Ciepła bajka dla dzieci o ośmiornicy Róży, która chce stworzyć najwspanialszą orkiestrę z muszelek, lecz gubi się w zbyt wielu pomysłach. Dzięki krabowi Leonowi i rybce Neli odkrywa, że czasem mniej dźwięków pozwala usłyszeć więcej. To spokojna opowieść o współpracy, cierpliwości i radości z tworzenia.
W zatoce o wodzie tak przejrzystej, że nawet małe kamyczki wyglądały jak cukierki, mieszkała ośmiornica Róża. Miała osiem zwinnych ramion, fioletowe kropki nad oczami i ogromną ciekawość wszystkiego, co wydawało dźwięk.
Lubiła stukać muszelką o muszelkę, przesuwać ogonem po piasku i słuchać, jak wodorosty szeleszczą przy łagodnym prądzie.
– Każdy dźwięk ma swój charakter – mawiała. – Ten jest okrągły, ten łaskocze uszy, a ten brzmi jak bąbelek, który się śmieje.
Pewnego dnia pani Konik Morski, opiekunka małej zatokowej świetlicy, przyniosła wielki kosz muszelek.
– W sobotę urządzimy Spotkanie Słuchaczy Morza – powiedziała. – Czy ktoś przygotuje krótką orkiestrę?
Róża aż poruszyła wszystkimi ramionami naraz.
– Ja! Ja przygotuję! Mam osiem rąk, więc orkiestra będzie w sam raz!
Zabrała kosz do swojej piaskowej groty. Najpierw wybrała trzy muszelki: małą, która mówiła „tik”, szeroką, która odpowiadała „plum”, i spiralną, z której dobiegało miękkie „szszsz”. Potem dołożyła kolejne. I jeszcze kolejne.
– Przyda się także ta z różową plamką. I ta podobna do kapelusza. O, a ta brzmi jak łyżeczka wpadająca do kubka! – mówiła.
Wkrótce przed grotą leżały muszelki, kamyczki, kawałek gładkiego korala i dwie łupinki po małżach. Róża próbowała grać na wszystkim naraz.
Tik-plum-szszsz-klap-klap-brrrum-tik!
Z pobliskiego wodorostu wychylił się krab Leon.
– Różo, czy twoja orkiestra ćwiczy, czy właśnie przewraca się skrzynka z garnkami?
– Ćwiczy! – odparła Róża nieco zbyt szybko. – Tylko jeszcze nie zdecydowała, co chce powiedzieć.
Leon usiadł obok niej bokiem, jak to miał w zwyczaju.
– Może nie musi mówić wszystkiego naraz?
Róża spojrzała na swoje osiem ramion. Każde trzymało coś innego. Nagle zrobiło jej się trochę smutno. Tak bardzo chciała, żeby orkiestra była najciekawsza w całej zatoce, że przestała słyszeć pojedyncze dźwięki.
Wtedy przypłynęła mała rybka Nela z zieloną wstążką z wodorostu przy płetwie.
– Mogę posłuchać? – zapytała cicho.
Róża zawahała się, ale podała jej najmniejszą muszelkę.
Nela stuknęła raz.
Tik.
– Ładny – powiedziała.
Leon przesunął szczypcem po spiralnej muszelce.
Szszsz.
– A ten jest jak fala, która tylko zagląda do zatoki – dodał.
Róża odłożyła resztę skarbów na piasek. Potem zagrała na szerokiej muszli.
Plum.
Przez chwilę wszyscy słuchali trzech dźwięków: tik, szszsz, plum.
– To już prawie opowieść – szepnęła Nela.
Róża przyniosła płaski kamień i narysowała na nim patyczkiem trzy znaki: małą kropkę, falę i duże kółko.
– Kropka będzie dla „tik”. Fala dla „szszsz”. Kółko dla „plum”. Zrobimy mapę muzyki!
Ćwiczyli bez pośpiechu. Najpierw Leon grał jeden dźwięk, potem Nela drugi, a Róża czekała z trzecim. Czekanie było dla niej trudne. Jej ramiona aż podskakiwały z ochoty, by dołożyć coś jeszcze.
– Teraz? – pytała.
– Jeszcze odrobinkę – odpowiadała Nela.
I rzeczywiście: gdy Róża chwilkę poczekała, jej „plum” brzmiało jeszcze przyjemniej.
W sobotę przy świetlicy zebrały się ryby, krewetki, dwa poważne ślimaki i żółw Teodor, który przyniósł własne krzesełko, choć nikt nie wiedział, skąd je wziął.
Róża stanęła przed nimi z trzema muszelkami. Za jej plecami czekali Leon i Nela. Nagle ośmiornicy zrobiło się gorąco w policzki.
– A jeśli to będzie za krótkie? – szepnęła.
Pani Konik Morski uśmiechnęła się łagodnie.
– Dobra muzyka nie musi być długa. Ważne, żeby można było ją usłyszeć.
Róża nabrała wody w skrzela i kiwnęła jednym ramieniem.
Tik.
Szszsz.
Plum.
Potem znów: tik, szszsz, plum.
Na końcu wszystkie trzy dźwięki zabrzmiały razem, ale tylko raz, miękko i jasno. W zatoce zapadła taka cisza, w której nikomu nie było niezręcznie. Wszyscy po prostu słuchali, jak ostatnie „plum” odpływa między wodorosty.
A potem ślimaki zaczęły klaskać powoli, rybki machały płetwami, a żółw Teodor powiedział:
– To była bardzo porządna muzyka. Miała miejsce na oddech.
Róża roześmiała się tak serdecznie, że aż cztery muszelki podskoczyły na piasku.
Od tego dnia w zatoce wisiała jej kamienna mapa dźwięków. Każdy mógł dopisać na niej nowy znak. Róża zaś pilnowała, by w orkiestrze było miejsce nie tylko na granie, lecz także na słuchanie.
Morał
Nie wszystko musi wydarzyć się naraz, żeby było piękne. Gdy słuchamy siebie nawzajem, łatwiej stworzyć coś wspólnego.
