To spokojna bajka dla dzieci o rodzeństwie, które uczy się dzielić czymś małym, ale ważnym. W ciepłej, ogrodowej przygodzie pojawiają się życzliwe zwierzątka, wspólne odkrycie i dużo łagodnego humoru. Historia wspiera współpracę, cierpliwość i radość z bycia razem.
Za ogrodem pełnym malin i pachnącej mięty stał mały domek z niebieskimi okiennicami. Mieszkali w nim Lena i jej młodszy brat Franek. Lena miała pięć lat i lubiła układać obrazki z kolorowych patyczków. Franek miał cztery lata i zbierał gładkie liście, które wyglądały jak małe wachlarze.
Pewnego popołudnia mama wyjęła z piekarnika miodowe ciasteczka. Były okrągłe, kruche i tak pachniały, że aż chciało się zamknąć oczy i wziąć głęboki oddech.
— Dla każdego po jednym — powiedziała z uśmiechem. — A jedno zostawiam na później.
Na talerzyku został największy smakołyk. Miał kształt księżyca i cienką, błyszczącą kreskę z cukru.
Lena spojrzała na niego i szepnęła:
— Chciałabym zjeść go jutro.
Franek też patrzył bardzo uważnie.
— Ja też bym chciał — mruknął.
Przez chwilę oboje milczeli. W kuchni było ciepło i spokojnie, a zegar tykał miękko jak mały krokowiec.
Mama tylko pogłaskała talerzyk palcem i powiedziała:
— Czasem najlepszy pomysł przychodzi wtedy, gdy nikt się nie spieszy.
Wieczorem rodzeństwo wyszło do ogrodu. Nad drzewami wisiał prawdziwy księżyc, jasny i spokojny.
— On chyba też lubi ciasteczka — zaśmiał się Franek.
— Może dlatego tak ładnie świeci — odpowiedziała Lena.
Nagle obok grządki z miętą zamigotało srebrne światełko. Z krzaczka wysunęła się mała Sarenka w zielonym szaliku.
— Szukam Ciasteczkowego Księżyca — powiedziała uprzejmie. — Podobno świeci najpiękniej, gdy ktoś się nim dzieli.
Lena i Franek spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.
— My też znamy takie ciasteczko — szepnęła Lena.
Sarenka uśmiechnęła się i zaprosiła ich na polankę za starym dębem. Tam czekał Owieczek z miękkim koszykiem, Jeżyk z drewnianą łyżeczką i mały Zajączek, który niósł listki mięty.
Na środku polanki leżało wielkie, okrągłe ciasteczko księżycowe. Kiedy Franek podszedł bliżej, zauważył, że jego brzegi lekko migoczą.
— To naprawdę istnieje? — spytał cichutko.
— Istnieje, kiedy jest dla wszystkich po trochu — odpowiedział Jeżyk.
Lena odłamała malutki kawałek i podała go Frankowi. Franek zrobił to samo. Potem każdy dostał odrobinę: sarenka, owieczek, zajączek i jeżyk.
I wtedy stało się coś bardzo dziwnego i bardzo miłego. Ciasteczko nie zniknęło. Zamiast tego rozbłysło mocniej, jakby było zrobione z miodu, światła i śmiechu.
— Och! — zawołała Lena. — Ono się nie kończy!
— Bo dzielenie się nie zabiera radości — powiedział Jeżyk. — Ono ją rozmnaża.
Franek spróbował swojego kawałeczka.
— Smakuje jak przytulenie — oznajmił.
— A mnie jak wspólna zabawa — dodała Lena.
Zwierzątka usiadły w kółku. Ktoś opowiedział śmieszną historię o liściu, który udawał łódkę. Ktoś inny zaśpiewał cichą piosenkę o miękkim wietrze. Lena i Franek śmiali się, ale tak cichutko, jakby nie chcieli spłoszyć gwiazdek.
Kiedy wrócili do domu, na talerzyku nadal czekało ostatnie ciasteczko. Lena spojrzała na brata.
Franek spojrzał na siostrę.
A potem Lena przełamała je na pół.
— Jedna część dla ciebie.
— A druga dla ciebie — odpowiedział Franek.
Mama uśmiechnęła się tylko i podała im ciepłe mleko z odrobiną miodu.
— Wspólne rzeczy smakują najlepiej — powiedziała.
Za oknem księżyc wisiał wysoko i spokojnie, jak miękka lampka nad ogrodem. A w domu było cicho, przytulnie i bezpiecznie, jakby cały świat na chwilę zwolnił, żeby każdy mógł poczuć się dobrze.
Morał
Kiedy dzielimy się z innymi, radości wcale nie ubywa. Czasem robi się jej nawet więcej.
