Ciepła bajka dla dzieci o wydrze Poli, która roznosi listy w małym porcie i podczas ważnego zadania myli koperty. Z pomocą uprzejmego kraba i pana Pelikana odkrywa, że przyznanie się do pomyłki oraz poproszenie o wskazówkę pomaga znaleźć dobre rozwiązanie. To spokojna opowieść o odpowiedzialności, zaufaniu i odwadze.
W małym porcie Nad Srebrną Falą mieszkała wydra Pola. Miała gładkie, kasztanowe futerko, okrągły nosek i torbę uszytą z niebieskiej ceraty, którą nosiła przewieszoną przez ramię.
Pola pracowała w porcie jako roznosicielka wiadomości. Nie były to zwyczajne listy, bo w porcie mało kto lubił długie pisanie. Jedna kartka mogła mówić: „Przynieś proszę trzy deski”, a druga: „Czekam przy latarni z ciastem marchewkowym”.
Pewnego dnia pan Pelikan, opiekun portowej skrzynki, wyjął z niej trzy listy i podał je Poli.
– Pierwszy dla pani Foki, która ceruje sieci – powiedział. – Drugi dla małego Kraba Kajetana przy kamiennych schodkach. A trzeci dla kapitana Żółwia, przy łodzi „Muszelka”.
Pola spojrzała na trzy koperty. Każda miała inny znaczek: na pierwszej była zielona nitka, na drugiej czerwone kółko, a na trzeciej mała kotwica.
– Dam radę – oznajmiła pewnie.
Ruszyła drewnianym pomostem. Deski pachniały słońcem i solą, a na wodzie kołysały się łódeczki, jakby cicho ćwiczyły ukłony.
Najpierw Pola dotarła do pani Foki. Foka siedziała przy wielkiej sieci i marszczyła brwi.
– Czy to list dla mnie? – zapytała.
Pola spojrzała na kopertę z zieloną nitką.
– Tak, proszę pani.
Pani Foka przeczytała wiadomość i aż klasnęła płetwami.
– Ach, cudownie! Mewa Marta przysyła mi miękką przędzę do naprawy sieci. Bez niej musiałabym cerować samymi wodorostami, a one są bardzo łaskotliwe.
Pola zaśmiała się i ruszyła dalej.
Przy kamiennych schodkach znalazła Kraba Kajetana. Stał bokiem, oczywiście, i przyglądał się wielkiej kałuży między kamieniami.
– Czekasz na list? – spytała Pola.
Kajetan pokiwał szczypcami.
Pola wyjęła kopertę z czerwonym kółkiem. Lecz w tej chwili z portu dobiegł dźwięk dzwonka. Młoda wydra odwróciła głowę, a koperta prześlizgnęła się pod jej łapką i wpadła do torby między dwa orzeszki i kłębek sznurka.
– Ojej – szepnęła.
W torbie zostały dwie koperty. Jedna z czerwonym kółkiem, druga z kotwicą. Pola wiedziała, że przecież przed chwilą widziała znaczki, ale teraz nagle oba wydawały jej się ważne i podobne.
– Czy kapitan Żółw czeka na coś okrągłego? – zastanowiła się głośno.
– Kapitan Żółw? – Kajetan poruszył oczami na czułkach. – On czeka zwykle powoli.
– To prawda, ale na co?
Pola poczuła w brzuchu mały, nieprzyjemny supełek. Mogła zgadywać. Mogła pobiec do łodzi „Muszelka” i wręczyć pierwszą lepszą kopertę. Ale wtedy list mógł trafić nie tam, gdzie trzeba.
Usiadła więc na najniższym schodku, tuż obok Kajetana.
– Pomyliłam się – powiedziała cicho. – A bardzo chciałam wszystko zrobić sama i szybko.
Kajetan przez chwilę nic nie mówił. Potem podsunął jej szczypcami mały kamyk w kształcie serca.
– Mój tata powiada, że gdy nie wiadomo, co dalej, najlepiej wrócić do miejsca, w którym wiedziało się na pewno.
Pola spojrzała na kamyk, a potem na portową skrzynkę stojącą przy wejściu na pomost.
– Wiem na pewno, że pan Pelikan pamięta, komu dawał listy.
Wróciła do niego bez biegu, lecz żwawo. Pan Pelikan słuchał bardzo uważnie, nie przerywając ani razu.
– Czerwone kółko było dla Kajetana – wyjaśnił. – Jego kuzyn zaprasza go na zawody w budowaniu piaskowych wieżyczek. A kotwica jest dla kapitana Żółwia. Stolarz Bóbr pisze, że naprawił wiosło do „Muszelki”.
– Dziękuję, że pan się nie gniewa – powiedziała Pola.
Pelikan poprawił czapkę z daszkiem.
– W porcie każdy czasem myli kierunek. Ważne, żeby umieć zawrócić i zapytać.
Pola zaniosła czerwony list Kajetanowi. Krab zatańczył drobnymi kroczkami po schodku, choć twierdził potem, że tylko sprawdzał, czy kamienie są równe.
Kapitan Żółw po przeczytaniu listu uśmiechnął się tak szeroko, jak tylko potrafi żółw.
– A więc „Muszelka” znów dostanie dobre wiosło! – powiedział. – Polu, przyniosłaś mi ważną wiadomość.
Na koniec Pola wróciła do portowej skrzynki. W jej torbie nie było już listów, tylko dwa orzeszki, kłębek sznurka i kamyk w kształcie serca.
Przywiązała kamyk do uchwytu torby.
Od tej pory, ilekroć miała trudne zadanie, najpierw patrzyła na małe serce i przypominała sobie, że nawet najpewniejsza łapka czasem potrzebuje czyjejś spokojnej podpowiedzi.
Morał
Pomyłka nie musi zatrzymać drogi, jeśli spokojnie poprosi się o pomoc. Czasem zawrócenie o kilka kroków prowadzi dokładnie tam, gdzie trzeba.
