To spokojna bajka dla dzieci o małej myszce, która gubi ważny guzik i uczy się, że szukanie razem z kimś jest łatwiejsze niż w samotności. W ogrodzie pełnym mięty, fasolki i drobnych pomocnych gestów historia wspiera cierpliwość, współpracę i poczucie bezpieczeństwa.
W ogródku pani Emilki rosły grządki równo jak w zeszycie, a między nimi wiła się wąska ścieżka z drobnych kamyków. Z jednej strony pachniała mięta, z drugiej koper, a pod płotem stała mała ławka, na której można było odpocząć i posłuchać, jak wiatr miękko szura w gałęziach.
Tego dnia Myszka Florcia niosła koszyczek z fasolką i bardzo dbała, by żadna strączkowa łodyżka nie złamała się po drodze.
Florcia była maleńka, lecz miała wielkie serce do porządków. Miała też czerwony fartuszek w groszki, a do niego przyszyty okrągły, niebieski guzik. Taki ładny, że aż się chciało na niego patrzeć. Gdy Florcia schylała się przy grządkach, usłyszała ciche: pyk.
— Och! — szepnęła i od razu spojrzała na fartuszek.
Na miejscu guzika została tylko nitka.
Florcia rozejrzała się dookoła. Pod kamykiem nic. Pod liściem nic. W trawie też nic. Zrobiło się jej trochę smutno, bo guzik był prezentem od babci Sowy.
Wtedy spod dyni odezwał się cichy głos:
— Czy czegoś szukasz?
To był jeżyk Leon, który turlał jabłko większe od własnego nosa.
— Zgubiłam guzik — odpowiedziała Florcia. — Niebieski, okrągły, z jedną maleńką kropką pośrodku.
Leon postawił jabłko na ziemi i zmrużył oczy.
— O, to brzmi jak bardzo ważny guzik. Chodź, poszukamy razem.
I tak zaczęło się małe ogrodowe śledztwo. Florcia zaglądała pod konewkę, Leon podnosił suche listki, a spod krzaka porzeczek wysunęła się ślimaczyca pani Rózia.
— Jeśli to guzik, to może poturlał się w stronę ścieżki — powiedziała spokojnie. — Małe rzeczy lubią wędrować.
— A duże rzeczy lubią je potem szukać — mruknął Leon, ale tak łagodnie, że Florcia aż się uśmiechnęła.
Przeszli ścieżką do starej skrzynki na narzędzia. Potem obejrzeli brzeg beczki z deszczówką. Na końcu zajrzeli pod ławkę. Tam siedziała tylko przyzwoita cisza i kilka źdźbeł trawy.
— Nic — westchnęła Florcia.
— Jeszcze nie nic — poprawił ją Leon. — Jeszcze szukamy.
To było miłe zdanie. Florcia poczuła, że smutek robi się mniejszy, kiedy ktoś szuka razem z nią.
Nazajutrz przyszli do ogrodu z panią Emilką. Pani Emilka miała okulary na czubku nosa i koszyk pełen ziół.
— Guzik? — powtórzyła. — A jaki był?
— Niebieski — odpowiedziała Florcia. — Jak kawałek nieba, tylko mniejszy.
— Oho — powiedziała pani Emilka. — To trzeba spojrzeć tam, gdzie niebieskie rzeczy lubią odpoczywać.
— A gdzie lubią? — spytał Leon.
— Przy konewce, przy wiadrze, a czasem w ziemi, jeśli ktoś nie patrzył pod nogi.
Szukali więc dalej. I rzeczywiście, przy konewce Florcia zobaczyła coś błyszczącego. Najpierw tylko odrobinę. Potem więcej. W końcu znalazła swój guzik, przyklejony do mokrego listka mięty.
— Jest! — zawołała tak cicho, jak tylko umiała, a i tak zabrzmiało to jak dzwoneczek.
Leon klasnął łapkami.
— Wiedziałem, że rzeczy lubią się odnajdywać, kiedy nikt ich nie pogania.
Pani Emilka przysiadła na ławce i wyjęła z kieszeni igłę, nitkę oraz mały koszyczek z guzikami.
— Mam tu kilka zapasowych — powiedziała. — Ale ten twój będzie najładniejszy, bo wrócił z przygodą.
Wieczorem Florcia siedziała przy stole i trzymała fartuszek na kolanach. Pani Emilka przyszyła guzik mocno, a Leon podał jej kawałek czerwonej tasiemki na wzmocnienie.
— Teraz nie ucieknie — rzekł z dumą.
— A gdyby nawet — odparła Florcia — to już wiem, że nie trzeba szukać samotnie.
I to była bardzo dobra myśl. W małym ogrodzie, gdzie fasolka rosła prosto, a mięta pachniała od samego patrzenia, każdy wiedział, że zgubione rzeczy lubią się znajdować, kiedy obok stoi ktoś życzliwy. A potem wszystko wraca na swoje miejsce. Cicho. Porządnie. Bez pośpiechu.
Morał
Razem nawet mały kłopot robi się lżejszy.
