Na obrazku widzimy uroczą scenę z bajki, gdzie przyjazna koza i królik sprzedają nasiona w sielankowym otoczeniu wiejskim. Ta ilustracja z serii bajek na dobranoc dla dzieci w wieku 3-10 lat pokazuje spokojne życie na farmie, pełne kwiatów i zieleni. Jest to idealna opowieść przed snem dla młodych odkrywców natury, dostępna na naszej stronie z bajkami do snu.

Koza Mela i pudełka z nasionami

Ciepła bajka dla dzieci o nieśmiałej kozie Meli, która pomaga prowadzić stoisko z nasionami na wiejskim kiermaszu. Gdy trudno jej odezwać się do klientów, odkrywa, że małe kroki, obrazki i życzliwa pomoc przyjaciela potrafią dodać odwagi. To spokojna opowieść o pewności siebie, liczeniu i proszeniu o wsparcie.


Na wsi Pod Trzema Gruszami mieszkała mała koza Mela. Miała miękką, jasną grzywkę, brązowe uszy i zwyczaj przechylania głowy, kiedy nad czymś myślała. A myślała często, zwłaszcza przy stole w kuchni pani Hani, gdzie zawsze działo się coś pożytecznego.

Pewnego dnia pani Hania przyniosła z komórki trzy pudełka pełne papierowych torebeczek.

– To nasiona na wiosenny kiermasz – wyjaśniła. – Marchew, groszek i nagietki. Trzeba je ułożyć na stoisku.

– Ja pomogę! – zawołała Mela.

Bardzo lubiła porządkować rzeczy. Fasolki do fasolek, guziki do guzików, a kłębek włóczki zawsze do koszyka, nawet jeśli kot sąsiadów uważał inaczej.

Mela ustawiła trzy pudełka na stoliku przed stodołą. Na pierwszym przykleiła obrazek marchewki, na drugim zielony groszek, a na trzecim pomarańczowy kwiatek. Potem zrobiła małe karteczki z cenami.

– Jedna torebeczka za dwa żołędzie – przeczytała pani Hania. – Bardzo ładnie.

Mela poczuła, że aż łaskocze ją pod brodą z dumy.

Kiedy kiermasz się rozpoczął, na plac przyszli sąsiedzi. Kaczka Berta przyniosła słoik miodu od swojej kuzynki pszczoły, borsuk Leon rozłożył drewniane łyżki, a królik Franek sprzedawał sadzonki mięty.

– Mięta pachnie tak mocno, że aż mi się przypomina zupa! – oznajmił.

– To dziwne wspomnienie – mruknęła Mela.

– Ale prawdziwe – odparł Franek.

Przy stoisku Meli zatrzymała się starsza owca w czerwonej chustce.

– Dzień dobry – powiedziała łagodnie. – Czy masz może nasiona nagietków?

Mela wiedziała, że ma. Leżały przecież w trzecim pudełku, tym z pomarańczowym kwiatkiem. Wystarczyło powiedzieć: „Tak, proszę bardzo”.

Ale nagle słowa schowały się jej gdzieś za zębami.

Koza Mela spojrzała na pudełka. Potem na owcę. Potem znów na pudełka.

– Meee… – wydusiła cichutko.

Owca uśmiechnęła się życzliwie, lecz po chwili odeszła do stoiska z łyżkami.

Meli zrobiło się bardzo przykro. Nie dlatego, że nie sprzedała torebeczki. Bardziej dlatego, że chciała pomóc, a nie potrafiła nawet odpowiedzieć.

Usiadła za stolikiem i poprawiła jedną karteczkę, choć wcale nie była krzywo.

Zauważył to królik Franek.

– Twoje nasiona są pomieszane? – zapytał.

– Nie. To ja jestem pomieszana – odpowiedziała Mela. – W domu rozmawiam normalnie. A kiedy ktoś obcy pyta, robi mi się w gardle malutko jak ziarnko maku.

Franek podrapał się po uchu.

– To może nie zaczynaj od całego zdania. Możesz najpierw pokazać obrazek.

Mela spojrzała na pudełka.

– A potem?

– Potem jedno słowo. Na przykład: „nagietki”. Jedno słowo jest lżejsze niż całe zdanie.

To wydało się Meli mądre. I całkiem możliwe do zrobienia.

Po chwili wróciła owca w czerwonej chustce.

– Czy teraz mogłabym obejrzeć nagietki? – zapytała.

Serce Meli stuknęło jej pod żebrami jak łyżeczka o kubek. Koza wzięła głęboki oddech, wskazała pomarańczowy obrazek i powiedziała:

– Nagietki.

Owca pochyliła głowę.

– Wspaniale. Poproszę dwie torebeczki.

Mela podała je ostrożnie. Potem spojrzała na dwa żołędzie w dłoni owcy i przypomniała sobie ceny.

– Dwa żołędzie za jedną – powiedziała już wyraźniej. – Za dwie będą cztery.

– Doskonale policzone – pochwaliła ją owca.

Mela dostała cztery żołędzie i coś jeszcze: małą, ciepłą odwagę. Nie była wielka jak wiatrak na wzgórzu. Była raczej jak pierwsza zielona łodyżka. Ale przecież łodyżka też wie, w którą stronę rosnąć.

Do końca kiermaszu Mela nie mówiła dużo. Czasem pokazywała obrazki, czasem odpowiadała jednym słowem, a czasem całym zdaniem. Pomogła nawet małemu kaczorkowi wybrać groszek.

– Ten urośnie wysoko? – spytał.

– Jeśli będzie miał patyczek, po którym może się wspinać – odparła Mela.

– To zupełnie jak ja przy płocie! – ucieszył się kaczorek.

Gdy stolik opustoszał, pani Hania przyniosła Meli chrupiące plasterki jabłka.

– Widzę, że nasze nasiona trafiły w dobre ręce – powiedziała.

Mela chrupnęła plasterek i rozejrzała się po pustych pudełkach.

– A jutro zrobię jeszcze obrazki dla pomidorów – oznajmiła. – Takie naprawdę czerwone.

– I może dla mięty? – zawołał Franek z drugiego końca placu.

– Dla mięty też – odparła Mela. – Chociaż nadal będzie pachniała trochę jak zupa.

Franek roześmiał się tak serdecznie, że nawet pani Hania musiała się uśmiechnąć.


Morał

Odwaga nie zawsze zaczyna się od wielkich słów. Czasem jedno ciche słowo wystarcza, by zrobić ważny krok.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *