Na obrazku widzimy bajkową księżniczkę, sympatycznego robota i uroczą owieczkę, otaczających tajemnicze, duże jajko w kwiecistej scenerii. Wspaniałe tło z kwitnącymi drzewami i ścieżką prowadzącą w dal, przyciąga dziecięcą uwagę i pobudza wyobraźnię, idealne do opowieści na dobranoc. Zapraszamy rodziców dzieci w wieku 3-10 lat do odkrywania magicznych bajek, które pomogą zasnąć i przenieść się do świata snów pełnego przygód.

Asha, Stefcia i wielkie jajo spod ciepłego kamienia

To spokojna bajka dla dzieci o Księżniczce Ashy, Owieczce Stefci i Złomku, którzy wyruszają na wyprawę po wielkie jajo dinozaura. Po drodze czeka ich kilka ciepłych, zabawnych sytuacji i wspólne rozwiązanie małego problemu, dzięki któremu bohaterowie pokazują odwagę i oddanie. Historia wspiera współpracę, uważność i poczucie bezpieczeństwa, dlatego dobrze sprawdzi się jako bajka na dobranoc.


Księżniczka Asha miała w sobie tyle ciekawości, ile mieści się w całym koszyku malin. Gdy pewnego dnia usłyszała, że za wzgórzem, pod ciepłym kamieniem, może leżeć wielkie jajo dinozaura, od razu pomyślała, że trzeba to sprawdzić. Nie sama, oczywiście.

— Idę z tobą — powiedziała Owieczka Stefcia, poprawiając swoją wełnianą kokardkę. — Tylko… jeśli droga będzie trochę kręta, to ja będę szła bardzo dzielnie i bardzo powoli.

— A ja pojadę obok — zagrzmiał Złomek, choć wcale nie grzmiał naprawdę, tylko tak sympatycznie chrząknął silnikiem. — Mam hak, koła i świetny nos do odnajdywania rzeczy, które lubią się chować.

Wyprawa zaczęła się na polnej ścieżce, gdzie trawa łaskotała koła Złomka, a Stefcia raz po raz przystawała, żeby obejrzeć motyla. Asha nie poganiała nikogo. Wiedziała, że każde z nich ma swoje tempo.

Na pierwszym zakręcie leżała gałąź, cienka jak kredka. Złomek spojrzał na nią bardzo poważnie.

— Oho. To chyba wielka przeszkoda.

— Wielka? — zdziwiła się Stefcia. — Ja bym powiedziała: troszkę gałązkowa.

Asha roześmiała się cicho, a potem wszyscy razem przesunęli gałąź na bok. Złomek zrobił to ostrożnie hakem, Stefcia przytrzymała końcówkę, a Asha powiedziała: — Razem łatwiej.

Dalej ścieżka prowadziła przez mały sad. Jabłka pachniały słodko, a pod drzewem siedział jeżyk z liściem na nosie. Patrzył na nich tak, jakby właśnie zobaczył niezwykły orszak.

— Szukacie jajka? — zapytał.

— Wielkiego i dinozaurzego — odpowiedziała Stefcia.

Jeżyk zamrugał. — To chyba tam, gdzie kamień wygląda jak kapelusz. Ale uwaga, bo ścieżka lubi się skręcać.

I rzeczywiście, ścieżka skręcała tak chętnie, że Złomek dwa razy pojechał prawie w stronę grządek z marchewką. Za każdym razem udawał, że tak właśnie planował.

— Ja tylko sprawdzam, czy marchewki są dobrze ustawione — mruczał z godnością.

— Bardzo oddany pomocnik — szepnęła Asha do Stefci.

Wreszcie dotarli pod wzgórze. Tam, wśród miękkiej trawy i mchu, leżał kamień naprawdę podobny do kapelusza. Pod nim, częściowo przykryte liśćmi, błyszczało coś dużego, jasnego i gładkiego.

— Jajo! — wyszeptała Stefcia.

Ale to nie było zwyczajne jajo. Było tak ogromne, że Złomek musiał cofnąć się o dwa kroki, żeby je objąć wzrokiem. Asha uklękła obok i dotknęła skorupki dłonią.

— Ciepłe — powiedziała łagodnie. — I chyba bardzo ważne.

— Tylko jak je przenieść? — zmartwiła się Stefcia. — Jest za duże dla jednego.

Złomek zamyślił się, aż mu reflektory lekko zajaśniały.

— Nie przeniesiemy go sami. Ale możemy zrobić mu wygodną drogę.

To był świetny pomysł. Asha zebrała miękkie trawy. Stefcia przyniosła duże liście, które układała jak zielone poduszki. Złomek ostrożnie podsunął płaski kamień, potem drugi, żeby stworzyć bezpieczną ścieżkę. Nie spieszyli się. Pracowali równo, spokojnie, a wielkie jajo spoczywało coraz pewniej na swoim miejscu.

Nagle Stefcia kichnęła tak delikatnie, że aż listki zadrżały.

— Oj — powiedziała. — Chyba moje nosowe brawa dla jaja.

Asha i Złomek parsknęli śmiechem, ale cichym, takim jak szelest trawy.

Gdy skończyli, jajo wyglądało, jakby od dawna czekało właśnie na taką troskę. Leżało bezpiecznie w miękkim gnieździe z liści i mchu.

— Udało się — szepnęła Asha.

— Udało się razem — poprawił Złomek.

Stefcia skinęła głową. — I każdy zrobił to, co umie najlepiej.

W drodze powrotnej nikt nie musiał się spieszyć. Asha szła spokojnie, Stefcia podśpiewywała pod nosem o liściach, a Złomek z dumą stukał kołami po ścieżce, jakby niósł w sobie małą, ciepłą radość.

A kiedy spojrzeli za siebie, wzgórze wyglądało zwyczajnie i pięknie zarazem. Jak miejsce, które wie, że odważne serca i wierni przyjaciele potrafią zrobić coś bardzo dobrego.


Morał

Odwaga często wygląda zwyczajnie: to spokojny krok, pomocna dłoń i cierpliwość wobec innych. Gdy przyjaciele trzymają się razem, nawet wielkie zadanie robi się łagodne i możliwe.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *