Na obrazku widać urokliwą scenę z morskimi stworzeniami, idealną do bajek na dobranoc dla dzieci w wieku 3-10 lat. Uśmiechnięta ośmiornica w towarzystwie kolorowej rybki i wesołego kraba odkrywa tajemnicze muszelki na dnie oceanu. Ta ilustrowana scena wprowadza dzieci w spokojny świat przed snem, doskonały do opowieści na dobranoc.

Ośmiornica Róża i orkiestra z muszelek

Ciepła bajka dla dzieci o ośmiornicy Róży, która chce stworzyć najwspanialszą orkiestrę z muszelek, lecz gubi się w zbyt wielu pomysłach. Dzięki krabowi Leonowi i rybce Neli odkrywa, że czasem mniej dźwięków pozwala usłyszeć więcej. To spokojna opowieść o współpracy, cierpliwości i radości z tworzenia.


W zatoce o wodzie tak przejrzystej, że nawet małe kamyczki wyglądały jak cukierki, mieszkała ośmiornica Róża. Miała osiem zwinnych ramion, fioletowe kropki nad oczami i ogromną ciekawość wszystkiego, co wydawało dźwięk.

Lubiła stukać muszelką o muszelkę, przesuwać ogonem po piasku i słuchać, jak wodorosty szeleszczą przy łagodnym prądzie.

– Każdy dźwięk ma swój charakter – mawiała. – Ten jest okrągły, ten łaskocze uszy, a ten brzmi jak bąbelek, który się śmieje.

Pewnego dnia pani Konik Morski, opiekunka małej zatokowej świetlicy, przyniosła wielki kosz muszelek.

– W sobotę urządzimy Spotkanie Słuchaczy Morza – powiedziała. – Czy ktoś przygotuje krótką orkiestrę?

Róża aż poruszyła wszystkimi ramionami naraz.

– Ja! Ja przygotuję! Mam osiem rąk, więc orkiestra będzie w sam raz!

Zabrała kosz do swojej piaskowej groty. Najpierw wybrała trzy muszelki: małą, która mówiła „tik”, szeroką, która odpowiadała „plum”, i spiralną, z której dobiegało miękkie „szszsz”. Potem dołożyła kolejne. I jeszcze kolejne.

– Przyda się także ta z różową plamką. I ta podobna do kapelusza. O, a ta brzmi jak łyżeczka wpadająca do kubka! – mówiła.

Wkrótce przed grotą leżały muszelki, kamyczki, kawałek gładkiego korala i dwie łupinki po małżach. Róża próbowała grać na wszystkim naraz.

Tik-plum-szszsz-klap-klap-brrrum-tik!

Z pobliskiego wodorostu wychylił się krab Leon.

– Różo, czy twoja orkiestra ćwiczy, czy właśnie przewraca się skrzynka z garnkami?

– Ćwiczy! – odparła Róża nieco zbyt szybko. – Tylko jeszcze nie zdecydowała, co chce powiedzieć.

Leon usiadł obok niej bokiem, jak to miał w zwyczaju.

– Może nie musi mówić wszystkiego naraz?

Róża spojrzała na swoje osiem ramion. Każde trzymało coś innego. Nagle zrobiło jej się trochę smutno. Tak bardzo chciała, żeby orkiestra była najciekawsza w całej zatoce, że przestała słyszeć pojedyncze dźwięki.

Wtedy przypłynęła mała rybka Nela z zieloną wstążką z wodorostu przy płetwie.

– Mogę posłuchać? – zapytała cicho.

Róża zawahała się, ale podała jej najmniejszą muszelkę.

Nela stuknęła raz.

Tik.

– Ładny – powiedziała.

Leon przesunął szczypcem po spiralnej muszelce.

Szszsz.

– A ten jest jak fala, która tylko zagląda do zatoki – dodał.

Róża odłożyła resztę skarbów na piasek. Potem zagrała na szerokiej muszli.

Plum.

Przez chwilę wszyscy słuchali trzech dźwięków: tik, szszsz, plum.

– To już prawie opowieść – szepnęła Nela.

Róża przyniosła płaski kamień i narysowała na nim patyczkiem trzy znaki: małą kropkę, falę i duże kółko.

– Kropka będzie dla „tik”. Fala dla „szszsz”. Kółko dla „plum”. Zrobimy mapę muzyki!

Ćwiczyli bez pośpiechu. Najpierw Leon grał jeden dźwięk, potem Nela drugi, a Róża czekała z trzecim. Czekanie było dla niej trudne. Jej ramiona aż podskakiwały z ochoty, by dołożyć coś jeszcze.

– Teraz? – pytała.

– Jeszcze odrobinkę – odpowiadała Nela.

I rzeczywiście: gdy Róża chwilkę poczekała, jej „plum” brzmiało jeszcze przyjemniej.

W sobotę przy świetlicy zebrały się ryby, krewetki, dwa poważne ślimaki i żółw Teodor, który przyniósł własne krzesełko, choć nikt nie wiedział, skąd je wziął.

Róża stanęła przed nimi z trzema muszelkami. Za jej plecami czekali Leon i Nela. Nagle ośmiornicy zrobiło się gorąco w policzki.

– A jeśli to będzie za krótkie? – szepnęła.

Pani Konik Morski uśmiechnęła się łagodnie.

– Dobra muzyka nie musi być długa. Ważne, żeby można było ją usłyszeć.

Róża nabrała wody w skrzela i kiwnęła jednym ramieniem.

Tik.

Szszsz.

Plum.

Potem znów: tik, szszsz, plum.

Na końcu wszystkie trzy dźwięki zabrzmiały razem, ale tylko raz, miękko i jasno. W zatoce zapadła taka cisza, w której nikomu nie było niezręcznie. Wszyscy po prostu słuchali, jak ostatnie „plum” odpływa między wodorosty.

A potem ślimaki zaczęły klaskać powoli, rybki machały płetwami, a żółw Teodor powiedział:

– To była bardzo porządna muzyka. Miała miejsce na oddech.

Róża roześmiała się tak serdecznie, że aż cztery muszelki podskoczyły na piasku.

Od tego dnia w zatoce wisiała jej kamienna mapa dźwięków. Każdy mógł dopisać na niej nowy znak. Róża zaś pilnowała, by w orkiestrze było miejsce nie tylko na granie, lecz także na słuchanie.


Morał

Nie wszystko musi wydarzyć się naraz, żeby było piękne. Gdy słuchamy siebie nawzajem, łatwiej stworzyć coś wspólnego.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *