To ciepła, domowa bajka dla dzieci o małej pietruszce, która chciała być kimś innym, a odkryła, że jej własny zapach i smak są bardzo potrzebne. Opowieść wspiera akceptację siebie, cierpliwość i poczucie, że każdy ma w domu i wśród bliskich swoje ważne miejsce.
W kuchni pani Hani wszystko miało swoje miejsce. Na półce stały słoiki, w koszyku leżały jabłka, a na desce czekały warzywa na zupę. Wśród nich była Pietrusia — mała pietruszka z zielonym czubkiem, która od rana zerkała na czerwonego pomidora i wzdychała cichutko.
— Ach, ty to masz szczęście — powiedziała. — Jesteś okrągły, błyszczący i wszyscy od razu mówią: „Jak pięknie pachniesz!”.
Pomidor aż zadrżał z dumy, ale po chwili uśmiechnął się łagodnie.
— A ty pachniesz tak, że aż chce się ugotować coś dobrego — odpowiedział. — Bez ciebie ta zupa byłaby tylko ciepłą wodą z warzywami.
Pietrusia zamrugała. Nie była pewna, czy to żart, więc postanowiła sprawdzić sama. Kiedy pani Hania zaczęła kroić warzywa, pietruszka potoczyła się trochę na bok i wylądowała obok marchwi.
— Ojej — szepnęła marchew. — Ty też jesteś potrzebna. Wczoraj to właśnie ty sprawiłaś, że rosół pachniał jak dom.
Pietrusia zrobiła się od tego ciepła aż zielona z radości, choć zielona była już wcześniej.
Tego dnia w kuchni działo się jeszcze trochę małych rzeczy. Łyżka stuknęła o garnek, kot letnio przeciągnął się pod stołem, a pani Hania mruczała pod nosem: „Szczypta soli, odrobina cierpliwości i wszystko się uda”. To była taka zwyczajna, spokojna bajka dla dzieci, tylko że prawdziwa jak zapach obiadu unoszący się w domu.
Gdy zupa zaczęła pyrkać bardzo cicho, Pietrusia spojrzała na innych warzywnych sąsiadów. Każde było inne. Pomidor miał swój sok i kolor. Marchew swoją słodycz. Seler mocny zapach. Cebula, choć czasem wywoływała łzy, też była ważna.
— Chyba nie muszę pachnieć jak pomidor — powiedziała Pietrusia ostrożnie.
— Nie musisz — odparł pomidor. — Dobrze, że jesteś pietruszką. Gdyby każdy chciał być kimś innym, w garnku zrobiłby się niezły bałagan.
To akurat rozbawiło panią Hanię, która usłyszała ostatnie słowa, bo w kuchni czasem słyszy się więcej, niż się wydaje.
— No proszę — zaśmiała się miękko. — Nawet warzywa wiedzą, że najlepiej być sobą.
Pietrusia aż się wyprostowała. Potem, już bardzo spokojna, wylądowała w garnku razem z resztą. Tam zrozumiała coś ważnego: nie trzeba błyszczeć najgłośniej, żeby być potrzebnym. Wystarczy dać z siebie to, co ma się własne i dobre.
Kiedy zupa była gotowa, cała kuchnia pachniała ciepłem, cierpliwością i zwyczajnym domem. Pani Hania nalała porcję do miski i powiedziała do wnuczki:
— Spróbuj. Tu jest trochę marchewki, trochę pomidora i odrobina pietruszki. Każdy dorzucił coś od siebie.
Dziewczynka zamieszała łyżką i uśmiechnęła się.
— Smakuje jak przytulenie.
Pietruszka, już bez żadnych zmartwień, poczuła się bardzo ważna. I choć nikt jej nie nosił na pokaz, wszyscy byli wdzięczni, że jest dokładnie taka, jaka jest.
A gdy w domu zrobiło się cicho i spokojnie, w garnku nie zostało już nic oprócz miłego wspomnienia. Tak kończy się czasem najlepsza bajka na dobranoc: zwyczajnie, ciepło i z poczuciem, że wszystko jest na swoim miejscu.
Morał
Nie trzeba być podobnym do innych, żeby być ważnym. Czasem właśnie to, co w nas najzwyklejsze, robi najwięcej dobra.
