Ciepła bajka dla dzieci o myszce Toli, która pomaga w bibliotece, ale wstydzi się zadawać własne pytania. Dzięki życzliwemu wiewiórkowi i dzieciom odkrywa, że ciekawość nie musi być wielka ani idealna, żeby prowadziła do pięknych rozmów. To opowieść o nieśmiałości, odwadze i radości poznawania świata.
W bibliotece przy placu Kasztanowym mieszkała mała myszka Tola. Miała okrągłe uszka, zielony fartuszek z kieszonką i pracę, którą bardzo lubiła: układała zakładki, prostowała obrazkowe książki i odkładała kredki do kubków.
Tola znała każdy kąt biblioteki. Wiedziała, że atlas o ptakach pachnie trochę kurzem, a książka o zupach ma na stronie trzydziestej drugiej plamkę po marchewce. Najbardziej lubiła jednak słuchać pytań dzieci.
– Dlaczego ślimak nosi domek? – pytał Jaś.
– Czy chmury mają ciężkie kapcie? – zastanawiała się Lila.
– A czy ryba może mieć ulubiony kolor? – dopytywał Franek.
Tola znała wiele odpowiedzi, ale własne pytania chowała głęboko w sobie. Wydawały jej się za małe. Takie jak ona.
Pewnego dnia pani bibliotekarka postawiła przy wejściu niską drewnianą półkę.
– Zrobimy tu miejsce na pytania – oznajmiła. – Każdy może napisać swoje na karteczce, a potem wspólnie poszukamy odpowiedzi w książkach.
Na półce stanęło pudełko z napisem: „Pytania ważne, dziwne i jeszcze nieodkryte”. Obok leżały ołówki, kartki i słoiczek z gumką w kształcie gruszki.
Dzieci od razu zabrały się do pisania. Jedna karteczka pytała, skąd pszczoły wiedzą, do którego kwiatu lecieć. Druga: czy wszystkie drzewa szeleszczą tak samo. Trzecia była tak długa, że wystawała z pudełka jak język.
Tola też usiadła przy stoliku. Wzięła ołówek i napisała bardzo starannie:
„Czy książki pamiętają, kto je czytał?”
Spojrzała na zdanie. Serduszko pod fartuszkiem zrobiło jej małe: puk-puk.
– To chyba głupiutkie – szepnęła i złożyła kartkę na cztery części.
Wtedy obok pojawił się wiewiórek Borys, który przyniósł do biblioteki książkę o budowaniu karmników.
– Co tam masz? – zapytał.
– Nic takiego.
Borys nie zaglądał Tolce przez ramię. Usiadł tylko na krześle, które dla niego było odrobinę za niskie.
– Ja kiedyś zapytałem, czy orzechy śnią o lesie – powiedział. – Pan bibliotekarz długo się śmiał. Nie ze mnie, tylko z tego, że sam nigdy o tym nie pomyślał.
Tola rozprostowała karteczkę.
– Naprawdę nie było to niemądre?
– Pytanie jest jak kluczyk – odparł Borys. – Czasem otwiera książkę, a czasem rozmowę.
Myszka nadal się wahała. W końcu wsunęła swoją kartkę do pudełka tak cicho, jakby wkładała list do sekretnej skrzynki.
Po kilku dniach odbyło się spotkanie przy półce. Pani bibliotekarka czytała pytania po kolei, a dzieci szukały odpowiedzi w encyklopediach i opowiadaniach. Gdy wyjęła małą, starannie złożoną kartkę, Tola aż schowała łapki do kieszeni.
– „Czy książki pamiętają, kto je czytał?” – przeczytała pani bibliotekarka.
Zapadła krótka, miękka cisza.
– Moim zdaniem pamiętają po zakładkach – powiedziała Lila.
– I po okruszkach, ale tych nie zostawiamy – dodał Jaś.
Wszyscy zachichotali.
Borys podniósł łapkę.
– A może pamiętają po tym, że ktoś się przy nich uśmiechnął?
Tola poczuła, że jej uszka robią się ciepłe. Tym razem nie schowała się za pudełkiem.
– To było moje pytanie – powiedziała.
– Jest piękne – odparła pani bibliotekarka. – Możemy zrobić dla niego specjalną odpowiedź.
Tego samego popołudnia dzieci przygotowały małe papierowe zakładki. Na każdej napisały: „Ta książka była czytana z ciekawością”. Tola przywiązała je zieloną nitką i ułożyła na nowej półce.
Od tamtej pory pudełko z pytaniami szybko się zapełniało. A Tola, kiedy tylko coś ją zaciekawiło, nie składała już kartki na cztery części. Pisała wyraźnie i zostawiała miejsce dla następnego pytania.
Morał
Nawet małe pytanie może otworzyć ważną rozmowę. Warto dać swojej ciekawości odrobinę odwagi.
