Dawno, dawno temu stał sobie ogromny zamek, którego wieże sięgały tak wysoko, że chmury zahaczały o nie jak o kominy. Mieszkał w nim stary król o siwej brodzie oraz jego córka, Księżniczka Mila. Dziewczę to nie było zwyczajne, bo miało dar niezwykły — mogło sterować pogodą, jakby była ona jedynie wstążką w jej dłoniach.
Gdy miała dobry humor, słońce świeciło złoto jak miód. Gdy się gniewała, potrafiła sprowadzić grad wielkości orzechów. Zdarzyło się nawet, że podczas obiadu nad królewskim stołem zawisła mała deszczowa chmurka, bo rosół okazał się zbyt gorący.
Król, choć kochał córkę nad życie, coraz częściej wzdychał ciężko. Pewnego dnia wyszedł na spacer i nim wrócił, przeżył śnieżycę, upał, grad i mżawkę — wszystko w pięć minut.
Pewnego wieczoru wezwał Milę do komnaty.
— Córko moja — rzekł poważnie — czas, byś znalazła towarzysza życia. Takiego, co się burzy nie zlęknie i śniegu przy śniadaniu nie weźmie za obrazę.
Mila westchnęła, lecz skinęła głową.
Nazajutrz do zamku przybył książę Edward, elegancki i pachnący jak sklep z mydłami. Z dumą oznajmił, że jest odważny, szybki i potrafi zjeść cytrynę bez krzywienia twarzy. Gdy jednak spróbował, zrobił minę tak zabawną, że sama Mila parsknęła śmiechem.
— Jeśli chcesz zostać moim mężem — rzekła — musisz odnaleźć niebieską różę o czerwonych kolcach, rosnącą na dalekiej wyspie.
Książę, choć przełknął ślinę, wyruszył bez zwłoki.
Droga była trudna i pełna niespodzianek. W górach dopadła go śnieżyca, na pustyni żar lał się z nieba, a w lesie burza huczała tak, że błyskawice trzaskały jak baty. Spotykał ludzi dobrych i potrzebujących, dzielił się tym, co miał, choć sam wyglądał coraz mizerniej.
W końcu dotarł na łąkę, gdzie rosły niebieskie róże z czerwonymi kolcami. Gdy zerwał jedną, ukłuł się dotkliwie, lecz nie zawrócił.
W drodze powrotnej wszystko ucichło. Burze zniknęły, a droga stała się łagodna. Książę domyślał się już, czyja to sprawka.
Gdy wręczył różę Mili, księżniczka spojrzała na niego z uznaniem.
— Wykazałeś się cierpliwością i sercem — powiedziała łagodnie.
Król był szczęśliwy, a Mila i Edward rychło się polubili. Wzięli ślub, a od tamtej pory pogoda w królestwie stała się spokojniejsza, choć czasem, gdy książę zapominał o obowiązkach, lekki wietrzyk delikatnie popychał go ku nim.
I żyli pogodnie, z uśmiechem i małymi chmurkami humoru.
Morał bajki
Wielka moc wymaga rozwagi, a prawdziwa wartość człowieka objawia się w wytrwałości, dobroci i poczuciu humoru.
