Na obrazku widoczne są dzieci w wieku przedszkolnym, które z zaangażowaniem sadzą rośliny w drewnianych skrzynkach, w otoczeniu malowniczej, letniej sceny ogrodowej. Obok nich stają ptak i ślimak, obserwując stół pełen miseczek z różnymi nasionami, gotowymi do posadzenia. Ta urocza ilustracja idealnie pasuje do stron z bajkami na dobranoc, które wprowadzają dzieci w świat przyrody i pomagają zasnąć pełnymi fantazji snami.

Żuraw Iwo i wiatr, który pomieszał nasiona

Poetycka bajka dla dzieci o żurawiu Iwie, który lubi, gdy wszystko jest na swoim miejscu. Kiedy wiatr miesza nasiona przygotowane do szkolnego ogrodu, Iwo wraz z przyjaciółmi odkrywa, że uważność i współpraca mogą zamienić pomyłkę w ciekawy, nowy pomysł. To spokojna opowieść o elastyczności, naturze i odwadze, by zacząć jeszcze raz.


Na mokrej łące, gdzie trawy falowały jak zielone włosy olbrzyma, mieszkał żuraw Iwo. Miał popielate skrzydła, czerwony znak na głowie i bardzo długie nogi, które stawiał ostrożnie, jakby ziemia była wielką mapą.

Iwo lubił porządek. Wiedział, w której kępie rośnie mięta wodna, gdzie kumka najmniejsza żabka i pod jakim kamieniem mrówki przechowują suche nasiona. Najbardziej ze wszystkiego lubił pomagać pani Zosi, ogrodniczce z pobliskiej szkoły, która przygotowywała nasiona łąkowych kwiatów do papierowych torebek.

Na każdej torebce widniał obrazek: dzwonek, mak, chaber albo słoneczna rudbekia.

– Dziś wysiejemy je przy szkolnym płocie – powiedziała pani Zosia. – Wiosną dzieci zobaczą tam prawdziwą, małą łąkę.

Iwo aż wyprostował szyję z radości.

Wtedy nad łąką przebiegł wiatr. Nie był zły ani groźny, tylko bardzo ciekawski. Zajrzał pod kapelusz pani Zosi, zatańczył wśród trzcin, a potem: frrru! – uniósł lekkie torebki z nasionami.

Torebki potoczyły się po stole, jedna spadła na trawę, druga wsunęła się pod ławkę, a trzy otworzyły się naraz. Drobne nasiona rozsypały się w kolorową mieszaninę.

Iwo patrzył na nie zmartwiony.

– Teraz nie będziemy wiedzieli, co jest czym – szepnął.

Pani Zosia przykucnęła przy rozsypanych ziarenkach.

– Nie wszystko musimy wiedzieć od razu – odparła spokojnie. – Najpierw zobaczmy, co możemy zauważyć.

Przyleciała sikorka Mila, która znała każdy zakątek szkolnego ogrodu. Przydreptał też ślimak Wacek, choć poruszał się tak wolno, że wszyscy zdążyli już dwa razy spojrzeć na chmury.

– Te są lekkie jak piórka – zauważyła Mila. – Pewnie wiatr lubi je nosić daleko.

– A te są okrągłe i cięższe – dodała pani Zosia. – Warto je obejrzeć osobno.

Iwo przyglądał się nasionom bardzo uważnie. Jedne miały maleńkie skrzydełka, inne wyglądały jak ciemne okruszki, a jeszcze inne były puszyste niczym kawałeczki chmury.

– Możemy zrobić trzy małe poletka obserwacyjne – zaproponował nieśmiało. – Na jednym wysiejemy nasiona puchate, na drugim większe, a na trzecim te zupełnie drobne. Potem sprawdzimy, co z nich wyrośnie.

Pani Zosia uśmiechnęła się.

– To wspaniały pomysł, Iwo. Nie odtworzymy dawnych torebek, ale możemy rozpocząć nowe odkrycie.

Żuraw poczuł, że w jego piersi robi się lżej. Nie musiał przecież odtworzyć wszystkiego dokładnie tak, jak było. Mógł pomóc stworzyć coś nowego.

Przez dłuższą chwilę pracowali razem. Mila wybierała nasiona z piórkowymi czubkami. Iwo swoim długim dziobem ostrożnie przesuwał większe ziarenka do osobnej miseczki. Wacek, ku ogromnemu zdziwieniu wszystkich, odnalazł pod ławką małą papierową etykietę z rysunkiem chabra.

– Była przyklejona do mojego domku z rosy – oznajmił z dumą.

Gdy trzy miseczki były gotowe, pani Zosia wsypała nasiona do nowych torebek. Na każdej narysowała prosty znak: puchatą chmurkę, duże ziarenko albo drobne kropki.

Potem poszli pod szkolny płot. Dzieci pomagały przygotować trzy niewielkie grządki i rozsypywały nasiona szerokimi, spokojnymi ruchami. Iwo kroczył obok nich i pokazywał, gdzie ziemia jest miękka, a gdzie warto zostawić trochę miejsca dla traw.

Na końcu najmniejsza dziewczynka, Hania, podeszła do niego z pustą torebką.

– Trochę się bałam, że przez wiatr wszystko się zepsuło – powiedziała. – Ale teraz będziemy mogli sprawdzić, jakie kwiaty wyrosną na każdym poletku.

Iwo pochylił głowę w życzliwym powitaniu.

– Ja też się bałem – przyznał. – A potem zobaczyłem, że rozsypane rzeczy czasem układają się w nową opowieść.

Wiatr przesunął się po łące już całkiem cicho. Tym razem nie mieszał niczego. Tylko poruszył źdźbłami, jakby przytakiwał.

A pod szkolnym płotem zostały drobne nasiona, cierpliwe i pełne przyszłych kolorów.


Morał

Nie każdą pomyłkę trzeba cofać. Czasem, gdy przyjrzymy się jej razem, może z niej wyrosnąć coś dobrego.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *