Spokojna bajka dla dzieci o Tymku, który ma wybrać książkę i opowiedzieć o niej swojej klasie, choć bardzo się tego wstydzi. W niezwykłej bibliotece zielona latarnia pomaga mu odnaleźć historię bliską jego sercu i odkryć, że cichy głos również może być ważny.
W bibliotece przy ulicy Kwiatowej stała latarnia tak niezwykła, że nikt nie pamiętał, kiedy się tam pojawiła. Miała zielone szkło, mosiężną rączkę i mały daszek, jak domek dla świetlika.
Nie świeciła zwykłym światłem. Rozjarzała się tylko wtedy, gdy ktoś nie wiedział, jaką książkę wybrać.
Tymek wiedział o tym, ponieważ przychodził do biblioteki prawie w każdą środę. Lubił książki o dalekich wyspach, wynalazkach i zwierzętach, które potrafiły robić rzeczy zupełnie niezwierzęce, na przykład piec naleśniki albo grać na flecie.
Tego dnia pani bibliotekarka, pani Róża, postawiła przed nim mały stosik książek.
– Możesz wybrać jedną na szkolne czytanie – powiedziała. – Taką, którą potem opowiesz klasie.
Tymek od razu poczuł, że w brzuchu robi mu się ciasno jak w pudełku po kredkach.
– Opowiem klasie? – szepnął.
– Jeśli zechcesz. Możesz też przeczytać tylko ulubiony fragment.
Na stoliku czekały trzy książki: o wielorybie, który szukał cichej zatoki, o dziewczynce budującej latawiec i o małym ogrodniku, który rozumiał mowę nasion.
Każda wyglądała pięknie. Każda była trochę za ważna.
Tymek wziął książkę o wielorybie, potem ją odłożył. Sięgnął po latawiec, lecz okładka nagle wydała mu się zbyt kolorowa. Książka o ogrodniku pachniała papierem i odrobiną mięty, ale Tymek też nie potrafił jej wybrać.
Wtedy zielona latarnia rozbłysła.
Nie mocno. Tak delikatnie, jakby w środku otworzyło się jedno małe listko światła.
– Ojej – powiedział Tymek.
Pani Róża uśmiechnęła się znad katalogu.
– Widzę, że latarnia ma dziś coś do powiedzenia.
Ze szkła latarni padł zielonkawy blask prosto na najniższą półkę. Tymek przykucnął. Tam, za atlasem chmur i książką o guzikach, leżała cienka książeczka bez błyszczącej okładki.
Nazywała się „Pan Bąk i ogród pytań”.
– To chyba nie jest zbyt wielka książka – powiedział Tymek.
– Wielkość książki rzadko mówi, ile mieści się w środku – odparła pani Róża.
Tymek usiadł na pufie w kształcie gruszki i zaczął czytać. Pan Bąk w książce nie umiał głośno bzyczeć przy innych owadach. Gdy chciał coś powiedzieć, jego skrzydła robiły tylko: „bzy… bzy…”. Jednak znał najwięcej kwiatów w całym ogrodzie i pewnego dnia pomógł wszystkim znaleźć roślinę, której nikt nie potrafił nazwać.
Tymek przeczytał książeczkę do końca. Potem jeszcze raz odnalazł fragment, w którym pan Bąk mówił: „Nie trzeba być najgłośniejszym, żeby przynieść ważną wiadomość”.
– Ta mi się podoba – oznajmił.
Ale kiedy wypowiedział te słowa, przypomniał sobie klasę. Krzesła. Wszystkie twarze. I panią, która może powiedzieć: „Tymku, teraz ty”.
Jego odwaga skurczyła się do rozmiaru pestki jabłka.
Pani Róża zauważyła, że chłopiec mocniej ściska brzeg książeczki.
– Chcesz przećwiczyć? – zapytała.
– Ale tu nie ma klasy.
– Jest za to regał z książkami podróżniczymi. One słyszały już wiele opowieści.
Tymek spojrzał na wysoki regał. Grube tomy stały spokojnie, jeden przy drugim, jak cierpliwi słuchacze w płaszczach z papieru.
Stanął przed nimi.
– Pan Bąk… – zaczął.
Głos miał cichy.
Zielona latarnia zamigotała raz.
– Pan Bąk nie umiał głośno bzyczeć – powiedział Tymek trochę wyraźniej. – Ale umiał uważnie patrzeć.
Pani Róża nie przerwała ani słowem. Nawet zegar nad drzwiami tykał jakby ciszej.
Tymek opowiedział cały fragment. Nie szybko i nie idealnie. W połowie pomylił nazwę kwiatu, ale zajrzał do książki i znalazł właściwą. Na końcu zrobił małą pauzę.
– I wtedy inni odkryli, że pan Bąk miał rację – zakończył.
Przez chwilę w bibliotece było zupełnie cicho.
Potem pani Róża klasnęła dwa razy, miękko, jakby oklaskiwała motyla, który właśnie usiadł na dłoni.
– To była bardzo ważna wiadomość – powiedziała.
Tymek poczuł, że pestka odwagi w jego brzuchu nie zniknęła. Przeciwnie. Wypuściła maleńki, zielony kiełek.
Gdy wychodził z biblioteki z książeczką pod pachą, latarnia już nie świeciła. Lecz na jej szkiełku tańczyła mała plamka światła, podobna do uśmiechu.
A Tymek pomyślał, że w klasie nie musi mówić najgłośniej. Wystarczy, że powie to, co naprawdę chce przekazać.
Morał
Odwaga nie zawsze brzmi głośno. Czasem zaczyna się od jednego zdania wypowiedzianego po swojemu.
