W magicznej szklarni pełnej soczystych zieleni, uroczy kameleon przygląda się bacznie pracowitej pszczole unoszącej się nad liściem. Obok niego przechodzi sprytny żuczek, tocząc małą kulkę, co dodaje scenie bajkowego uroku. Ten obrazek to doskonała inspiracja do bajek na dobranoc dla dzieci w wieku 3-10 lat, pełnych przygód i nauki o przyjaźni w świecie zwierząt.

Kameleon Kapi i listek, który nie pasował

Kolejny odcinek spokojnej serii o kameleonie Kapim z oranżerii pani Marii. Kapi znajduje mały listek, który na pierwszy rzut oka do niczego nie pasuje, i dzięki cierpliwym obserwacjom odkrywa jego ważne zadanie. To ciepła bajka dla dzieci o dostrzeganiu wartości w tym, co inne i niepozorne.


W szklanej oranżerii pani Marii rosły palmy, paprocie i wielkie liście, pod którymi można było urządzić piknik dla trzech chrząszczy i jednego bardzo uprzejmego ślimaka.

Mieszkał tam także kameleon Kapi. Każdego ranka obchodził oranżerię powoli, z łapkami założonymi za plecami, i sprawdzał, czy wszystko wygląda jak należy.

– Ten listek jest wyprostowany – mówił z zadowoleniem.
– Ten ma kropki dokładnie tam, gdzie powinien.
– A ten… ojej.

Na środku alejki leżał mały, jasny listek. Był podłużny, trochę skręcony i miał kolor tak bladozielony, że prawie żółty.

– Nie pasujesz do niczego – szepnął Kapi.

Obok rosły liście szerokie jak talerze, ciemne jak butelkowe szkło albo nakrapiane różowymi plamkami. A ten mały wyglądał, jakby zapomniał, z której rośliny ma pochodzić.

Kapi spróbował dopasować się do jego koloru. Najpierw zrobił się zielony, potem żółtawy, a na końcu trochę oliwkowy.

– Hm – mruknął. – Nadal nie wiem, co z tobą zrobić.

Właśnie wtedy nadleciała pszczoła Bibi, cała oprószona pyłkiem.

– Dzień dobry! Czemu tak marszczysz czoło? – zapytała.

– Bo znalazłem listek, który nie pasuje do oranżerii.

Bibi usiadła na brzegu doniczki.

– Może nie musi pasować?

– Ale wszystko gdzieś pasuje – odparł Kapi. – Kamyk do ścieżki, kropla do konewki, a etykieta do doniczki.

– To prawda – zgodziła się pszczoła. – Tylko czasem trzeba chwilę poczekać, żeby zobaczyć, do czego.

Kapi nie bardzo lubił czekać, gdy miał zagadkę. Wolał od razu znaleźć odpowiedź, najlepiej taką zgrabną jak pestka w łupince.

Postanowił jednak spróbować.

Położył listek na miękkim mchu przy wejściu do oranżerii. Ale wiatr z uchylonego okna poruszył nim tak lekko, że listek przeturlał się pod ławkę.

Kapi przeniósł go na brzeg małego stawu. Tam zauważyła go żabka Zuzia.

– Ładny żagielek – powiedziała.

– To nie żagielek. To listek, który nie pasuje – wyjaśnił Kapi.

– A szkoda – odparła Zuzia. – Właśnie myślałam o wyścigu łódek z łupin orzecha.

Kapi wziął listek i ruszył dalej. Przy półce z ziołami spotkał ślimaka Stefka, który mozolnie wspinał się po drewnianej nóżce stołu.

– Dzień dobry, Stefku. Czy wiesz, do czego może służyć taki listek?

Ślimak wysunął rożki i obejrzał go bardzo dokładnie.

– Jest miękki – stwierdził. – I ma miły cień.

– Cień? – Kapi przechylił głowę.

– Dla kogoś małego to ważna rzecz – powiedział Stefek i ruszył dalej, bo ślimaki nawet podczas ważnych rozmów nie lubią się spieszyć.

Kapi usiadł przy stawie. Przez chwilę tylko patrzył. Nie próbował zmieniać koloru, nie układał listka przy innych roślinach i nie wymyślał dla niego nazwy.

Wtedy spostrzegł coś drobnego pod liściem paproci.

Był tam malutki chrząszcz, który niósł na grzbiecie ziarenko większe od własnej głowy. Szedł dzielnie, lecz słońce wpadające przez szkło mocno ogrzewało kamienną ścieżkę.

– Daleko jeszcze? – zapytał Kapi.

– Do szczelinki przy mchu – sapnął chrząszcz. – Tylko nie mam gdzie odpocząć.

Kapi poczuł w brzuchu małe, ciepłe „aha”. Ostrożnie położył blady listek nad ścieżką, opierając go o dwa kamyczki. Powstał z niego niewielki daszek.

Chrząszcz zatrzymał się pod nim.

– Och! – powiedział cicho. – Jaki dobry cień.

Usiadł na chwilę, poprawił ziarenko i po chwili ruszył dalej z nową siłą.

Kapi patrzył za nim, a jego skóra zrobiła się łagodnie zielona, z małą złotą plamką przy ogonie.

– Jednak pasujesz – powiedział do listka.

Bibi, która znów przyleciała po pyłek, uśmiechnęła się.

– Widzisz? Niektóre rzeczy nie są od razu oczywiste.

– I nie trzeba ich przerabiać na coś innego – dodał Kapi.

Od tego dnia mały listek leżał przy ścieżce podparty kamyczkami. Dawał cień mrówkom, chrząszczom, a raz nawet biedronce, która schowała się pod nim przed kroplą wody z konewki.

Kapi podczas swoich obchodów zawsze zatrzymywał się przy nim na moment.

– Dzień dobry, Listku od Odpoczynku – mówił.

A listek cichutko szeleścił, jakby odpowiadał: „Dzień dobry, Kapi. Dobrze, że popatrzyłeś jeszcze raz.”


Morał

Nie wszystko musi od razu wyglądać znajomo, żeby okazało się potrzebne. Uważne spojrzenie pomaga dostrzec dobre miejsce dla każdego.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *