To pogodna i pełna humoru bajka o smoku, który zupełnie nie pasował do strasznych legend. Opowieść rozgrywa się w Krakowie i pokazuje, jak łatwo można się kogoś bać, nie znając go naprawdę. Bajka uczy empatii, odwagi i tego, że przyjaźń potrafi zmienić nawet największego smoka. Idealna historia do czytania przed snem, z uśmiechem i spokojem.
Dawno, dawno temu, a właściwie wcale nie tak dawno, tuż obok Wawelu w Krakowie, zamieszkał smok. Nie był to jednak smok groźny ani srogi. Był to Smok Stefek — zielony, okrąglutki, z brzuszkiem miękkim jak poduszka i z natury trochę leniwy.
Stefek najbardziej na świecie kochał trzy rzeczy. Po pierwsze pizzę serową, najlepiej z podwójnym serem, który ciągnął się aż do sufitu. Po drugie oglądanie bajek na tablecie, bo ruchome obrazki działały na niego uspokajająco. A po trzecie drzemki, długie i częste, najlepiej dziewięć dziennie, jeśli nikt nie przeszkadzał.
Smok mieszkał w jaskini i nie miał najmniejszego zamiaru nikogo straszyć. Problem w tym, że kiedy Stefek kichał, z nosa wylatywały mu malutkie ogniki, robiąc w powietrzu wesołe „pyk, pyk”. Dla smoka było to zwykłe kichnięcie, ale dla ludzi wyglądało jak prawdziwe zianie ogniem.
Wieść szybko rozeszła się po Krakowie. Jedni wołali z przerażeniem, inni uciekali, a jeszcze inni kręcili głowami, mówiąc, że ktoś powinien wreszcie temu smokowi coś wytłumaczyć.
Pewnego dnia pod jaskinię przyszedł Adaś. Miał pięć lat, plecak większy od siebie, czapkę z dinozaurem i oczy pełne ciekawości.
— Halo, smoooku — zawołał odważnie.
Stefek wychylił łeb z jaskini i właśnie wtedy kichnął tak potężnie, że ogniki poleciały w górę jak małe fajerwerki. Adaś jednak zamiast uciec, roześmiał się głośno.
— Ale śmiesznie kichasz — powiedział. — Jak kot, który połknął gwiazdki.
Smok zamrugał zaskoczony.
— Ty się mnie nie boisz? — zapytał niepewnie.
— A niby czemu? — odpowiedział Adaś. — Jesteś miękki, puchaty i śmieszny. Jak wielki zielony pluszak.
Stefek zrobił się jeszcze bardziej zielony ze wzruszenia. Usiadł obok chłopca i westchnął.
— Ludzie się mnie boją, a ja jem tylko pizzę — mruknął.
Adaś aż podskoczył.
— To pokażmy im, że jesteś miły. Mam pomysł.
Wyciągnął tablet i uruchomił aplikację do rysowania. Wspólnie stworzyli plakat z napisem, że Smok Stefek nie zjada ludzi, tylko uwielbia pizzę. Smok pozował do rysunku dumnie, jak prawdziwa gwiazda.
Plakaty szybko pojawiły się w całym mieście. Najpierw ludzie patrzyli nieufnie, potem z ciekawością, aż w końcu zaczęli odwiedzać smoka. Przynosili pizzę, robili zdjęcia i śmiali się razem z nim.
Dzieci bawiły się ze Stefkiem w chowanego, w berka i w zgadywanie smaków żelków. Smok nigdy nie wygrywał, ale za to śmiał się najgłośniej.
W końcu król Krakowa ogłosił, że Smok Stefek zostaje Oficjalnym Przyjacielem Dzieci. Smok dostał nawet złoty medal w kształcie pizzy i był z tego powodu bardzo dumny.
Od tamtej pory Stefek już nikogo nie straszył. Nie musiał. Był zajęty przytulaniem dzieci, jedzeniem pizzy i oglądaniem bajek z Adasiem.
Morał bajki
Kiedy kogoś lepiej poznasz, może się okazać, że wcale nie jest straszny. Czasem wystarczy odrobina odwagi i jeden prawdziwy przyjaciel.
