Kolejny odcinek ciepłej serii o kocie Felku z kamienicy przy ulicy Morelowej. Felek ma dostarczyć ważną kopertę, ale boi się zniszczyć wielkie kredowe miasto narysowane na podwórku. Dzięki dzieciom i Pikusiowi odkrywa, że proszenie o wsparcie może zamienić trudność w piękną wspólną przygodę.
Na trzecim piętrze kamienicy przy ulicy Morelowej kot Felek znalazł pod drzwiami małą, kremową kopertę.
Na kopercie ktoś napisał zielonym atramentem: „Dla pani Zosi z parteru. Proszę dostarczyć ostrożnie”.
Felek wygładził wąsy.
– Ostrożnie to moje drugie imię – oznajmił.
Pierwszym imieniem było, oczywiście, Felek.
Tego dnia na podwórku dzieci rysowały kredą wielkie miasto. Były tam fioletowe uliczki, pomarańczowy most, sklep z chmurami i fontanna, z której zamiast wody tryskały błękitne spirale.
– Możesz przejść bokiem – powiedziała Maja, która rysowała właśnie rondo w kształcie poziomki. – Tylko nie rozmaż drogi do skrzynki na listy. To najważniejsza ulica w całym mieście.
Felek spojrzał na kopertę. Potem na kredowe miasto. A potem na swoje łapki, które nagle wydały mu się ogromne jak poduszki na kanapie.
– Ja chyba… nie umiem przejść tak delikatnie – mruknął.
Nie chciał niszczyć ani jednej kreski. Wiedział, ile pracy kosztuje narysowanie domów z oknami, w których mieszkają miniaturowe bazyliszki, i drzew o liściach jak małe serduszka.
Spróbował postawić łapę przy samym murze. Lecz tam leżał kawałek kredy, okrągły i śliski. Spróbował przejść przy rabatce, ale z ziemi wystawała konewka pani Zosi. Felek usiadł pośrodku schodka i ścisnął kopertę pod łapką.
– Pani Zosia pewnie czeka – powiedział cicho.
Wtedy z piaskownicy wyszedł pies Pikusi. Niósł na obroży żółtą wstążkę i wyglądał tak, jakby właśnie wygrał bardzo ważny wyścig z własnym ogonem.
– Czemu siedzisz jak zmokła bułka? – zapytał.
– Bo mam list, a nie chcę nadepnąć na miasto z kredy.
Pikusi przyjrzał się rysunkowi.
– To nie jest przeszkoda – powiedział po chwili. – To mapa.
Maja uniosła głowę.
– Właśnie! – zawołała. – Możemy dorysować ci ścieżkę dla listonosza.
Dzieci przyniosły białą, zieloną i złotą kredę. Maja narysowała drobne kocie łapki, które prowadziły od schodów aż do skrzynki na listy. Olek dodał po bokach małe latarnie, a Pikusi, choć nie umiał rysować, bardzo starannie wskazywał nosem miejsca na zakręty.
– Tędy, panie Felku – powiedziała Maja z ukłonem.
Ścieżka była wąska, lecz jasna jak nitka światła między liśćmi. Felek ruszył powoli. Jedna łapka. Druga łapka. Ogon wysoko, koperta bezpiecznie pod pachą.
Przy ostatnim zakręcie zawahał się. Złota kredowa linia biegła tuż obok narysowanego stawu, w którym pływały trzy zielone ryby.
– Dasz radę – szepnął Pikusi.
Felek nabrał powietrza i przeszedł ostrożnie, nie rozmazując ani jednej rybki.
Gdy wręczył kopertę pani Zosi, starsza sąsiadka przeczytała ją i aż przycisnęła dłoń do serca.
– To zaproszenie na herbatę od mojej siostry – powiedziała z uśmiechem. – A ja myślałam, że zapomniała o moich imieninach.
Potem spojrzała na kredową ścieżkę.
– Jaka piękna droga.
Felek wrócił tą samą trasą, już pewniej. A dzieci dopisały przy niej małą tabliczkę:
„Ulica Felka. Tylko dla tych, którzy idą uważnie.”
Felek przeczytał napis dwa razy, bo bardzo mu się spodobał.
– Czy mogę tu czasem przechodzić? – zapytał.
– Oczywiście – odparła Maja. – Każde miasto potrzebuje kogoś, kto dostarcza ważne rzeczy.
I od tej pory, gdy na podwórku pojawiał się list, zagubiony guzik albo rysunek dla sąsiada, Felek wiedział, że nie musi znać wszystkich dróg od razu. Czasem najlepsza ścieżka powstaje wtedy, gdy ktoś narysuje ją razem z tobą.
Morał
Nie zawsze trzeba samemu wiedzieć, którędy iść. Życzliwi przyjaciele potrafią pomóc odnaleźć własną, bezpieczną drogę.
