Na kolorowym obrazku przedstawiono urokliwą farmę, gdzie młoda dziewczynka w kapeluszu opiekuje się warzywnikiem w towarzystwie małej kozy i kota. Obok nich widać kilka kur, co tworzy sielską atmosferę, idealną do snucia bajek na dobranoc. Ta scena to idealna inspiracja dla rodziców szukających bajek do snu dla dzieci w wieku 3-10 lat.

Koza Mela i parasol dla grządek

Ciepła bajka dla dzieci o kozie Meli, która chce ochronić małe sadzonki sałaty przed słońcem i wpada przez to w zabawne parasolowe nieporozumienie. Dzięki pani Anieli i panu Romkowi uczy się, że nawet dobry pomysł warto najpierw spokojnie omówić, a przyznanie się do pomyłki może otworzyć drogę do wspólnego rozwiązania.


Na gospodarstwie pani Anieli mieszkała koza Mela, biała jak mleczna pianka, z jedną brązową łatką na uchu. Mela uważała się za znakomitą pomocnicę ogrodniczą. Umiała sprawdzić, czy marchewki mają proste liście, i bardzo dokładnie wąchała miętę, choć pani Aniela powtarzała, że wąchanie nie jest jeszcze podlewaniem.

– Ale od czegoś trzeba zacząć – odpowiadała Mela z powagą.

Pewnego dnia pani Aniela przygotowała na stole małe sadzonki sałaty. Każda rosła w papierowej osłonce, a przy każdej tkwiła drewniana tabliczka z imieniem.

„Krucha”, „Zielona”, „Masłowa” – przeczytała Mela, sylabizując w myślach, bo znała już kilka ogrodowych słów.

– Dzisiaj przesadzimy je do grządek – wyjaśniła pani Aniela. – Tylko ziemia jest jeszcze trochę zbyt sucha. Przydałoby się trochę cienia, zanim dobrze je podlejemy.

Mela rozejrzała się po podwórku. Cienia było niewiele. Stary kasztan stał daleko, kurnik był za mały, a pod wiadrem mogła zmieścić się najwyżej jedna sadzonka i kawałek Melowego nosa.

Wtedy koza zobaczyła na płocie wielki, pasiasty parasol. Należał do pana Romka, który sprzedawał na targu truskawki. Parasol był czerwono-żółty, szeroki i miał długą, drewnianą rączkę.

– To będzie dach dla sałaty! – zawołała Mela.

Pani Aniela właśnie napełniała konewkę i nie usłyszała, jak Mela ostrożnie, bardzo ostrożnie, ciągnie parasol za rączkę. Parasol zsunął się z płotu. Mela cofnęła się o krok, parasol obrócił się o pół kroku, a potem otworzył się nagle z cichym: frrrum!

Mela stanęła nieruchomo.

Pasiasta kopuła przykryła ją prawie całą. Spod brzegu wystawały tylko cztery kopytka i zdumione uszy.

– Pani Anielo? – dobiegł głos spod parasola. – Czy ja jestem teraz grządką?

Pani Aniela odwróciła się, a potem usiadła na niskim stołeczku, żeby wygodniej się roześmiać.

– Nie, Melo. Jesteś kozą w bardzo eleganckim kapeluszu.

Mela wysunęła nos spod brzegu.

– Chciałam pomóc sałacie. Ale parasol chyba postanowił pomóc mnie.

Pani Aniela pogłaskała ją między rogami.

– Pomysł na cień jest dobry. Tylko cudze rzeczy bierzemy po zapytaniu. I najpierw sprawdzamy, czy da się ich użyć bez plątania kopytek.

Mela poczuła, jak robi jej się ciepło aż pod brązową łatką na uchu. Nie lubiła, gdy coś wychodziło inaczej, niż sobie zaplanowała. Najchętniej schowałaby się za kompostownikiem, ale tam właśnie drzemał kot Kminek i nie było miejsca nawet na jedno kozie zmartwienie.

– To pójdę zapytać pana Romka – powiedziała cicho.

Pan Romek układał skrzynki z truskawkami przy bramie. Gdy usłyszał, o co chodzi, poprawił czapkę i spojrzał na Melę.

– Parasol dla sałaty? To niecodzienny pomysł.

Mela spuściła łeb.

– Najpierw go wzięłam. Potem zapytałam. To było na odwrót.

Pan Romek nie złościł się. Zamiast tego podał jej mały, zielony parasol, taki ze złamaną rączką, który od dawna stał w szopie.

– Ten można oprzeć o dwie tyczki. Nie jest mi już potrzebny. A mój pasiasty zostawmy truskawkom, bo one też lubią wyglądać odświętnie.

Mela aż podskoczyła.

Wspólnie z panią Anielą wbiły tyczki przy grządce. Kminek, który jednak przyszedł sprawdzić zamieszanie, usiadł pod parasolem i oznajmił, że będzie głównym inspektorem cienia. Kury stanęły obok w rządku, jakby przyszły na otwarcie ważnego sklepu.

Gdy wszystkie sadzonki znalazły się w miękkiej ziemi, zielony parasol rzucił na nie łagodny cień. Mela przyniosła konewkę, tym razem tylko popychając ją nosem, bo była za ciężka do noszenia.

– Widzisz? – powiedziała pani Aniela. – Dobry pomysł jeszcze bardziej rośnie, kiedy podzieli się nim z innymi.

Mela spojrzała na małe listki. Drżały lekko na wietrze, ale wyglądały spokojnie i pewnie.

– A jutro sprawdzę, czy mają proste liście – oznajmiła.

– I czy są podlane – mruknął Kminek spod parasola.

– Oczywiście – odparła Mela. – Wąchanie zostawię na sam koniec.


Morał

Dobry pomysł staje się jeszcze lepszy, gdy łączy się go z uważnością i rozmową. Przyznanie się do drobnej pomyłki pomaga ją naprawić.

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *