
Morał
Kiedy coś nie idzie zgodnie z planem, warto spokojnie sprawdzić szczegóły i poprosić o pomoc. Uważność kilku osób może dostrzec więcej niż jedna para oczu.
