Kolejny ciepły odcinek serii o wydrze Poli z portu Nad Srebrną Falą. Pola dostarcza kocyk burkliwemu kocurowi Bazylemu, a potem pomaga uporządkować pomieszane znaki na portowej ścieżce. To spokojna bajka dla dzieci o przyjmowaniu troski, współpracy i odkrywaniu, że każdy może być potrzebny.
W porcie Nad Srebrną Falą wydra Pola znała każdą deskę przy nabrzeżu. Wiedziała, która skrzypi jak stary akordeon, która pachnie solą, a na której najlepiej suszy się granatową czapkę z pomponem.
Tego dnia pani Basia z herbaciarni poprosiła ją o małą przysługę.
– Polu, czy zawieziesz ten kocyk do latarnika? – zapytała, podając jej rulonik w zielone i żółte paski. – Pan Kocur Bazyli siedzi dziś przy jego drzwiach i udaje, że wcale nie jest zmarznięty.
– Koty często udają różne rzeczy – zauważyła Pola.
– Zwłaszcza gdy chcą wyglądać dostojnie – westchnęła pani Basia.
Pola położyła kocyk na środku łódki. Obok postawiła małą puszkę z ciasteczkami rybnymi dla latarnika, bo pani Basia uważała, że każda ważna wyprawa powinna mieć coś chrupiącego.
Pan Kocur Bazyli rzeczywiście siedział przed latarnią. Był ogromny, bury i puszysty jak poduszka, która przeczytała za dużo książek o królewskich zwyczajach. Miał białe wąsy i minę kogoś, kto zaraz wygłosi bardzo poważne zdanie.
– Dzień dobry – powiedziała Pola, przybijając łódkę do brzegu. – Przywiozłam kocyk.
– Nie potrzebuję kocyka – odparł Bazyli.
W tej samej chwili jego ogon owinął się ciasno wokół łap.
– Oczywiście – zgodziła się Pola. – Ten kocyk zapewne potrzebuje pana.
Bazyli spojrzał na zielono-żółty rulonik.
– Jest dość… jaskrawy.
– Dzięki temu każdy będzie wiedział, gdzie mieszka najdostojniejszy kot w porcie.
Kot poruszył jednym uchem. To był dobry znak. Drugie ucho poruszyło się chwilę później.
Pola rozłożyła kocyk na szerokim stopniu przed latarnią. Wiatr próbował podwinąć jeden róg, lecz Pola przycisnęła go gładkim kamykiem. Bazyli podszedł bliżej, ostrożnie, jakby sprawdzał nowy dywan w pałacu.
– Można usiąść tylko na chwilę – mruknął.
Usiadł. Potem podwinął łapy. Potem, zupełnie przypadkiem, zamknął oczy.
Wtedy z latarni wyszedł latarnik, pan Leon, z małą drewnianą skrzynką.
– Ach, Pola! W samą porę – zawołał. – Czy mogłabyś pomóc mi z tymi znacznikami? Trzeba je rozwiesić przy ścieżce do portu. Młode mewy uczą się dziś rozpoznawać drogę między magazynami, a wiatr przestawił tabliczki.
W skrzynce leżały okrągłe drewniane znaki: muszla oznaczała drogę do nabrzeża, kotwica do przystani, a mała filiżanka do herbaciarni pani Basi.
– Pomogę – powiedziała Pola.
Bazyli otworzył jedno oko.
– Tabliczka z filiżanką jest zwykle przy niebieskiej beczce – mruknął.
– Skąd pan wie? – zdziwiła się Pola.
– Z okna latarni widać więcej, niż ludziom się wydaje.
Razem ruszyli ścieżką. Pola niosła skrzynkę, pan Leon młotek, a Bazyli szedł obok z miną przewodnika, który nie pracuje, tylko łaskawie pozwala innym korzystać ze swojej wiedzy.
Przy magazynach rzeczywiście wszystko się pomieszało. Muszla wisiała przy herbaciarni, filiżanka wskazywała drogę do łódek, a kotwica znalazła się koło skrzynki na listy.
– Katastrofka – powiedziała Pola.
– Maleńka – uspokoił ją pan Leon. – Od takich są spokojne łapy i bystre oczy.
Pola oglądała każdy znak, a Bazyli przypominał sobie widoki z latarni. Wspólnie zawiesili tabliczki tam, gdzie powinny być. Gdy ostatnia filiżanka znalazła się przy niebieskiej beczce, od strony portu nadleciały trzy młode mewy.
– Czy to droga do pani Basi? – zawołały.
– Prosto za filiżanką, potem w lewo przy kotwicy! – odpowiedziała Pola.
Mewy pomachały skrzydłami i poleciały pewnie, bez krążenia w kółko.
Bazyli patrzył za nimi długo. Potem cicho powiedział:
– Widocznie nie tylko siedzenie na stopniu bywa pożyteczne.
– Siedzenie też jest pożyteczne – odparła Pola. – Zwłaszcza na kocyku, który potrzebuje kota.
Bazyli parsknął tak nieoczekiwanie, że aż poruszyły mu się wąsy.
Kiedy Pola odpływała, zobaczyła go na zielono-żółtym kocyku. Wyglądał dostojnie, ciepło i całkiem zadowolony. A obok niego leżała jedna rybna przekąska, zostawiona dla kogoś, kto przypłynie następnym razem.
Morał
Przyjęcie czyjejś życzliwości nie odbiera samodzielności. A nawet cicha wiedza może pomóc innym znaleźć właściwą drogę.
