To ciepła, spokojna bajka o kociej rodzinie i wiosennym spacerze, który wcale nie przebiegał tak, jak planowano. Pełna jest drobnych przygód, uśmiechu i codziennych sytuacji bliskich dzieciom. Opowieść pokazuje, jak ważne są cierpliwość, troska i rodzinne wsparcie. Idealna bajka do czytania przed snem, gdy dzień był długi, a świat domaga się ciszy i bliskości.
Słoneczko świeciło jasno i ogrzewało drogę, na której jeszcze wczoraj stały kałuże po deszczu. Teraz woda znikała powoli, a powietrze pachniało świeżością i wiosną. Właśnie tą drogą wyruszyła na spacer kocia rodzinka.
— Kochane dzieci — powiedziała mama kotka łagodnym głosem — idźcie blisko siebie. Ja pójdę pierwsza, a tata ostatni, żebyśmy się nie pogubili.
Mama ruszyła przodem, a za nią dreptały trzy kocięta: czarna Malwinka, biały jak mleko Jasio i najmniejsza, czarna Różyczka. Tata miał iść na końcu… lecz po chwili Malwinka obejrzała się z niepokojem.
— Mamo… taty tu nie ma.
Mama westchnęła spokojnie.
— Chyba został w domu i zasnął. Malwinko, pobiegnij po niego.
Malwinka wróciła szybko do domu. Zajrzała do legowiska i zobaczyła tatę chrapiącego cicho, jakby nic na świecie nie było pilniejsze od snu. Wskoczyła więc do środka i zaczęła deptać go łapkami.
— Mrrau… co się dzieje? — zamruczał zaspany tata.
— Wstawaj, idziemy na spacer — zaśmiała się Malwinka.
Tym razem wyszli wszyscy razem. Mama prowadziła, za nią szły kocięta, a tata dzielnie zamykał pochód. Niestety tylko przez chwilę.
— Mamo! — zawołał Jasio. — Tata znowu zniknął!
— Widzę go! — pisnęła Różyczka. — Rozmawia przy płocie z gęsią!
— Jasiu, pobiegnij po tatę — poprosiła mama.
Jasio ruszył odważnie, ale na drodze czekała ogromna kałuża. Rozpędził się, chciał ją przeskoczyć… i wpadł prosto do wody. Krople poleciały wszędzie, a jego białe futerko zrobiło się brązowe.
— Teraz jestem brudny… — zapłakał.
Tata natychmiast podszedł, wyciągnął Jasia z kałuży i otulił go łapką.
— Nic się nie stało — powiedział łagodnie. — Słońce zaraz cię wysuszy.
I rzeczywiście, po chwili futerko znów było puszyste i jasne.
Ruszyli dalej. Mama, Malwinka, Jasio, Różyczka… a tata znów gdzieś się zapodział. Tym razem siedział na drzewie.
— Goniłem motylka — wołał wesoło — ale już odleciał!
Mama uśmiechnęła się cierpliwie.
— Chodźmy do domu. Spacer był długi.
Wracali razem spokojnie. Gdy doszli do drzwi, kocięta znów spojrzały po sobie.
— Mamo! Taty nie ma!
Mama otworzyła drzwi. W legowisku leżał tata i już spał, zwinięty w miękką kulkę.
— Byłem bardzo zmęczony — mruknął. — Wróciłem szybciej.
Kocięta wskoczyły do legowiska, mama do nich dołączyła i wszyscy zasnęli wtuleni w siebie. To był naprawdę długi spacer.
Morał bajki
Cierpliwość, bliskość i rodzinna troska sprawiają, że nawet najbardziej niesforny dzień kończy się spokojem i ciepłem.
