W urokliwym wnętrzu przytulnej biblioteki, mały chłopiec z zainteresowaniem przegląda barwną książkę, stojąc obok świecącej latarni. Obok niego, z subtelnym uśmiechem, dorosła osoba z dumą obserwuje ten magiczny moment odkrycia. To idealna scena na stronę z bajkami na dobranoc, która rozbudzi wyobraźnię dzieci w wieku 3-10 lat, pomagając rodzicom w poszukiwaniu najlepszych opowieści do snu.

Tymek i zielona latarnia z biblioteki

Spokojna bajka dla dzieci o Tymku, który ma wybrać książkę i opowiedzieć o niej swojej klasie, choć bardzo się tego wstydzi. W niezwykłej bibliotece zielona latarnia pomaga mu odnaleźć historię bliską jego sercu i odkryć, że cichy głos również może być ważny.


W bibliotece przy ulicy Kwiatowej stała latarnia tak niezwykła, że nikt nie pamiętał, kiedy się tam pojawiła. Miała zielone szkło, mosiężną rączkę i mały daszek, jak domek dla świetlika.

Nie świeciła zwykłym światłem. Rozjarzała się tylko wtedy, gdy ktoś nie wiedział, jaką książkę wybrać.

Tymek wiedział o tym, ponieważ przychodził do biblioteki prawie w każdą środę. Lubił książki o dalekich wyspach, wynalazkach i zwierzętach, które potrafiły robić rzeczy zupełnie niezwierzęce, na przykład piec naleśniki albo grać na flecie.

Tego dnia pani bibliotekarka, pani Róża, postawiła przed nim mały stosik książek.

– Możesz wybrać jedną na szkolne czytanie – powiedziała. – Taką, którą potem opowiesz klasie.

Tymek od razu poczuł, że w brzuchu robi mu się ciasno jak w pudełku po kredkach.

– Opowiem klasie? – szepnął.

– Jeśli zechcesz. Możesz też przeczytać tylko ulubiony fragment.

Na stoliku czekały trzy książki: o wielorybie, który szukał cichej zatoki, o dziewczynce budującej latawiec i o małym ogrodniku, który rozumiał mowę nasion.

Każda wyglądała pięknie. Każda była trochę za ważna.

Tymek wziął książkę o wielorybie, potem ją odłożył. Sięgnął po latawiec, lecz okładka nagle wydała mu się zbyt kolorowa. Książka o ogrodniku pachniała papierem i odrobiną mięty, ale Tymek też nie potrafił jej wybrać.

Wtedy zielona latarnia rozbłysła.

Nie mocno. Tak delikatnie, jakby w środku otworzyło się jedno małe listko światła.

– Ojej – powiedział Tymek.

Pani Róża uśmiechnęła się znad katalogu.

– Widzę, że latarnia ma dziś coś do powiedzenia.

Ze szkła latarni padł zielonkawy blask prosto na najniższą półkę. Tymek przykucnął. Tam, za atlasem chmur i książką o guzikach, leżała cienka książeczka bez błyszczącej okładki.

Nazywała się „Pan Bąk i ogród pytań”.

– To chyba nie jest zbyt wielka książka – powiedział Tymek.

– Wielkość książki rzadko mówi, ile mieści się w środku – odparła pani Róża.

Tymek usiadł na pufie w kształcie gruszki i zaczął czytać. Pan Bąk w książce nie umiał głośno bzyczeć przy innych owadach. Gdy chciał coś powiedzieć, jego skrzydła robiły tylko: „bzy… bzy…”. Jednak znał najwięcej kwiatów w całym ogrodzie i pewnego dnia pomógł wszystkim znaleźć roślinę, której nikt nie potrafił nazwać.

Tymek przeczytał książeczkę do końca. Potem jeszcze raz odnalazł fragment, w którym pan Bąk mówił: „Nie trzeba być najgłośniejszym, żeby przynieść ważną wiadomość”.

– Ta mi się podoba – oznajmił.

Ale kiedy wypowiedział te słowa, przypomniał sobie klasę. Krzesła. Wszystkie twarze. I panią, która może powiedzieć: „Tymku, teraz ty”.

Jego odwaga skurczyła się do rozmiaru pestki jabłka.

Pani Róża zauważyła, że chłopiec mocniej ściska brzeg książeczki.

– Chcesz przećwiczyć? – zapytała.

– Ale tu nie ma klasy.

– Jest za to regał z książkami podróżniczymi. One słyszały już wiele opowieści.

Tymek spojrzał na wysoki regał. Grube tomy stały spokojnie, jeden przy drugim, jak cierpliwi słuchacze w płaszczach z papieru.

Stanął przed nimi.

– Pan Bąk… – zaczął.

Głos miał cichy.

Zielona latarnia zamigotała raz.

– Pan Bąk nie umiał głośno bzyczeć – powiedział Tymek trochę wyraźniej. – Ale umiał uważnie patrzeć.

Pani Róża nie przerwała ani słowem. Nawet zegar nad drzwiami tykał jakby ciszej.

Tymek opowiedział cały fragment. Nie szybko i nie idealnie. W połowie pomylił nazwę kwiatu, ale zajrzał do książki i znalazł właściwą. Na końcu zrobił małą pauzę.

– I wtedy inni odkryli, że pan Bąk miał rację – zakończył.

Przez chwilę w bibliotece było zupełnie cicho.

Potem pani Róża klasnęła dwa razy, miękko, jakby oklaskiwała motyla, który właśnie usiadł na dłoni.

– To była bardzo ważna wiadomość – powiedziała.

Tymek poczuł, że pestka odwagi w jego brzuchu nie zniknęła. Przeciwnie. Wypuściła maleńki, zielony kiełek.

Gdy wychodził z biblioteki z książeczką pod pachą, latarnia już nie świeciła. Lecz na jej szkiełku tańczyła mała plamka światła, podobna do uśmiechu.

A Tymek pomyślał, że w klasie nie musi mówić najgłośniej. Wystarczy, że powie to, co naprawdę chce przekazać.


Morał

Odwaga nie zawsze brzmi głośno. Czasem zaczyna się od jednego zdania wypowiedzianego po swojemu.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *