Ciepła bajka dla dzieci o Hani, której podczas przygotowań do świetlicowego kiermaszu nic nie chce wyjść tak, jak planowała. Dzięki rozmowie ze Stasiem i odrobinie wyobraźni odkrywa, że niedoskonałe rzeczy także mogą być piękne i potrzebne. To spokojna opowieść o kreatywności, współpracy i nabieraniu pewności siebie.
W świetlicy przy ulicy Morelowej stało siedem małych krzeseł. Sześć było żółtych, a jedno zielone. Zielone miało na oparciu rysę w kształcie przecinka i lekko skrzypiało, kiedy ktoś siadał zbyt energicznie.
Hania zawsze wybierała właśnie je.
– To moje krzesło-przecinek – mówiła. – Jeszcze nie kończy zdania.
Pani Ela, która prowadziła świetlicę, uśmiechała się wtedy znad pudełka z kredkami.
Pewnego dnia dzieci miały przygotować kiermasz drobnych rzeczy na remont karmnika w parku. Nie chodziło o wielkie pieniądze ani wielkie plany. Każdy mógł zrobić coś małego: zakładkę do książki, papierowy kwiatek, obrazek albo woreczek pachnący suszoną miętą.
Hania umiała pięknie nawlekać koraliki. Robiła z nich bransoletki w kolorach jagód, liści i mandarynek. Ale tego dnia nic jej nie wychodziło.
Najpierw rozsypały jej się zielone koraliki. Potem sznurek zaplątał się w rękaw swetra. A gdy próbowała zrobić bransoletkę z niebieskich paciorków, jeden z nich potoczył się prosto pod szafkę.
– Nie będę nic sprzedawać – mruknęła Hania. – Moje rzeczy są jakieś krzywe.
Usiadła na zielonym krześle tak cicho, że nawet ono nie skrzypnęło.
Obok pracował Staś. Wyciął z kartonu trzydzieści dwa listki, ale każdy wyglądał trochę inaczej.
– Mój największy jest jak kapusta – powiedział zmartwiony.
– A ten ma dziurę – zauważyła Hania.
– Właśnie. To chyba najgorszy listek świata.
Hania spojrzała na swoje koraliki, potem na listki Stasia. Przez chwilę oboje milczeli.
Nagle zielone krzesło skrzypnęło: skrzyp.
– Może ono ma pomysł – szepnęła Hania.
Staś parsknął śmiechem.
– Krzesło?
– No co? Siedzi tu codziennie i wszystkiego słucha.
Hania podniosła listek z dziurą i przyłożyła go do okna. Światło przeszło przez mały otwór, zostawiając na stole jasną plamkę.
– Stasiu, to nie dziura. To miejsce na koralik!
Po chwili dzieci zrobiły zakładki z kartonowych listków. Przez każdą dziurkę przewlekały krótki sznureczek z jednym koralikiem. Listek-kapusta dostał koralik czerwony jak małe jabłko. Krzywy listek dostał trzy żółte, bo wyglądał, jakby tańczył.
– Te są lepsze niż zwykłe – powiedziała pani Ela, oglądając ich pracę. – Każda zakładka jest inna.
Hania poczuła, jak robi jej się ciepło w policzkach. Nie takie gorące jak wtedy, gdy człowiek się wstydzi. Raczej takie, jak po kubku kakao.
Na kiermaszu pierwsza zakładka sprzedała się pani z piekarni. Wybrała tę z listkiem-kapustą.
– Jest wesoła – powiedziała. – Będę nią zaznaczać przepisy na bułeczki.
Potem chłopiec w granatowej czapce kupił zakładkę z krzywym listkiem.
– Ta wygląda, jakby biegła – oznajmił.
Pod koniec kiermaszu zostały tylko dwie zakładki. Hania chciała jedną zatrzymać dla siebie, lecz zauważyła dziewczynkę, która długo oglądała stolik i nieśmiało chowała ręce w kieszeniach.
– Chcesz wybrać? – zapytała Hania.
Dziewczynka pokiwała głową.
– Tę z zielonym koralikiem.
– To dobry wybór – odparła Hania. – Zielony jest spokojny.
Gdy świetlica opustoszała, Hania postawiła zielone krzesło pod ścianą. Delikatnie przejechała palcem po rysie w kształcie przecinka.
– Dziękuję za pomysł – powiedziała cicho.
Krzesło, rzecz jasna, nic nie odpowiedziało.
Tylko skrzypnęło odrobinę.
Skrzyp.
Jakby mówiło: „To jeszcze nie koniec dobrych zdań”.
Morał
Nie wszystko musi być równe i idealne, żeby sprawić komuś radość. Czasem najlepszy pomysł pojawia się wtedy, gdy spokojnie spojrzymy na swoją pomyłkę.
