To pogodna i pełna humoru bajka o rodzinnej wyprawie, która zaczyna się już na dworcu kolejowym. Kocia rodzinka wybiera się nad morze, a po drodze przeżywa mnóstwo zabawnych przygód. Historia pokazuje, że wspólne podróże to nie tylko cel, ale też radość bycia razem, nawet gdy ktoś ciągle się gubi albo zasypia w najmniej odpowiednim momencie. Idealna bajka do czytania przed snem, z uśmiechem i spokojnym zakończeniem.
Był pogodny poranek. Mama Kotka spakowała koszyk z kanapkami, wodą i ręcznikami plażowymi.
– Kochane dzieci – powiedziała – dziś jedziemy pociągiem nad morze!
– Huraaa! – zapiszczały Helenka, Mieszko i Ewelinka.
Na peronie stał wielki, zielony pociąg. Para buchała z lokomotywy, a gwizd rozchodził się po całej stacji.
– Wsiadamy! – zawołała Mama.
Pierwsza wskoczyła Mama Kot, za nią Helenka, potem Mieszko, dalej Ewelinka, a na końcu…
– Mamo! – zapiszczała Helenka. – Taty znowu tu nie ma!
I rzeczywiście – Tata Kocur nie zdążył wsiąść, bo zatrzymał się przy budce z drożdżówkami.
– Ale ja tylko jedną kupiłem… – tłumaczył się, trzymając wielką bułę posypaną cukrem.
W końcu Tata doskoczył do wagonu i cała rodzina usiadła razem przy oknie. Pociąg ruszył.
Za szybą migały pola, lasy i wioski. Kotki z zachwytem patrzyły na widoki, a Tata po chwili zaczął chrapać, opierając głowę o plecak.
– Tatusiu, obudź się, przegapisz wszystko! – szepnęła Ewelinka.
Wtem do wagonu wszedł konduktor.
– Bileciki do kontroli!
Mama podała bilety, potem Helenka i Mieszko. Gdy przyszła kolej na Tatę, ten przez sen wyciągnął… drożdżówkę.
– To nie bilet, tylko śniadanie – roześmiała się Mama Kotka.
Konduktor też się zaśmiał i poszedł dalej, a Tata obudził się dopiero wtedy, gdy pociąg zahuczał głośniej.
Podróż trwała długo. Nagle Mieszko zauważył uchylone drzwi wagonu. Tata, jak to Tata, postanowił zajrzeć, co tam jest, i zanim ktoś zdążył zareagować, zaplątał ogon w firankę.
– Ratunku! – miauczał, machając łapami.
Kotki śmiały się do rozpuku, a Mama szybko pomogła mu się uwolnić.
– Tatusiu, ty nawet w pociągu potrafisz znaleźć przygodę – westchnęła, choć wąsy jej drgały ze śmiechu.
W końcu rozległ się głos maszynisty:
– Stacja końcowa: Morze!
Kocięta wybiegły na peron i od razu poczuły zapach słonej wody. Tata wysiadł ostatni, nadal trzymając swoją drożdżówkę.
– Mam morze, mam rodzinę i mam coś do jedzenia – powiedział zadowolony. – To będą wspaniałe wakacje.
I wszyscy razem ruszyli w stronę plaży, gotowi na kolejne przygody.
Morał bajki
Najpiękniejsze podróże to te, które przeżywamy razem – nawet jeśli po drodze zdarzają się drobne wpadki i dużo śmiechu.
